Junior odwiedzał dzisiaj z Matką bibliotekę (nie pierwszą i nie po raz pierwszy). Gdy tylko przekroczył próg, popędził w kierunku działu z książkami dla dzieci. Dopadł tam Panią Bibliotekarkę i kategorycznie (nieznoszącą sprzeciwu wolą pięciolatka) zażądał:
– Będziemy wybierać książki!
Nieco zdezorientowana Pani Bibliotekarka uprzejmie pyta:
– A jakie?
Na co Junior udzielił zwięzłej merytorycznej odpowiedzi:
– Takie, jakich jeszcze nie miałem!
Kategoria: Junior
Problemy z ewolucją
W ramach trudnego (dla Rodziców głównie) procesu poszerzania wiedzy, Junior dowiedział się jakoś niedawno, że psy pochodzą od wilków. Zjawisko „pochodzenia” zaczęło go intrygować, co zaowocowało dialogiem:
– A od czego pochodzi kot?
– Od dzikiego kota..
– A od czego pochodzi pies?
– Od wilka..
– A od czego pochodzi człowiek?
– Od małpy..
– A Junior nie chce od małpy..
– [w duchu: oho, kreacjonista rośnie..]
– ..Junior nie lubi małp, Junior woli pochodzić od wilka!
Współczesny Kserkses
Herodot podaje, że perski król Kserkses miał rozgniewać się na morze, które zniszczyło postawione z jego rozkazu mosty dla wojska, i skazać morze na chłostę i zakucie w żelazo. Opowieść ta, tak pięknie pokazująca rozdźwięk pomiędzy nieznoszącą sprzeciwu wolą, a możliwościami, zapewne przychodzi na myśl każdemu posiadaczowi dzieci, w tym także Rodzicom, i wydaje się czasem, że niewiele w tej mierze może Rodziców zamówić. Ale kiedy wieczorem Junior zbyt długo grzebie się z pójściem spać, co kończy się nieuchronnym przekroczeniem ustalonego od dawna limitu czasowego pozwalającego na pewne małe wieczorne przyjemności, krzyk Juniora pod adresem wskazówki zegara:
– A ja nie chcę, żeby była na szóstce, niech wróci na trójkę!
i rozśmiesza, i zaskakuje nieco.
Bezczelne wykorzystanie okoliczności przyrody
Ojciec sprowadza popołudniu popołudniem🙂 do domu harcującego po wciąż pełnym śniegu ogródku Juniora. Junior wyraźnie niezadowolony, postanawia dać wyraz swojemu niezadowoleniu:
– A ja będę szedł powoli..
Ojciec przyzwyczajony do tego stałego numeru spokojnie replikuje, że prośby Juniora również mogą być spełniane powoli. Zaskoczeniem jest jednak riposta Juniora:
– Ja idę powoli, bo jest lód i ślisko..
Istotnie, kilka minut wcześniej Ojciec napominał Juniora, że śnieg jest zlodzony, twardy i w razie upadku może być badzo niesympatyczny. No umie dzieciak wykorzystać okoliczności:)
Obiekt nieolimpijski
Długość toru: 500 cm.
Różnica poziomów: 120 cm.
Zakręty: a po co?
Szybkość: ca. 7 km/h (po popchnięciu).
Obiekt jest sztucznie zbudowany, chociaż w 100% z materiałów naturalnych i biodegradowalnych (a przez to superekologiczny). Po sezonie ulegnie samoistnej dekonstrukcji.
Rekordzista: z całą pewnością Junior (wszystkie ślizgi Ojca są uznawane za nieoficjalne).
Co można zrobić ze zgromadzoną w ogródku górą śniegu:)
Bissau
Ostatnio pasją Juniora stała się… geografia. Wystarczyło dziecku kupić album z naklejkami państw świata, i już miało zajęcie (nie ukrywajmy – Rodzice też…). Szczególną fascynację wzbudziły Gwinee, jako że jest ich aż trzy – Gwinea, Gwinea Równikowa i Gwinea Bissau. Ze stolicą w Bissau, czego Junior również szybko się nauczył. I na tyle mu się spodobało, że włączył tę nazwę do repertuaru Słów Ulubionych i Zawsze Pod Ręką. Bo w końcu, dlaczego nie może być Korsyki-Bissau, czy Sycylii-Bissau? Dla czteroipółlatka nie ma rzeczy niemożliwych:)
Zaradność
Relacja Juniora z Psem to temat-rzeka. Ostatnimi czasy Pies nabrał niezdrowej tendencji do bacznego obserwowania, jak Junior je cokolwiek (takim bardzo wymownym wzrokiem), co ma niewątpliwy związek z tym, że Junior jada różne rzeczy w różnych miejscach i częstokroć przy tej okazji coś opada na podłogę (niezamierzenie).
Dzisiaj, kiedy Junior zbierał się do pójścia na górę, postanowił zabrać niedokończoną miseczkę ciastek (żeby zjeść do reszty przed kąpielą). Pies na ten widok zaczął sprawiać wrażenie, jakby chciał trafić Juniorowi prosto do ręki (co spotkało się z głośnymi komentarzami Rodziców). Junior ze swojej strony nic nie powiedział i pakował się dalej (a zwykle sporo rzeczy zabiera do pokoju na dobranoc). Kiedy zdawał się być gotowy do drogi, Matka rozejrzała się i ze zdziwieniem pyta, co Junior z ciastkami uczynił? Na co Junior triumfalnie wygrzebuje miskę spod leżącego na fotelu swetra Ojca.
Postarał się, żeby Pies mu niczego nie podwędził, a co:)
A Brawn nie ma KERS-u..
Znawców tematu być może zastanawia, dlaczego piszę o tym w środku zimy, długo po zakończeniu sezonu.
Pozostałych być może zastanawia, dlaczego taki dziwny tytuł w kategorii Junior:)
A Junior tak, ot, po prostu wypalił sobie ostatnio. Pewnie musiał zasłuchać, kiedy Ojciec oglądał transmisje na Polsacie, i mu się znienacka przypomniało:) Oczywiście potem padły pytania, jakie samochody mają KERS i co to w ogóle jest. Matka dyplomatycznie wskazała palcem na Ojca (w sumie ona się lepiej zna na samochodach oferowanych w salonach). Ojciec jakoś sobie poradził, chociaż koncepcja KERS w Skodach lekko nim wstrząsnęła:)
Odśnieżarka
Kiedy półtora roku temu do domu naprzeciwko Juniora i Rodziców wprowadzał się nowy sąsiad, szybko zaczął zatrącać w rozmowie o przydatność zakupu odśnieżarki. Wobec braku odzewu, pierwszą zimę jakoś przeżył przy łopacie, ale tej jesieni wymiękł – i nabył.
Dzisiaj popołudniu Junior z Rodzicami po przykładnym odśnieżeniu połowy podwórka (dla własnej wygody oraz dla fizkultury) pozostał jeszcze na dworze. I oto w domu naprzeciwko otwarła się brama, i Sąsiad wyprowadził swojego potwora. Towarzyszył Sąsiadowi jego Młodziak (ze dwa lata starszy od Juniora), który dzielnie asystował z szuflą w dłoniach. Śniegu napadało sporo, więc w trudniejszych momentach odśnieżarka – jesli nie była w porę cofnięta – zatykała się i gasła (jeśli kosiliście wysoką trawę, to mniej więcej wiecie, o co chodzi). No i Młodziak Sąsiada w pewnej chwili wypalił znad swojej szufli:
– Widzisz, a ja tak często nie gasnę!
I tak oto Ojciec ma dodatkowy powód do niekupowania odśnieżarki (po pierwsze, bo to gadżeciarstwo, po drugie bo to lenistwo, po trzecie bo to ogranicza pożytedczny ruch na świeżym powietrzu..) – jak nie kupi, to nie da Juniorowi szansy na taki bonmot:)
A swoją drogą, obrodziła nam latoś zima śniegiem. Sterty już spokojnie przekraczają metr, zaniedługo ogródka braknie.
Ulica Szóstego Muzeum
Junior pracowicie uczy się nazw ulic, z którymi miewa styczność. W swojej okolicy recytuje już chyba wszystkie, a i jak się wybierze do centrum miasta, to i wtedy stara się zapamiętać nazwy (nie dla samego rzucania nazwami, lecz wiążąc je z właściwymi miejscami). Później natomiast zaczyna się radosne przetwarzanie tych nazw na własny użytek. Po ostatniej wycieczce do miasta, na spotkanie ze świątecznym tramwajem, opanował parę nazw w ścisłym centrum (czym się chwalił zaraz po powrocie do domu). W wieczornej kąpieli, kiedy bawił się samochodzikiem, Ojciec nagle usłyszał, że auto jedzie ulicą Marszawską (łatwe do rozpoznania), potem ulicą Kitnicką (to już zupełnie własna kreacja), a wreszcie ulicą Szóstego Muzeum. To ostatnie było dla Ojca prawdziwym zaskoczeniem (Matka po namyśle znalazła w tym nawiązanie do ulicy Trzeciego Maja) i – nie przeczę – źródłem małego podziwu. Na koniec kąpieli Junior dodał jeszcze ulicę Dziewiętnastego Sznurka, ale tu prostą inspiracją były nazwy pochodzące od historycznych nazw ulic, które Rodzice sobie nieopatrznie wtedy na głos przypomnieli (Piętnastego Grudnia;) – kto pamięta, skąd taka nazwa?), a Junior zdradzał już wtedy objawy szybko rosnącego zmęczenia..