Robiłem dziś przedzimowe porządki tu i tam. Jedne rzeczy wynosiło się na strych, inne przenosiło z jednego zakamarka w inny. Wyciągnęliśmy z kąta torbę, której nikt nie kojarzył – zawierała kasety VHS przeznaczone do bieżącego nagrywania (i odtwarzania). Spojrzeliśmy po sobie – od dawna nic się nie nagrywało, także dlatego, że jakość nagrań była mizerna (także mimo używania kasety czyszczącej głowicę), jeden Bóg wie czy głowica się zajechała, czy (raczej) kasety straciły swoje właściwości. Spojrzenie potrwało chwilę dłużej, i otwarły się wory z odpadami sortowanymi…
A potem otwarliśmy szafkę (tej siły już nie zatrzymacie). Sterta kaset magnetofonowych (nie jestem pewien czy mam gdzieś sprawny odtwarzacz takowych…) pamiętających czasy studenckie, licealne a nawet dziecięce: zespoły rockowe, bardowie zapomniani i niezapomniani… Puściliśmy do wora całą naszą pieprzoną przeszłość (tak, za bardzo chciałem wcisnąć parafrazę cytatu z „Psów”). Przyszła pora na kasety z filmami, o niektórych nawet nie pamiętałem że posiadamy (tu padła równie kąśliwa co trafna uwaga, że widać jak bardzo są potrzebne). Shrek, Bondy, Nemo, komedie romantyczne, nowa trylogia Gwiezdnych Wojen… Ręka mi zadrżała przy trylogii Indiany Jonesa, mojego pierwszego w życiu zakupu na Allegro, kupowałem oryginalne, a dostałem ze Stadionu (ręka w górę kto wie o co chodzi).
Zostawiłem sobie oryginalną Trylogię SW, w oryginalnym pudełku.


Wieża Eiffla spod Trocadero…
W jedynym i niepowtarzalnym salonie Citroena przy Polach Elizejskich…




