Przyczyny i skutki, czyli Hispania Racing Team prezentuje

Niezmiernie interesujące były wypowiedzi przedstawicieli debiutującego w cyklu F1 zespołu Hispania Racing Team po Grand Prix Bahrajnu:

Kierowca Karun Chandhok (debiutant w F1), po wycofaniu się na pierwszym okrążeniu: „Sorry, to było moje piąte okrążenie na tym torze. (..) nie miałem doświadczenia w tej części toru, bo przejechałem tylko cztery mierzone okrążenia w ciągu weekendu. (..) nie znałem tej części toru.”

Colin Kolles, szef zespołu: „Jestem zadowolony. (..)[Chandhok] nie mógł wiedzieć o wybrzuszeniu, bo przejechał za mało mil, i nie doświadczył, że wybrzuszenie było tam, gdzie było na jego drodze. Pojedziemy do domu z mnóstwem użytecznych informacji”

Bruno Senna (też debiutant rozmieniający na razie na drobne nazwisko wuja, choć do czasu awarii na 17 okrążeniu jechał lepiej niż się zapowiadało wcześniej) stwierdził zaś oczywistą oczywistość: „To ulga być w wyścigu przez tak wiele okrążeń”.

Biorąc pod uwagę, że zespół z trudem przygotował samochód dla Chandhoka na kwalifikacje (w ciągu trzech sesji treningowych samochód był cały czas wyłącznie w rękach mechaników) to można sobie właściwie zadać pytanie: a po co? Pozostaje nadzieja, że do GP Australii na tyle uda im się wreszcie poskładać samochody, że treningi zaczną wykorzystywać do testów. Przynajmniej te sobotnie, albowiem zgodnie z regulaminem FIA, jeżeli samochód wyjedzie na tor w sobotę (na trening lub kwalifikacje), to może wystartować w wyścigu; jeśli się zepsuje/uszkodzi w piątek, to nocka z głowy, żeby w ogóle móc wystartować.

 

Czy mam wystąpić o tantiemy?

Już jakiś czas temu chwaliłem się zdolnościami profetycznymi🙂 W najśmielszych nawet przewidywaniach nie spodziewałem się jednak, że mój pomysł alternatywnego sposobu przyznawania punktów w F1 będzie kiedykolwiek poważnie rozważany, ba! proponowany do wdrożenia! (z niewielkimi tylko modyfikacjami, ja się ograniczałem do miejsc 1-8 i znacznie silniej  promowałem najlepsze miejsca). I pomyśleć, że się swego czasu dziwiłem, że przejdzie pomysł klasyfikacji „medalowej” Ecclestone’a..

Stare dowcipy wiecznie żywe

Przypomniał mi się ostatnio stary dowcip z czasów komunistycznych.
Urządzono wyścig pomiędzy przywódcami Związku Radzieckiego i Stanów Zjednoczonych (niech będzie Breżniew i Reagan, why not). Wygrał Reagan. Następnego dnia w gazetach (dziś byłoby: na portalach) piszą:
USA: USA wygrały, Sowieci pokonani!
ZSRR: Prezydent amerykański zajął przedostatnie miejsce, towarzysz Breżniew finiszował na zaszczytnej drugiej pozycji.

Przypomniał mi się ten dowcip, kiedy zobaczyłem na głownej stronie portalu informację, że Robert Kubica został przez kogoś sklasyfikowany w „Top 5” kierowców F1 mijającego sezonu. To ci dopiero news. W końcu mógł być tylko w Top 20.

Radość w Sauberze?

Właśnie podano informację, że Toyota wycofała się z z F1. Wcześniej wycofało się BMW, a zespół przejął z powrotem Peter Sauber i był mocno wkurzony, kiedy okazało się, że jako zespół nr 14 może mieć problem z udziałem w przyszłorocznym cyklu wyścigów. Teraz w stawce zostało 12 zespołów, więc Sauber może spokojnie zająć miejsce Toyoty (już wcześniej Ecclestone sugerował, że Sauber będzie „pierwszym rezerwowym”). Co prawda oficjalnie nikt się jeszcze na ten temat nie wypowiadał, ale powinni się chyba cieszyć w Hinwil, pewnie będzie się cieszyć i Nick Heidfeld. Powodzenia!

Mistrz Jenson

Do rozpoczęcia GP Brazylii zostało półtorej godziny, do zakończenia – trzy do trzech i pół. Obejrzałem dane co do ciężaru bolidów sygnalizujące taktykę, i zaryzykuję twierdzenie, że tytuł mistrzowski rozstrzygnie się dzisiaj. Barrichello nie ucieknie na tyle daleko, żeby po tankowaniu nie stracić kilku pozycji, i nie zdobędzie pięciu punktów, zresztą na tym torze nigdy mu rewelacyjnie nie szło. Szanse Vettela są iluzoryczne już po Q1. Gdzieś niedawno napisałem w komentarzu, że w ostatnich latach to Interlagos rozdawał tytuły mistrzowskie, i tego samego się spodziewam w tym roku. Ale oczywiście każda seria może mieć swój koniec, a Pani Fortuna w ostatnich latach lubiła nam zapewniać emocje do ostatniego zakrętu. Na razie sprowadza deszcz, który może zamieszać wszystkim dokumentnie. Mmmmm. Już widzę te poślizgi:)

Prawdziwy sportowiec czy pies ogrodnika?

Po dzisiejszym GP Japonii Robert Kubica skarżył się, że miał pecha, bo parę razy „utknął w korku„. Istotnie, zwłaszcza w okresie drugiej sekwencji tankowań tak się zdarzyło, że kierowcy wyjeżdżający z pitstopu, blokowali mu możliwość pełnego wykorzystania lekkości samochodu. Moją uwagę zwróciła wtedy jedna rzecz – między innymi tuż przed Robertem wyjechał jego partner z zespołu Nick Heidfeld, i przez parę okrążeń oglądaliśmy walkę dwóch bmw o ósme miejsce, ostatecznie zakończoną „zwycięsko” dla Polaka.

Mam wrażenie, że zachowanie Heidfelda było irracjonalne. Przed rozpoczęciem drugiej serii tankowań Heidfeld bronił czwartego miejsca przed Raikkonnenem, a Kubica trzymał się jak cień za Buttonem, atakującym jadącego na siódmym miejscu Rosberga. Heidfeld musiał wiedzieć, że Robert jest przed drugim tankowaniem, więc ma lżejszy (szybszy) samochód, a mimo to wdał się w pojedynek, starając się utrzymać „swoją” pozycję, pomimo że po pitstopie odzyskałby ją bez walki. Broniąc się przed wyprzedzeniem, przyjmował dodatkowo defensywny tor jazdy, wolniejszy od optymalnego. Zamiast więc gonić Raikkonnena (który minął go na stopach), coraz bardziej za nim zostawał, a dodatkowo blokował partnerowi możliwość gonienia Buttona i ewentualnie Rosberga. Efekt końcowy: Raikkonnen 4., Rosberg 5., Heidfeld 6., Button 8., Kubica 9.

Wiem, że team orders są zakazane, a przepuszczanie partnera uznajemy za niesportowe. Ale w tej konkretnej sytuacji bronienie pozycji „w imię zasad” zaszkodziło i Heidfeldowi, i Kubicy, i całemu zespołowi (pomogło na pewno Rosbergowi). I naprawdę nie chodzi tu o nawiązywanie do słynnego „nie pomógł” z zeszłego sezonu.

PS. Wrrr. Coś dziwnego mi się podziało przy dzisiejszym publikowaniu notek, w rezultacie ta notka ma bardzo dziwny (i nieadekwatny) adres, niemal identyczny jak następna. Wrrrr.

Kierowco, przestrzegaj przepisów

Zasada ta dotyczy oczywiście także kierowców Formuły 1 – zarówno poza torem, jak i na torze. Na torze oczywiście tych wyścigowych:)

Zadumałem się dzisiaj przez króciutką chwilę, ile to szczęścia musieli mieć w końcówce drugiej sesji kwalifikacyjnej na Suzuce kierowcy Brawn GP – że zdążyli przemknąć tuż przed dzwonem Buemiego i zaliczyć niezłe okrążenia pomiarowe. Jadący w podobnym okresie Robert Kubica na pewno tego szczęścia nie miał – rozpocząwszy ostatnie kółko od znakomitych wyników w pierwszych sektorach, musiał pod koniec zwolnić i skończył z czasem dwie sekundy gorszym od lidera. That’s racing.

Ale coś mi nie pasowało, bo wydawało mi się, że brawny jechały za Kubicą. I rzeczywiście miałem rację, one nie miały więcej szczęścia, tylko po prostu Button i Barrichello zignorowali żółte flagi i –  wykorzystując refleks i umiejętności – przemknęli ten fragment na pełnej szybkości. Gdyby nie to, pewnie nie zmieściliby się do Q3, dlatego słusznie zostali ukarani (patrz morał tytułowy).

Nie wiem, czy „sprawiedliwości” do końca stało się zadość, bo gdyby zwolnili, to Robert i tak chyba nie załapałby się do Q3 (nie pamiętam dokładnie i nie chce mi się szukać czasów sprzed ostatniego okrążenia), ale za to wyścig nabiera dodatkowego smaczku. Im bowiem brawny dalej na starcie, tym bardziej prawdopodobne duże straty do Vettela, a dzięki temu nudniejący ostatnio wyścig o tytuł jeszcze może się nabrać ciut barw. Kibicujmy więc Vettelowi przeciwko brawnom, nawet jak w końcowym rozrachunku przegra, to i tak będzie ciekawie.

A drugi morał dzisiejszych kwalifikacji jest taki – nie kombinuj za bardzo, bo możesz przekombinować i nie zdążyć pojechać dostatecznie szybko. Chociaż takie kwalifikacje jak dzisiaj, to raz na parę sezonów się zdarzają.

Obrona Badoera

Doświadczony kierowca wyścigowy i testowy Luca Badoer, zebrał straszliwe cięgi, kiedy zastąpił kontuzjowanego Massę w bolidzie Ferrari. Na tyle źle mu szło, że Ferrari ogłosiło casting na kolejnego zastępcę, wygrany przez Giancarlo Fisichellę, opromienionego właśnie zdobyciem pierwszego podium (i zarazem pierwszych punktów) dla Force India (przegrywając wyłącznie z Raikkonnenem z Ferrari właśnie). Efekt? Na treningach przed GP Włoch na Monzie, Fisichella jeździ słabo, a bryluje jego ex-kolega Adrian Sutil z Force India (ba, lepszy jest nawet następca Fisichelli – Vitantonio Liuzzi). Wygląda więc na to, że problem Badoera nie był tylko problemem własnej niekompetencji, ale w głównej mierze niekompatybilności z samochodem, przygotowanym i ustawionym dla zupełnie innego kierowcy (pamiętajmy o zakazie testów w trakcie sezonu!). Pozostaje się więc cieszyć, że Robert Kubica został w BMW, bo jak nic jego byśmy oglądali w roli czerwonej latarni w czerwonym bolidzie.

Ale wszystko sie naprawdę okaże w kwalifikacjach.

Viva Force India, czyli co to będzie?

Czekali(śmy), czekaliśmy), aż w końcu się doczekali(śmy):) Parę raz pisałem już o swojej sympatii dla zespołu Force India, tego kopciuszka F1, więc mimo że nie oglądałem GP Belgii, to muszę odnotować pierwsze punkty. I to od razu na podium! Swoją drogą, prawdziwie karpią minę to zrobiłem bo zobaczeniu wyników kwalifikacji; zrazu pomyślałem, że musiała być jakaś zadyma pogodowa, jak w zeszłym roku na Monzy, ale porównanie czasów z wszystkich części kwalifikacji powiedziało jasno: to nie przypadek, „Fisico” dostał dobry wóz w ręce i to wykorzystał (swoją drogą od dawna mało kto w niego wierzył, szanse na punkty miewał raczej Sutil). W sumie z tego pierwszego miejsca to trzeba było się postarać, żeby nie zdobyć punktów, ale wiadomo jak to jest, więc wolałem nie zapeszać i nie pisać nic wczoraj:) Jeżeli się rzeczywiście poprawili, to naprawdę ciekawi, co będzie dalej – czyli komu będą urywać punkty.

BMW też postanowiło błysnąć „na otarcie łez”. Robert punktował drugi raz z rzędu, Heidfeld w sumie też nie najgorzej. W generalce coraz ciaśniej za plecami Buttona, ale jednak mam wrażenie, że zbyt ciasno, żeby go przegonić.

W dwóch słowach – się dzieje!

Kubica w Renault?

Przeczytałem wczoraj, że Nelsinho Piquet jest już w Renault zagrożony.
Czytam od paru dni, że nie wiadomo, co będzie dalej z Massą po wypadku na Hungaroringu.
Od kilku tygodni powtarza się plotka, że Alonso już jest dogadany z Ferrari.
W tej chwili powinna trwać konferencja prasowa zarządu BMW, na której wg porannych spekulacji ma być ogłoszone wycofanie się BMW z F1.

Tak czy owak, przeprowadzka Roberta robi się coraz bardziej prawdopodobna (nie wróżę mu lotu prosto do Ferrari, bo jednak najpierw wezmą Alonso, być może zaczynając już od GP Europy w Walencji). Z Renault rozmawiał kiedyś jako zwycięzca [GP2] World Series by Renault, czyż nie?