Laser w gazecie

Junior w ramach zajęć domowych zabrał się do rozdrabniania suszonych krewetek dla Żółwia (są za duże „na raz”, więc niestety trzeba je ręcznie łamać na kawałki, a lepiej to zrobić raz na jakiś czas hurtowo). W tym celu rozłożył gazetę na podłodze, wysypał zawartość pudełka, i dzieli.

W pewnej chwili znad tych krewetek pyta wykonującego nieopodal inne prace domowe Ojca:
– Ojciec, a co to właściwie jest laser?

Ojciec w duchu zadaje sobie na początek pytanie „skąd mu się to tym razem wzięło” – bo nie wie, czy Junior zasłyszał ten laser od kolegów, przeczytał w książce, natrafił w TV lub w komputerze, no i w jakim kontekście.. W każdym razie po krótkim namyśle odpowiada, że to taki specjalny promień światła i pyta skąd taka kwestia.

Na to Junior odpowiada znad krewetek:
– Bo tu w gazecie jest laserowe usuwanie żylaków…

I tyle byłoby jeśli chodzi o broń z SF. 

Pomagator

Język polski, jak wiadomo, plastycznym okrutnie jest, i aż zachęca do słowotwórstwa. W przypadku dzieci nie zawsze wiadomo jednak, czy to zabiegi świadome, czy wynik jedynie pewne wciąż jeszcze niezdarności językowej.

W przypadku Juniora, mówiąc szczerze, dość często mamy do czynienia ze zwyczajnymi wygłupami, któym bliżej jest przekręcania z czystej przekory niż świadomemu słowotwórstwu (i bywa to mocno irytujące). Kiedy więc Ojciec słyszy, jak Junior zabierając się do jakieś zadanej mu pracy, wybiera do towarzystwa jakiegoś pluszaka i mówi:
– To będzie mój POMAGATOR,
to reaguje nieprzychylnie, stwierdzając że nie ma takiego słowa.

A potem się dziwi, jak mu Matka z Juniorem pospołu kontrują, że jest. Bo w podręczniku tak nazwano jakiegoś kosmicznego stworka. 

Nauka na cudzych doświadczeniach

Junior kupuje co tydzień gazetę motoryzacyjną (eh, na pewno już o tym pisałem, ale przez te lata już nie pamiętam gdzie, a szukać mi się nie chce). Jako dziecię życzliwe,* proponuje Matce na początek, by również przejrzała (furda stereotypy, mając dziecię zmotoryzowane Matka również wyszkoliła się w kwestiach motoryzacyjnych). I popołudniową porą następuje dialog:
M: – Przeczytałam już gazetę, możesz sobie zabrać.
J: – I co, ciekawa?
M: – No właśnie nie, tym razem dość nudna.
J: – A co najbardziej?

Przynajmniej tym razem korzysta z cudzych doświadczeń.

*noo… nie, jednak nic nie powiem

Ppppp…

Skręcamy sobie z uliczki w Vojanove sady. Zagłębiamy się w nie rozkoszując się ciszą (przynajmniej Rodzice), spoglądamy sobie na sadzawki, drzewa owocowe… Docieramy do końca, stwierdzając zupełnie bez negatywnych emocji, że wejście było tylko jedno (bo przez klasztor przejścia nie ma), ostrożnie mijamy snujące się pawie. 

Rzeczone ptaki prowokują Juniora do zabaw słownych. Podchodzi do Rodziców informując, że właśnie ułożył zdanie:
„Pawie płyną promem”
(poniekąd połączył ptactwo z wcześniej widzianymi statkami na Wełtawie) i zaprasza (zwłaszcza Matkę) do zabawy nad rozwijaniem tego zdania. Wspólnymi siłami zdanie zostaje rozwinięte do:
„Pawie płyną pięknym pielgrzymkowym promem popijając południowomorawską palawę*”

*winko, było dostępne w co najmniej niektórych winiarniach

Jeden procent

Do zakończenia ciszy wyborczej jeszcze zostało, ale mogę śmiało pisać, bo to nie o wyborach.

Junior brał udział w szkolnym konkursie matematycznym. Szkolnym w znaczeniu przeznaczonym dla uczniów, sam konkurs ma bowiem charakter międzynarodowy. Pojawiły się wreszcie wyniki, nieoficjalne nieco jeszcze, ale wynika z nich, że w swojej kategorii w regionie (obejmującym z grubsza stare województwo) Junior uplasował się w czołowym procencie (w szerszej skali nie mam pojęcia).

Pękać z dumy to może zbyt wielkie słowo (pozycja medalowa to to nie była), ale Rodzice są wzruszeni.

Wszyscy tkwimy w XX wieku

Junior przyszedł ze szkoły z zadaniem, aby wymyślić, kto pracuje w nocy. Jakieś tam przykłady miał w zadaniu już z góry podane, chodziło o to, by listę poszerzyć, takie kreatywne.

Junior myślał i wymyślał, Rodzice cierpliwie słuchali i podpowiadali lub sugerowali że nie tędy droga. Przewinęli się m.in. technicy od sieci elektroenergetycznej (nie tymi słowy), górnicy na nocnej szychcie (przynajmniej ci z utrzymania, bo nie wiem czy teraz ktokolwiek po nocy fedruje), aż wreszcie Junior – nie można mu odmówić pewnej logiki – pyta:

– A w elektrowni to ktoś w nocy też węgiel do pieca dorzuca?

Rodzice przyznali, że przynajmniej ktoś tego pieca pilnuje. Choć w zasadzie w elektrowni nigdy nie byli.

Klej

Każdemu zdarzają się w życiu drobne potknięcia. O, na przykład takie, że sobie klejem spodnie pobrudzi… Niejednemu z trudem przychodzi potem wyznanie szczegółow, choć to przecież (zwykle) nic wstydliwego, powiedzieć skąd się wzięła plama z kleju, skoro już i tak o niej wiadomo. 

Taki przypadek zdarzył się i Juniorowi. Pomimo przyciskania przez Rodziców nie mógł się zdobyć na sensowną odpowiedź, jak doszło do poplamienia klejem spodni. Żeby uniknąć eskalacji sytuacji, Rodzice nakazali zatem, by Junior już nie próbował tego powiedzieć, tylko by spokojnie – ograniczając emocje – odpowiedź zapisał. I po jakimś czasie Junior przyniósł Ojcu kartkę z odpowiedzią. Ojciec zerknął i…

Dlaczego klej jest na spodniach?

Klej jest bo mi spadł
na spodnie spadł mi wszak.
Otwarty klej spadł mi na spodnie
spadł mi, bowiem był
klej na końcu tubki, spadł stamtąd na spodnie.
Było to tak: przyklejałem klejem, w książce
na ławce, a klej był
na brzegu ławki.
Spadł stamtąd
i zabrudził mi spodnie”

/Junior, „Klej”, fragment/

…powstrzymał wszelkie emocje kłębiące mu się wewnątrz, zapanował nad mimiką twarzy, nie wydał z siebie żadnego odgłosu (który mógłby zawierać śmiech, płacz i kwik). W te pędy zaniósł kartkę Matce, ona również jakoś nad sobą zapanowała.  

Sposób

Takie teraz czasy, że podręczników dodaje się płyty komputerowe. Nie jest to oczywiście jakiś straszliwie odjechany pomysł, zwłaszcza jeśli chodzi o płyty używane na zajęciach komputerowych (tak się nazywają na etapie klas 1-3), niemniej jest to dodatkowy drobiazg o którym trzeba pamiętać. 

Tak się złożyło, że po feriach Junior nie może odnaleźć swojej osobistej płyty na zajęcia komputerowe. Dość szeroko zakrojone poszukiwania na razie nie przyniosły rezultatu, więc Rodzice (choć nie bardzo są w stanie zrozumieć jak Junior mógł się tej płyty pozbyć) liczą się z tym, że się jej nie uda odnaleźć, a przynajmniej nie przed najbliższymi zajęciami komputerowymi. Stawiają więc przed Juniorem Wielkie Pytanie:
– A jak się ta płyta nie znajdzie to co zamierzasz zrobić?

Na co Junior po krótkim namyśle odpowiada:
– Trzeba napisać do wydawnictwa, może przyślą… 

Takie tam o dinozaurze

Junior od pewnego czasu zbiera malutkie (po parę centymetrów) plastikowe figurynki dinozaurów, dołączane promocyjnie do opakowań jogurtów (nie powiem jakich bo nie chce mi się uprzedzać o lokowaniu produktu, a poza tym i tak nie pamiętam). Dziś rozpakował kolejnego, tym razem mniej więcej takiego parasaurolophusa. Ogląda go nie bez zachwytu, po czym postanawia się podzielić z Rodzicami taką oto zaskakującą nieco refleksją:
– A ten parasaurolopus to na pewno się cieszy że trafił tu do nas i do innych dinozaurusiów, bo przedtem na pewno czuł się bardzo samotny…

Ojciec wymamrotał tylko po cichu pod nosem:
– Wstań, powiedz nie jesteś sam…