Takie ładne były nadzieje, nawet liczyliśmy, że Kamil Stoch dorówna Mattiemu Nykaenenowi i zdobędzie na jednych igrzyskach trzy złote medale. Dziś nawet powiedziałem, że pogodzę się ze srebrem, w przypadku jeśli złoto wezmą Japończycy (ech, miałem w głowie nawet wizję notki na taki scenariusz). Jeśli jednak spojrzeć na wyniki poszczególnych konkursów, to na średniej skoczni wywalczyliśmy wirtualne złoto, a na dużej (bez zaskoczenia) już tylko wirtualne srebro. Trend wskazywałby na realny brąz…
Porównajmy z grubsza wyniki naszych zawodników. Maciej Kot i Jan Ziobro skoczyli na mniej więcej takim samym poziomie jak w konkursie indywidualnym (nominalnie mieli nieco wyższe noty, ale trzeba byłoby zrobić korektę dla różnicy bramki startowej…). „Pieter” Żyła pierwszy skok miał niemal dokładnie tak samo zły jak indywidualnie, w drugiej szansie skoczył dokładnie tak, jak można było od niego wymagać. Kamil Stoch niewątpliwie zawiódł pierwszym skokiem, choć zliczenie punktów i tak dawałoby mu medal (brązowy, o włos przed Kasaim, jeśli licząc „w rozumie” się nie pomyliłem).
Decydująca (dla nas) była równość. Wśród medalistów właściwie nikt nie zawalił skoku (choć Taku Takeuchi nie błyszczał, ale i tak jego skoki były powyżej granicy przyzwoitości). Podliczyłem sobie, że nasi reprezentanci większość skoków (6) mieli w przedziale między 125 a 130 punktów, raz poniżej tego przedziału, raz powyżej. Walczący o mistrzostwo Niemcy i Austriacy też mieli po jednym skoku poniżej 125 pkt (o ułamki ledwie, mówiąc szczerze), ale za to znacznie więcej skoków powyżej 130 pkt – zwycięzcy pięć, pierwsi przegrani cztery. Japończycy tych „słabszych” skoków mieli dwa, ale tych „lepszych” cztery… Rzadko się zdarza, żeby w konkursach drużynowych w czołowych drużynach tak mało było skoków nieudanych (choć konkurs był i tak znakomity i emocjonujący).
O medalu (jego braku) zdecydował ten jeden nieudany skok Piotra Żyły. 107,2 punktu… do medalu (dzielonego z Japończykami) zabrakło 13,1 pkt. Będę udawał, że Pieter po prostu chciał oddać Noriakiemu ten medal, który dwadzieścia lat wcześniej przegrał mu Harada spadając z progu. Tyle że miał mu w ten sposób oddać złoto, zostawiając nam srebro…