Faworki to słodki drobiazg, który nieodmiennie kojarzy mi się z Tłustym Czwartkiem, Ostatkami i resztą karnawału:) Nie jest to jednak rzecz tak uświęcona tradycją, aby nie można ich było smażyć w innym okresie (jak ktoś chce, to też makówki może przez rok cały robić, ale jednak..). Dzisiaj siedzieliśmy smacznie przy faworkach i teściowi jakoś się zebrało na doszukiwanie się w nich jakichś kształtów – a to literę znalazł, a to łódkę (a nie popijaliśmy niczym procentowym, naprawdę). I tak jakoś samo z siebie padło, że jak już się tak przygląda tym kształtom faworków, to równie dobrze można z ich kształtu powróżyć. Jeszcze o takiej tradycji andrzejkowej nie słyszałem, ale każdy pretekst jest dobry, żeby zrobić faworki:) Tak więc jeżeli ktoś chciałby powróżyć sobie z faworków, to – smacznego.
PS. Jak ktoś chce wróżyć z chrustu, niech idzie do lasu. I tam już zostanie. Faworki to faworki. Finito.
