Trafił mi niedawno w ręce produkt przemysłu wydawniczego, anonsowany na okładce tytułowym sformułowaniem. Przeczytałem. Istotnie, zaczyna się od Wielkiej Zagadki zawalania się gotyckich katedr na początku XV wieku. Potem jest piękna kobieta i seks, tajemniczy dokument mogący wstrząsnąć ówczesnym światem (czytaj papiestwem), knowania niegodnych księży oraz tajna organizacja gotowa na wszystko, by tajemniczy dokument zdobyć i wykorzystać, a wszystko to na 500 stronach (ech, te biedne lasy..). Czyli prawie jak u Dana Browna (za sprawą reklamy „prawie jak” nie muszę już nadużywać parafrazy genialnego bonmotu Andrzeja Poniedzielskiego). Miłośników prawdziwego Dana Browna lojalnie uprzedzam, że rozdziały dużo dłuższe, a tempo znacznie mniej zawrotne, intryga też taka sobie, a o cudeńkach technicznych można zapomnieć.
Tajemniczy dokument (z jakiegoś powodu zatytułowany „zapomnianym pergaminem”), to samobójczy list jakiegoś zakonnika z klasztoru na Monte Cassino, którego w zamierzchłych wiekach zmuszono do napisania Fałszywki Średniowiecza, czyli donacji Konstantyna, dającej papieżowi władzę i zwłaszcza bogactwo. I ten właśnie dokument skłonił mnie do napisania tej notki – nie żebym uważał temat za szczególnie sensacyjny czy pasjonujący. Po prostu parę miesięcy wcześniej czytałem podobną książkę, równie grubą i równie sensacyjną (acz lepiej napisaną, i ze strawniejszą główną bohaterką), której osią intrygi było fałszowanie Donacji Konstantyna gdzieś w Niemczech. Mogliby twórcy uzgodnić stanowiska:)
Aha: 500 stron zasadniczo nie wyjaśniło, dlaczego właściwie katedry się zawalały, a przynajmniej dlaczego wszyscy myśleli, że zawalają się same.