Po prawie dwóch tygodniach przerwy sięgnąłem po gazetę i tak sobie czytam z uczuciem „wszystko po staremu”.
Wywiad z Robertem Lewandowskim. W jednym miejscu czytam „O wszystkim decydował trener. My robiliśmy to, co mówił”. Po czym cała seria opowieści o tym, jak to „chodziliśmy do trenera z inicjatywą rozmowy” i jak to „sami ustalaliśmy jak gramy i jak mamy się zachowywać na boisku”. Nie zamierzam bronić Smudy (choć nie zrobił nic, czego nie można się było spodziewać wtedy, kiedy mu powierzono reprezentację), ale może by tak odrobinę konsekwencji? Bo skoro samemu się ustalało co i jak grać, to dlaczego nie można było powiedzieć „Ludo, graj bliżej mnie”?
Reportaż o wyzysku w chińskiej fabryce w Polsce. Zatrudniona incognito działaczka związkowa mówi, że takie zakłady w ogóle nie powinny istnieć, bo „zabierają życie ludziom i naturze”. Co do natury się zgadzam, ale jeśli w innym miejscu się pisze, że ludzie godzą się pracować w tej fabryce, bo nie mogą znaleźć żadnej innej pracy, to ta fabryka jest dla nich bardziej śmiercią, czy wybawieniem? I znów – konsekwencji, proszę.
A na portalu gazeta.pl (przynajmniej w wersji komórkowej) Skarp Państwa walczy z wrogim przejęciem. I taka myśl powraca, ze starego dowcipu: a może tak jednak wrócić w Bieszczady?*
