Saga o nowym doręczycielu korespondencji sądowej, nazywanym drwiąco Nowym Lepszym Operatorem, będzie trwała jeszcze długo, być może skróci ją przyspieszone rozwiązanie umowy, a być może nie. Emocje, jakie budzi, są zrozumiałe, choć często niewłaściwie kierowane, a nieraz nawet sprawiają wrażenie konstruowanych na siłę (tu powinien być link do jeszcze jednej notki, ale się nie napisała jeszcze).
Sam do tej pory w zasadzie nie narzekałem na Nowego Lepszego, bo korespondencja jakoś tam docierała, nawet jeżeli było to o godzinie 19.30 (w centrum miasta). Ostatnio zdarzyło się jednak, że (pod innym adresem) w skrzynce wylądowało awizo. Awizo mnie, nie powiem, zdziwiło, i nie chodziło o to, że przesyłka była do odbioru w sklepie Maxx (skojarzenia do wyboru, do koloru). Na awizie było bowiem wskazane nazwisko i imiona dwóch osób (bez nawiązania do nazwy firmy), adresu (adresata) nie było, ale co do awizo zostawiono pod właściwym adresem. Adnotacja „sąd” nie pozwalała na dywagacje co do osoby nadawcy, ale zupełnie nie przychodziło mi do głowy w jakiej to sprawie i jaki sąd mógłby chcieć adresować na takie dwie konkretne osoby.
Udałem się więc do sklepu Maxx (który okazał się być prozaicznym salonikiem prasowym). Pani wzięła awizo, popsioczyła na charakter pisma doręczyciela (obiegowa nazwa: inpostonosz lub inpostylion), popsioczyła bardziej dosadnie na brak adresu na awizie… Po czym psioczyć zacząłem ja. Zagadka dwóch imion została rozwiązana w sposób równie zaskakujący co prozaiczny: inpostonosz, żeby się nie przepracowywać, zostawił jedno awizo dla dwóch różnych przesyłek, kierowanych do dwóch różnych osób (w zupełnie różnych sprawach). Jako że nie miałem upoważnienia na taką okazję, drugiej przesyłki oczywiście nie odebrałem (bo spodziewałem się tylko jednej adresowanej przynajmniej częściowo do mnie). Nie ma jednak żadnego sensownego wyjaśnienia, dlaczego przesyłka adresowana do mnie, nadana 16 stycznia, została doręczona (znaczy, awizowana) dopiero 26 lutego – zwłaszcza że zawierała zawiadomienie o terminie rozprawy wyznaczonej na dzień 21 lutego… (na szczęście wiedziałem o niej niezależnie, na szczęście dla sądu, bo gdyby mnie tam nie było, to z powodu braku zwrotki musiałby rozprawę odroczyć i odesłać do domu świadków).
To są takie uchybienia średniego kalibru. Nowy Lepszy podpadł jednak w zeszłym tygodniu zdecydowanie bardziej, kiedy w biurze staraliśmy się ustalić, co się dzieje w jednej sprawie, i ze zdziwieniem dowiedzieliśmy się, że wysłano do nas opinię biegłego, której sobie nie odebraliśmy. Pogłębione śledztwo wykazało, że rzekomo opinia była u nas awizowana i nie została podjęta. Pech Nowego Lepszego polega na tym, że nie otrzymaliśmy odeń żadnego awiza z wymaganych przepisami, ani pierwszego, ani drugiego… Sąd oczywiście został powiadomiony, Nowemu Lepszemu jeszcze dobierzemy się do.. do czegoś (bo nie wiemy, ile przesyłek nam w taki sposób „awizowali”). Wyjątkowo bezczelnie w tym kontekście brzmią zapewnienia, że Nowy Lepszy kładzie nacisk na „rzetelnie wykonaną pracę” oraz że odchodzi od „podejścia zostawiania awiza kiedy adresat jest na miejscu”; istotnie, niezostawianie awiza w połączeniu z niedoręczeniem przesyłki i sporządzeniem adnotacji o awizowaniu to jakaś nowa jakość, na pewno nie wyższa.
Na zakończenie słowo komentarza do tytułu. Otóż formalnie oczywiście Nowym Lepszym jest PGP, ale głównym podwykonawcą (żeby nie rzec: głównym wykonawcą) jest inPost, który zaskarżając specyfikację przetargową otworzył możliwość startu w przetargu jakiejkolwiek konkurencji dla Poczty Polskiej (głupota autorów przetargu to temat na zupełnie osobny wpis). Kiedy jednak przyszło do złożenia oferty, „wypuścił” PGP (samemu chowając się za ich plecami jako podwykonawca) – po to, żeby przy ewentualnej porażce nie zepsuć sobie reputacji (to mu akurat średnio wychodzi) oraz „kartoteki”, czyli żeby w ewentualnym następnym przetargu publicznym (niekoniecznie na korespondencję sądową, może być dowolna urzędowa czy nawet firmowa, jeśli firma jest zobowiązana do stosowania ustawy o zamówieniach publicznych) móc śmiało (i bezczelnie) powiedzieć, że nie zawalił żadnej umowy dotyczącej zamówienia publicznej (co wyklucza z przetargów na parę lat). Bo jak co, to formalnie zawali PGP…