Potrzeba dźwignią handlu

Schodzimy do toalety na Promenadzie Anglików (nie wiem czy publicznej, czy prywatnej, za wstęp w każdym razie kasują). 

W wejściu oprócz pobierania opłat, oferują też zimne napoje. Na wypadek gdyby ktoś nie przemyślał starannie swoich potrzeb, odpowiednie cenniki wiszą też koło umywalki. 

Nicea Nice Nizza toilet WC toaleta

Dobrze, że nie nad pisuarem.

Migawki nicejskie

Uliczkami Nicei spaceruję ostrożnie, rozglądając, się, czy za chwilę gdzieś między Gambettą a Promenade d’Anglaises nie wyłoni się młody Romain Gary i nie da mi w pysk w wyimaginowanej (on też o tym wie) obronie honoru swej matki (choć wtedy był on bardziej Hubertem de Roncevalle lub jednym z tysiąca swoich nigdy niewykorzystanych pseudonimów literackich). 

W Nicei ogólnie zresztą dobrze jest zachować czujność – gapiąc się na cyzelowane fasady domów, można nie zauważyć tego, co tuż pod nogami, i boleśnie nadziać się na metalowy słupek odgradzający ulicę od chodnika (chyba był prosty, a nie rzeźbiony, co może uzasadniać przeoczenie); na szczęście nauczyłem się tego w najmądrzejszy ze sposobów – na cudzych błędach (ta turystka z drugiej strony ulicy pewnie wolałaby, abym to ja zaliczył bliskie spotkanie trzeciego stopnia ze słupkiem, ale ja zupełnie bez schadenfreude uważam, że lepiej się stało, jak się stało). 

A gdyby kiedyś przyszło komuś do głowy (a całkiem to dobry pomysł) odwiedzić nicejską lodziarnię oferującą blisko sto rodzajów lodów o najbardziej zaskakujących smakach – osobiście odradzam lody miętowe. Nie żeby były jakoś złe, po prostu lepiej kupić paczkę Wrigley’s Spearmint, można ją wsadzić do zamrażalnika; zbyt wiele słodyczy, której miętowość nie równoważyła. Co innego tymianek – ten ci słodycz z nóg zwalał, mocarz (choć powolny w działaniu, wpierw podpuszczał do niemiłych myśli, a potem kładł na łopatki). No i pomidorowo-bazyliowe, mmmm (choć Szkot po prostu zamroziłby dobry sos pomidorowy). 

Przyznam się do jednej drobiazgu: jadąc tam nabrałem mało zrozumiałej ochoty na spróbowanie opiewanej w przewodnikach pan-baignat, buły wypchanej sałatką nicejską. Szwendając się po mieście nie zauważyłem jednak żadnego sensownego egzemplarza, widocznie na wieść o barbarzyńcach u wrót zarządzono alarm i Święta Reparata wszystkie buły ukryła. A niech im w gardle staną. 

Słodkie szczeniaczki

– Ojciec, a gdzie są te szczeniaczki?
– [westchnienie Rodzica nad nazbyt dobrym i selektywnym słuchem dziecięcia] Jakie szczeniaczki?
– No te małe pieski.
– Nie ma żadnych małych piesków, nie wszystko co się tak samo nazywa, to samo oznacza.*
– Aha, to na nich pewnie jest napisane „do 12 miesiąca życia”?

* niektórzy to zwą małpkami, maluchami etc.

Czarność widzę

Donoszą media, że ostatecznie rozwiał się główny sekret i austriacka spółka będąca byłym właścicielem akcji Gieksy kupuje całość akcji Dyskobolii Polonii Warszawa, żeby grać w ekstraklasie jako KP Katowice cośtam cośtam. Jak nie chodzi o przepranie kasy to nie wiem o co chodzi, w dalszym ciągu, to jakieś austriackie gadanie. 

W każdym razie: w 2005 roku w czasie postdziurowiczowskim, zaczęliśmy grać w IV lidze (choć niewykluczona była i B-klasa). Jak skończy się kasa do wyprania, zapewne miejsce opchnie się dalej i dumnie powrócimy znów gdzieś w IV lidze.

Czekaliśmy na mistrza tyle lat, poczekamy jeszcze trochę, aż wrócimy do życia. I potem, wiadomo, jeszcze parę lat. Przeżyliśmy Dospel i Jędrucha, przeżyjemy i DyskoPolo.

PS Jakby ktoś wiedział, jak znaleźć w sieci fragment Czterech wesel i pogrzebu, ten kiedy przed własnym ślubem Charles dowiaduje się o rozwodzie Carrie, idzie w zakątek kościoła i klnie – uprzejmie poproszę, bo chętnie bym uzupełnił nim tę notkę .

Migawki cytrynowe

Znasz li ten kraj, gdzie cytryna dojrzewa..

Zdawało mi się, że znam trochę, ale nigdy nie sądziłem, jak bardzo powierzchowny to osąd. Teraz dopiero, gdy siedzę pod cytrynowymi drzewkami i spoglądam na dolinę ze wszech stron żółto błyskającą, zaczynam rozumieć. Cytryny na każdym progu, cytrynowa granita i likier lemoncino, cytrynowe lody (ach, czyż nie za nie pokochałem Italię?)

Wer den Dichter will verstehen, muss in Dichters Lande.. (zaraz, czy Poeta kiedykolwiek tu był? cytrynić Poetę, pora na lemoniadę). 

Powinni zmienić nazwę miejscowości na Montelimone. 

Radio Animale

Ptasie Radio ćwierka u nas najgłośniej o świcie, choć i w ciepły wieczór potrafi. Żabie Radio szaleje wieczorami, wiosną i latem. Cykadzie Radio.. u nas właściwie nie występuje – u nas to co najwyżej Świerszczowe Radio na rozgrzanym letnim słońcem łące – ale tam, gdzie występuje, to potrafi nadawać dzień cały i noc całą (a w zaroślach to o każdej porze).

Siedziałem w ogrodzie po zachodzie słońca i słuchałem. Ptaki pięknie zaczęły, potem żaby poszły z nimi w zawody. Ptaki spasowały pierwsze, żaby grały triumfalnie, cykady zupełnie się nie przejmowały towarzystwem. 

Komary były całkiem ciche.

Migawka z San Remo

Ach, San Remo: gwiazdy, koncerty, konfetti, tłum. Mógłbym to pewnie długo opisywać, gdybym cokolwiek z tego zobaczył, choćby z okna pociągu. Dworzec kolejowy w San Remo znajduje się jednak pod ziemią, w tunelu, a przejazd przez całą długość kurortu odbywa się takoż tunelem (w ogóle tuneli na Riwierze, jak podziemnych chodników na Śląsku). 

No dobra: ta notka, to notka zastępcza, Ersatz, [jak ktoś zna dobre określenie po francusku to niech sobie wstawi]. Pierwotny szkic tej notki powstał bowiem (w rozumie), kiedy jechałem tunelem kolejowym przez całą długość księstwa Monaco (a tunel ten dłuższy niż księstwo od jednej granicy do wcale nieodległej drugiej). Ale do Monaco zdążyłem potem wstąpić na powierzchnię w drodze powrotnej, a pomysłu mi było szkoda. 

Kształty i kolory

Urocze zakrzywienia balustrad i gzymsów.
Fascynujące odcienie elewacji.
Olśniewające pióropusze palm.
Ściany spływające kolorowym kwieciem.
Różnorodność kształtów butelek.
Oczopląs kolorów błyskających przez szkło butelek (i naczyń).
Na miejskim targu owocowym natłok kształtów i kolorów przybiera rozmiary agresji.

Ech, wakacje.  

I tylko dlaczego patrząc w lustro muszę sobie potwierdzać: nie, nie siwiejesz, to na tle poczerwieniałej od słońca skóry włosy się takie wyjaśniałe zdają. 

Migawki z Riwiery

Widziałem w życiu różne Riwiery: i turecką, skądinąd zacną, i chorwacką w paru punktach, i majorkańską.. wróć, tam góry spadają wprost do morza, na zachodnim brzegu zwłaszcza, ale nikt nie próbował się tam osiedlać na linii brzegowej i tworzyć kurortów. Wrażenie, jakie robią góry tuż nad brzegiem morza, jest zawsze wspaniałe, ale nad Morzem Liguryjskim jest ono spotęgowane bliskością skał. Tak, to jest to co tygrysy lubią najbardziej. Muszę chyba kiedyś pojechać do Norwegii, przy Trolveggenie pewnie nie będę umiał wyjść z zachwytu. Tylko.. chłodno trochę, czy elementem istotnym Riwiery nie jest ciepło?

W niewielkiej w sumie Vintimille* element skał jest niepomijalny. Wiszą zwłaszcza nad doliną rzeki, jedynie zapowiadając odleglejsze szczyty.

Kluczowym słowem w Vintimille jest różnica poziomów. Podejście, schodki, uliczka, zaułeczek, tarasik, antresolka, prożek –  z tych elementów poklejone jest całe stare miasto, przycupnięte na zboczu pagórka, w którym czas jakby zatrzymał się w miejscu (w końcu zegar na wieży starego kościoła pokazywał tam cały czas jakąś 9.15). Miałem wrażenie, że wewnątrz budynku nie było dwóch pomieszczeń na tym samym poziomie (w końcu łazieneczka mieściła się o dwa schodki w górę pod schodami na pięterko, i jedyną zagadką było, czy zaadaptowano ją z jakiejś komórki, czy wykuto od podstaw). Co innego po drugiej stronie rzeki, w części do bólu XX-wiecznej, planowej niczym blokowisko. 

Lemoniada

Weź gorący, letni dzień, najlepiej wśród wzgórz porośniętych gajami cytrynowymi.
Weź lód, dwie kostki na raz jak masz chłodną wodę lub cztery jeśli nie zdążyła się schłodzić.
Weź wodę, tak do pół szklanki na lodzie. 
Weź plaster świeżo ukrojony z niedawno zerwanej z drzewa cytryny, na pół lub na ćwierci przecięty.
Dodawaj na przemian lód i wodę w miarę wysysania cytrynowego nektaru. I oczywiście świeży plaster cytryny w razie potrzeby.

Pewnie można zrobić w dzbanku, ale nie mam* dzbanka, za to mam cudną cytrynę.