Jechałem dziś samochodem. Wyjechałem na główną drogę, ruszyłem z kopyta (choć nieprzesadnie, bo upał panował sakramencki, a nie spieszyło mi się). W pewnej chwili zauważyłem, że tuż przed maską ląduje mi na asfalcie ptaszek (wróbelkopodobny jakiś), pomiędzy kołami, więc wiedziałem, że go nie potrącę tak ot, sekundę później zerknąłem w lusterko wsteczne i z ulgą zauważyłem, że odfruwa z asfaltu.
I tak sobie za kierownicą popadłem w namysł. Ptak pozostał cały i zdrów, bo pod samochodem przejeżdżającym nad nim z prędkością 50 km/h wykazał się instynktem samozachowawczym i nie poderwał się do lotu. W przyrodzie nie występuje żadne naturalne zjawisko, które porusza się nad ziemią z taką prędkością, zostawiając raptem kilkanaście centymetrów przestrzeni. Czy to oznacza, że ptaki uczą się szybko, jak się dostosować do współczesnej rzeczywistości, czy po prostu ten jeden miał przebłysk? Patrząc na dziesiątki trucheł leżących na lub przy drogach – tych wszystkich jeży, kotów, zajęcy, jak i większych zwierząt – człowiek chciałby, żeby te zwierzęta nauczyły się oceny prędkości tych metalowych bestii kierowanych przez ludzi, i wiedziały, kiedy się wycofać i zaczekać z przedostaniem się przez drogę (w przypadku jeży trudno, wiem, w sumie jak się to zwinie w kulkę, a nie próbuje przedreptać, to łatwiej to chyba ominąć).
Ale chyba bardziej prawdopodobne, że to kwestia indywidualna, podobnie jak w tych przypadkach.