Jedenaście pod rząd

Otwierają się podwoje Sądu Okręgowego, zziębnięci ludzie pomału sączą się do środka, dwugodzinna przerwa spowodowana alarmem bombowym (jak zwykle fałszywym) dobiegła końca. Ja byłem w tej szczęśliwej (dotąd) sytuacji, że przyjechałem niewiele przed końcem, więc jeszcze się wycierpieć nie zdążyłem, dopiero pod salą uświadamiam sobie, że czego nie odczekałem na dworze, to będę musiał odsiedzieć w środku (pewnie można byłoby ukryć się w bufecie, ale klientka z urzędu już mnie zoczyła).

Patrzę na wokandę, zastanawiając się w milczeniu, ile to jeszcze spraw przede mną. Przeglądam wokandę od góry do dołu, coś zaczyna mi się w głowie podświadomie układać. Zaczynam patrzeć uważnie, wybierać pozycje po kolei, w końcu stwierdzam: dobrze mi się wydaje. Na wokandzie jedenaście kolejnych spraw, ma sygnatury od 4/13 do 14/13, choć rozprawy nie są w kolejności sygnatur (na zakończenie sprawa z inną numeracją). 

Przed moją sprawą jeszcze cztery. Bateria w laptopie mi pada. Czas na ćwiczenie sztuki cierpliwości.

Widziane z pociągu… i nie tylko

Miałem „w rozumie” napisać notkę po-zimową, ale tak ciepło i przyjemnie jest, że nie mam sumienia śniegów i mrozów teraz przywoływać, zamiast tego mogę z czystym sumieniem powrócić do wspomnień wakacyjnych, w końcu już czas patrzeć następnych…

Zwiedzanie świata pociągiem bywa całkiem przyjemnym zajęciem, ale – jak już pisałem – nie wszędzie jest wystarczające. Gdyby bowiem ograniczyć zwiedzanie Monaco do widoku z okna pociągu, to zobaczylibyśmy z księstwa mniej więcej tyle:

Monaco dworzec kolejowy railway station gare

Jeżeli natomiast z tego pociągu wysiądziemy i wydostaniemy się na powierzchnię (co, przyznam, chwilkę może zająć), to Monaco przedstawia się znacznie bardziej malowniczo. W zależności od tego, w którą stronę (i skąd) będziemy patrzeć, może wyglądać np. tak:
Monaco port

albo tak:
Monaco Skała Rock

czy wreszcie tak:
Monaco port

Jedno popołudnie to, przyznam, trochę mało, nawet jeżeli nie będziemy się przyglądać licznym wieżowcom a’la Hongkong (widać je tu i tam), uzupełnię tylko jednym detalem, czyli kościołem Patronki (za to w jakim otoczeniu!).

Monaco Monako kościół eglise church Sainte Devote

Parę zdjęć z Monaco już się tu zresztą przewinęło, kto ciekaw, niech szuka po tagach.

Jeden koma jedenaście

Restartowałem dziś rano laptopa, bo jakoś tak mulił. Okazało się, że cichaczem ściągnąłem dwanaście aktualizacji Windowsa, więc leniwie obserwowałem jego postępy znad gazety (wiedziałem, że to będzie musiało potrwać, zanim zainstaluje, skonfiguruje i tak dalej). Wyglądało to na solidne poprawki, więc dałem mu sporo czasu, żeby wszystko sobie poukładał – a żeby lepiej wiedzieć, kiedy będzie mniej więcej gotów, włączyłem sobie poczciwą aplikację monitorującą, żeby podpowiedziała, kiedy komputer już nic szczególnego nie ma roboty. 

Podpowiedziała, mniej więcej. A ja patrzyłem na dane, które pokazywała, i trochę nie mogłem uwierzyć, co widzę. Komputer nie robił zasadniczo nic, nie miał uruchomionych żadnych aplikacji, nie był połączony z siecią – a mimo to nieustannie absorbował co najmniej 38% pamięci, mniej więcej 1,11 gigabajta (na zdjęciu zszedł nawet jeszcze niżej).

Patrzyłem na to i myślałem sobie, że mój pierwszy pecet (lat temu dwadzieścia z okładem), miał raptem do dyspozycji 0,08 (w zaokrągleniu) gigabajta dysku i 0,004 gigabajta pamięci. I po co to wszystko temu komputru, skoro nic właściwie nie robi?

notka testowa dla Bagiennego

Ta notka powstaje tylko po to, żeby zobaczyć, jak pojawia się niepożądany efekt zmniejszania czcionki.

Piszę standardową czcionką, chyba dwunastką. W7, Chrome 26.0……

Teraz spróbuję testowo manewru wbicia Shift+Enter
i zobaczymy czy będzie jakaś różnica w podglądzie html.

Nie ma.

Zrobimy zatem test obrazkowy, bo wtedy często występował poszukiwany efekt.

[tu był obrazek co jest teraz niżej]

a teraz sprawdzamy znów w kodzie, i nic. to teraz skopiujemy kawałek wcześniej wpisanego
Ta notka powstaje tylko po to…”

 I nadal nic. Kurczę, poprawili czy co? Ale sprawdzam szybko, w tej notce wystąpiło samorzutne zmniejszenie czcionki, objawiające się kodem (span style=”font-size: 11px;”), ciekawe czy już zanikło…

 just for testing (matrix red dress babe)
a teraz przesunąłem obrazek z miejsca powyżej

I w kodzie pojawiło się (img style=”font-size: 11px;”)
to teraz spróbuję myszką? skopiować (właściwie przesunąłem zamiast skopiować)

 I fragment przesunięty jest już opatrzony (span style=”font-size: 11px;”)

UWAGA: NOTKA MOŻE ZOSTAĆ SKASOWANA BEZ OSTRZEŻENIA, PODANIA PRZYCZYNY I PRAWA ŁASKI

Zagadka śpiącego satelity

Są takie chwile, w których człowiek bezradnie rozkłada ręce i mówi: nie wiem. Tak jest właśnie z tym utworem: słucham go w kółko, wsłuchuję się w każdy dźwięk – i szukam odpowiedzi na pytanie, co właściwie w nim jest takiego, że nie mogę się od niego uwolnić?*

Bo wszystko w nim jest takie całkiem-całkiem, ale właściwie nieszczególne. Miło brzeczące, lecz całkiem zwyczajne gitary; kobiecy wokal wędrujący od subtelności do (momentami) chrapliwej drapieżności; trochę klawiszy, trochę syntezatora; niewyrafinowany, lecz dobitny rytm; struktura eskalująca przez dodawanie kolejnych instrumentów… 

Szukam klucza w rytmicznym operowaniu głosem, zastanawiam się, czy chodzi po prostu o wyjątkowo udany układ wszystkich elementów, jakby nam w kalejdoskopie Leonardo wyszedł, doszukuję się w nim własnych ukrytych pragnień. Poszukiwanie Nieuchwytnego jest zawsze trudne, dość powiedzieć, że sama odpowiedzialna popełniła ten utwór jako swój debiut i był to właściwie jej jedyny sukces w karierze. 

Tasmin Archer po prostu zmieściła w tej piosence cały kosmos

*uważny czytelnik zauważy, że już ta piosenka się raz przewinęła, co jest najlepszym dowodem obsesji… ee, wpływu jaki ta piosenka na mnie wywiera

Statystycznie magicznie

Jak powszechnie wiadomo, odkąd istnieje Liga Mistrzów w miejsce starego poczciwego Pucharu Mistrzów (czyli oficjalnie od sezonu 1992/93, choć już rok wcześniej mieliśmy fazę grupową), nikomu nie udało się zdobyć tego trofeum dwa razy z rzędu, choć we wcześniejszym formacie obrona tytułu nie była niczym nadzwyczajnym, nawet w warunkach recydywy (ostatni raz Milan w roku 1990). 

Łatwiej idzie w Lidze Europy (dawniej: Puchar UEFA i inne), nie dalej niż sześć lat temu tytuł obroniła Sevilla, zapewne największym problemem dla każdego zwycięzcy jest zakwalifikować się ponownie – czytaj: nie zakwalifikować się do Ligi Mistrzów (chyba że z tejże uda się do Ligi Europy wylecieć). Ci, którym się ta sztuka nie uda, mają z kolei szansę na wygranie dwóch pucharów po kolei, najpierw Ligi Europy, potem Ligi Mistrzów, udało się to już Porto w latach 2003 i 2004…

Lada moment Chelsea stanie przed niepowtarzalną może okazją zapisania się w historii europejskiego futbolu jako pierwszy klub, który zdobył rok po roku dwa trofea – najpierw wygrał Ligę Mistrzów, a potem Ligę Europy (oczywiście, kiedyś w ogóle nie było to do pomyślenia, bo zdobywca Pucharu Mistrzów nie miał prawa w następnym sezonie wystąpić w jakimkolwiek innym pucharze…). Szansa wydaje się duża, bo ich rywal w ciągu ostatnich pięćdziesięciu (cyfrowo: 50) lat przegrał wszystkie sześć (cyfrą: 6) finałów, w których wystąpił.

Dodam jeszcze, że wszystkie te dublety staną się jeszcze trudniejsze, jeśli kiedykolwiek zostanie wcielony projekt jeszcze większego połączenia pucharów. Chyba żeby wtedy też zrobili puchar pocieszenia dla tych, co zajęli trzecie miejsca w grupach (ciekawe, czy byłby popyt na takie rozgrywki, wśród drużyn i wśród widzów). 

Spłynęło

Słucham rano w kuchni radia. Mam niezły nastrój, jeszcze poprawia mi go rytm piosenki o mogącym orle, spokojnie więc rejestruję wiadomości z przeglądu prasy.

Najpierw jest o tym, że w procedurze cywilnej jest Wielki Problem Doręczeń (bo nie ma wyraźnego przepisu o skutkach dwukrotnego awizowania przesyłki). Nic to, że w przepisach od pół wieku zasada jest dobrze znana, nic to, że Trybunał Konstytucyjny wypowiadając się o doręczeniach w procedurze cywilnej wymusił kiedyś awizowanie dwukrotne zamiast pojedynczego (do samej zasady nie mając zastrzeżeń w jej istniejącej regulacji), nagle ktoś stawia to jako niesamowity problem (pewnie echa medialnych przypadków dotyczących e-sądu). Brwi mi się unoszą, kiedy dowiaduję się, że zarzuty stawia.. sędzia, widocznie postępowania mu zbyt sprawnie trwają.

Potem słyszę o przewidywanych zmianach (czytaj: przycięciu) koszyka usług medycznych. Same zmiany niezmiennie zdają się koniecznością (przy tej składce, jaką płacimy), ale brwi unoszą mi się jeszcze wyżej, kiedy słyszę zacytowane za „ekspertami” uzasadnienie – że bez tych cięć nie rozwinie się rynek dobrowolnych (dodatkowych) ubezpieczeń medycznych. A … mnie rozwój dodatkowego rynku, przepisy mają prowadzić wyłącznie do lepszego wykorzystania skromnych środków publicznych.

Jeszcze za chwilę kontynuacja tematu „NFZ nie dba o dzieci”- czytaj „znów dopuścił do śmierci dziecka” (któraś z ostatnich histerii medialnych), na co niezawodną receptą ma być stawianie systemu z powrotem na głowie (w porównaniu do dotychczasowego). Zestawiam to w głowie ze świeżym tekstem o tym, jak to w szpitalu/ach dopuścili się rażących błędów skutkujących śmiercią dziecka. Cóż, refleksji wśród dziennikarzy dziś niewiele, ważne by się rzucić na temat i gromko napiętnować.

Rozum czuje się poważnie obrażony, usta cicho warczą, dobry nastrój gdzieś spłynął niby z deszczem. Chyba było nie włączać radia (albo się przestawić na takie tylko z muzyką, ale wtedy po co radio?)

Wiosna futbolem stoi

O zimie szczęśliwie zapomnieliśmy (momentami bardziej nam lato w głowie, oczywiście nie w weekendy), więc na blogu sportowym w serwisie śląsk.sport.pl piszę o tym, co w sporcie wiosną piszczy najbardziej – a piszczy głównie futbol, oczywiście:
Czwórka,
Dzielić, nie dzielić – o reformie rozgrywek,
Wiemy, że nic nie wiemy,
Hiszpański wariant Loewa.

Aż monokulturą pachnie, ale pewnie z czasem się rozwinie i w innych sportach – sezon kolarski się rozkręca, tenisowy, w sportach motorowych…

Hiszpański wariant Loewa

Obejrzeliśmy pasjonujące półfinały Ligi Mistrzów, po których rozegrany zostanie wewnątrzniemiecki finał (pomyśleć co by to było, gdyby to akurat w tym roku – a nie w ubiegłym – finał był rozgrywany w Monachium). Już samo to wydaje się sporo mówić o sile niemieckiej piłki, ale w dzisiejszych czasach sukcesy klubów z danego państwa nie muszą się wcale przekładać na siłę reprezentacji, w końcu w zwycięskiej w zeszłym roku Chelsea (cokolwiek by się o ich zwycięstwie nie myślało) z trudem udało się wygrzebać czterech Anglików.

Spojrzenie na składy półfinalistów przyprawia jednak trochę o zawrót głowy. W Dortmundzie: Gundogan, Goetze, Reus. W Monachium: Schweinsteiger, Kroos, Mueller. W Madrycie: Khedira, Oezil.. Nawet biorąc poprawkę na słabszą formę tego czy owego, można sobie zadawać pytanie: jak ich wszystkich zmieścić w jednej drużynie, nawet jeśli Niemcy przyzwyczaili się do gry piątką pomocników? (a przecież nie wspomnieliśmy nawet o zawodnikach z innych klubów…)

A jednocześnie nie widać w niemieckich drużynach dorównujących pomocnikom klasą napastników z niemieckimi paszportami. Oczywiście, jest Gomez, ale nie bez powodu monachijczycy kupili Mandżukicia, chcą (podobno) kupić Lewandowskiego… W trwających eliminacjach do przyszłorocznego mundialu Niemcy strzelili 22 gole – w tym jednego obrońca, trzy wiekowy już Miro Klose, pozostałych osiemnaście padło łupem pomocników. 

Doprawdy, chyba nie pozostaje Niemcom nic innego, jak przyjąć wyjściowe ustawienie wzorowane na Hiszpanach, czyli de facto bez nominalnego napastnika – a jedynie z udającymi go, wychodzącymi do  przodu na zmianę pomocnikami, Goetze, Reus czy Mueller (ten właściwie nieraz jest nazywany po prostu napastnikiem) niewątpliwie będą się w tym czuli znakomicie. Ciekawe czy się spotkają na mundialu.

Jakże groźne będzie wprowadzenie konwencji o przemocy domowej

Właściwie to strasznie już stary temat, ale tak to czasem bywa, że człowiek ma o czymś napisać, ale odkłada to na chwilę, żeby się lepiej przygotować… a potem temat leży i leży… czasem się zupełnie przeterminuje, a czasem się nadaje, żeby go odświeżyć. 

Konwencja o zapobieganiu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej została podpisana przez Polskę kilka miesięcy temu, na razie nie została ratyfikowana (aczkolwiek ostatnia nowelizacja kodeksu postępowania karnego w pewnym zakresie już ją wdraża, do tego akurat ani podpisanie, ani ratyfikacja potrzebne nie są. Musiałem dobrą chwilę poszukać, czy dobrze pamiętam, jakie były zastrzeżenia względem tej konwencji, formułowane przez byłego już ministra filozofii, okazało się że pamiętałem nie najgorzej – dotyczyły głównie zmiany stereotypów dotyczących roli kobiet i mężczyzn.

W związku z czym mała zagadka – czym różnią się dwa poniższe teksty:
1/ „Państwa Strony podejmą wszelkie stosowne kroki w celu zmiany społecznych i kulturowych wzorców zachowania mężczyzn i kobiet w celu osiągnięcia likwidacji przesądów i zwyczajów lub innych praktyk, opierających się na przekonaniu o niższości lub wyższości jednej z płci albo na stereotypach roli mężczyzny i kobiety
2/ „[Państwa] Strony podejmą działania niezbędne do promowania zmian wzorców społecznych i kulturowych dotyczących zachowania kobiet i mężczyzn w celu wykorzenienia uprzedzeń, zwyczajów, tradycji oraz innych praktyk opartych na idei niższości kobiet lub na stereotypowym modelu roli kobiet i mężczyzn.”

W jednym mamy promowanie zmiany wzorców społecznych, w drugim aktywne działanie w celu ich zmiany. Skąd pochodzą? Tekst oznaczony jako 2/ to tenże właśnie niepokojący konserwatystów art. 12 ust. 1 konwencji o zapobieganiu przemocy wobec kobiet…, który miał przynieść katastrofalne skutki rodzinom (pojmowanym tradycyjnie), jako niezgodny z polskim prawem. Tekst oznaczony jako 1/ to artykuł 5 pkt a/ konwencji ONZ w sprawie likwidacji wszelkich form dyskryminacji kobiet, która od trzydziestu lat stanowi część polskiego prawa, jako ratyfikowana umowa międzynarodowa (Dziennik Ustaw z 2 kwietnia 1982 roku). 

Nie zamierzam tu zajmować się analizą całej konwencji, jednej czy drugiej. Ograniczam się wyłącznie do pokazania, jak bardzo niekompetentne były niektóre zapewnienia i przewidywania płynące z ust zatroskanego ministra. Jak widać, są na świecie rzeczy o których się nie śniło filozofom.