Wzburzenie w regionie budzi dokonany przez centralę NFZ podział środków z fundusz zapasowego. Przyczyną wzburzenia jest – jak zwykle – że (jako województwo) dostaliśmy oczywiście za mało, mniej niż by można, znacznie mniej niż oddział mazowiecki (czytaj Warszawa!) mniej niż inni i w ogóle że jesteśmy w ogonie.
Jakoś tak popatrzyłem na liczby i wśród tego ogólnego lamentu postanowiłem policzyć. Mazowieckie dostało w sumie 256 mln zł, śląskie 64 mln zł. Do podziału było – będę trochę zaokrąglał dla uproszczenia – 417 mln zł (uważny czytelnik już zaczyna dostrzegać zapewne problem). Przyjmijmy, że sprawiedliwy podział byłby stosownie do liczby ludności, czyli wśród ca 38 mln mieszkańców (dla uproszczenia przyjmijmy, że liczba ubezpieczonych pokrywa się z liczbą mieszkańców) wypadałoby po 11 zł na głowę. W mazowieckim jest 5,2 mln ubezpieczonych, w śląskim 4,6 mln ubezpieczonych (wszystkie dane z linkowanego tekstu). Stosując prosty i sprawiedliwy przelicznik, mazowieckie powinno dostać około 57,2 mln zł zamiast 256 mln zł. Śląskie zaś powinno dostać zamiast 64 mln zł… 50,6 mln zł.
Gwałtu, rety co się dzieje? Bolesna prawda jest taka, że owszem, dostaliśmy mniej niż Mazowsze (mityczna Cyntrala), że Mazowsze dostało znacznie więcej niż powinno, ale że poszkodowanymi nie jesteśmy my – tylko czternaście pozostałych województw. I że my także dostajemy więcej niż nam się należy, kosztem innych.
Oczywiście, ktoś może wytknąć, że tu takie a nie inne uwarunkowania w skomplikowanym systemie rozliczeń, ale na temat sprawiedliwości w tym podziale to powinniśmy milczeć, bo jest ku temu świetna okazja.
