Kukuczka nie żyje

Niech zgadnę: patrzycie nieco dziwnie. Że niby co, obudziłem się po prawie 30 latach? Że dopiero teraz zauważyłem? Że niby może jeszcze wydaje mi się, że rocznica za pasem, choćby i nieokrągła? Przecież Jurek…

Zaraz, zaraz, było coś o jakimś imieniu? O tym, że Jurek Kukuczka ponad 28 lat temu poleciał w dół na południowej Lhotse, wiem jak amen w pacierzu; choć z daleka, ale śledziłem jego walkę o Koronę Himalajów, i pamiętam późniejszy wstrząs na wieść o jego śmierci, kiedy byłem pewien, że tę południową Lhotse też poskromi. Zupełnie jednak nie o niego chodzi – jechałem samochodem, słuchałem lokalnego radia i w wiadomościach padło, że zmarł Kukuczka, Henryk, znany hodowca owiec z Istebnej, rezydujący w bacówce na Stecówce. Zbieżność nazwiska nieprzypadkowa o tyle, że rodzina Jurka też się z Istebnej wywodziła.

Lubię ostatnio słuchać w samochodzie Radia Katowice, nie dość że zwykle dobrze odbiera, to w porze wiadomości człowiek się czuje jak w alternatywnej rzeczywistości. Zamiast standardowych wiadomości ogólnopolskich, zwłaszcza politycznych, słuchamy o wozie strażackim dla OSP pod Częstochową, o planowanej imprezie w katowickim Centrum Kongresowym, czy o śmierci takiego mniej znanego Kukuczki właśnie. I nawet nie chodzi o jakiś szczególny patriotyzm lokalny, tylko o odcięcie się od tego, czego z każdym dniem mam bardziej dosyć.

kłamstwo!

Każdy wie, że łopatą nie można nikogo kopnąć, a jedynie można komuś łopatą przywalić. Kto więc stoi za wypisywaniem takich bezeceństw na murach miasta?

łks widzew święta wojna kopanie bitcoinów

Teraz będzie pora na jakieś hasło z ełkaesiakami, jak się napatoczy 🙂

Pamiętajcie o nadkolach

No właśnie. Dbacie o swoje nadkola (nie zakola, panowie, tylko nadkola)? Ja się jakoś szczególnie nie przejmowałem, ot, w śnieżną zimę się je ostukało dla zasady.

Jakiś czas temu zdarzyło mi się średnio przyjemne zdarzenie, po którym nadkole chyba już nigdy nie było takie samo. Zastanawiałem się nawet, czy nie powinienem coś z nim zrobić, na nowe (nowsze) wymienić, ale tak się też wydawało, że w gruncie rzeczy jakieś to ma znaczenie, czy nadkole jest idealne, czy trochę bardziej takie sobie.

W tym tygodniu samochód przestał sobie dwa dni w warsztacie, bo się niedobrze zachowywał. Kiedy z ciężkim sercem pojechałem go odebrać, oprócz szczegółowego wypisu usłyszałem także, że potencjalną przyczyną niesprawności było nieidealne nadkole, bo brud znad koła szedł prosto na pompę wspomagania kierownicy, aż…

I tak oto trzy tysiące nie moje. Dbajcie o swoje nadkola, to konkretne też mi wymienili. 

Rekin mrożony

Wstałem rano, wyglądało na ładny dzień, zacząłem się zbierać do sklepu, bo świeży chleb z rana jak śmietana (a długi weekend za pasem). Zerknąłem jakoś z głupia frant na termometr i aż zesztywniałem, bo zobaczyłem słupek na wysokości minus osiem. Poszedłem, a jakże, lecz później nader niechętny byłem myślom o wychodzeniu, póki za parę godzin nie zoczyłem co najmniej zera. A mimo że dzionek słoneczny, to do czternastej szron na szybach auta nie puścił i musiałem drapać.

Za Oceanem też zimno, a nawet bardziej. W Fargo (gdzie wszystko się może zdarzyć) przewidują minus trzydzieści, tylko patrzeć czy Niagara zamarznie. Na razie zamarzają rekiny, tzn. tracą rozum w nazbyt zimnej wodzie, dają się wyrzucić na brzeg i tam… na kość (nie kupujcie w najbliższym czasie okazyjnie tanich mrożonych rekinów atlantyckich).

Nawet nad Zatoką Meksykańską zimno, na szczęście nie aż tak jak rekinom, ale żółwie się odławia do basenów z ciepłą wodą. Ludzie będą musieli jakoś przetrwać w domach, Nowy Rok powita mieszkańców Houston nocnymi mrozami.

Trzymajcie cię ciepło w Nowym Roku.

Pan Awarie

Przypomniało mi się to, kiedy w Wigilię wysyłałem życzenia świąteczne i przeglądałem pracowicie książkę telefoniczną w komórce, dodając kolejne numery do listy wysyłkowej.

Nie wiem jak Wy, ale ja wprowadzając dane do książki telefonicznej (do programu do zarządzania danymi adresowymi, tak to się chyba ładnie nazywa) skupiam się na prostocie; nie oznacza to, że jak we wczesnych komórkach się wpisuje ZosiaC, ale więcej niż Zosia Czechowska*, numer telefonu, w tej książce się nie znajdzie. W równie prosty sposób wpisuję nazwy instytucji z którymi zdarza mi się świadomie kontaktować, np. Przychodnia Lokalna.

Jednym z istotnych numerów wpisanych do książki (z nadzieją że nie trzeba będzie z niego korzystać) jest numer na pogotowie energetyczne (bo przerwy w dostawie prądu są wciąż rzeczywistością, nawet jeśli rzadką). Zapisałem go w książce jako OperatorEnergetyczny** Awarie, bez jakiegoś szczególnego namysłu czy można to zrobić zręczniej i praktyczniej.

W Wigilię właśnie ponownie uświadomiłem sobie, że w sposób prawie niezamierzony mam ten numer na pogotowie energetyczne na samym początku książki. Cóż, program „książka” ma takie założenie, że drugi (ostatni?) wyraz wpisany w polu „nazwa” traktuje automatycznie jako nazwisko i sortuje alfabetycznie. I tak oto numer na pogotowie energetyczne stał się numerem do pana Awarie…

*przepraszam wszystkie Zosie Czechowskie, ale to licentia poetica
**a co będę reklamę robić, już o nim pisywałem

Rozgrzewka i seans

Miałem zamiar napisać zupełnie poważną notkę o zupełnie poważnych sprawach, ale zrobił się piątek wieczór – a w piątek, jak wiadomo, ludzie robią się niepoważni i tylko im zabawa w głowie, więc pisanie poważnej notki przełożę na inny dzień (poza tym muszę poskładać myśli, i zebrać ździebko materiałów).

A poza tym wpadło mi w oko parę świeżych hasełek z łódzkiej wojny muralowej i stwierdziłem, że to świetny moment żeby je zachować pro memoriam, zanim znikną w czeluściach dysku albo – co gorsza – w odmętach fejsa (na dysku jest jakaś szansa znaleźć).

widzew Łks święta wojna napisy kac wawa

Łks widzew święta wojna napisy kupa rozgrzewka

Symetrycznie, po jednym w każdą stronę, możecie zająć którąś stronę, albo i nie, bo po co. Weekend idzie.

Święta wojenka ma się dobrze

Blog bywa miejscem na wszystko: na przemyślenia poważne i na śmieszne drobnostki, na zdjęcia własne i ciekawostki wygrzebane, na każdą z tych rzeczy można byłoby mieć konto w osobnym serwisie (fejs, twitter, insta, tumblr, pinterest, cokolwiek…), tylko po co? Na Bloksie przynajmniej z trudem, ale da się coś odnaleźć…

Założyłem na początku roku na blogu specjalny tag „łódzka wojna”, z myślą żeby wrzucać legendarne łódzkie napisy na murach, tworzone w ramach wojenki widzewiacko-ełkaesiackiej. Na razie – z 1001 powodów – nie wyszedłem poza punkt startu (choć gdzieś nawet mam zapisane jakieś linki to zbiorków fotek…), ale dziś w którymś serwisie aż zakwiczałem z uciechy, i uznałem że to jest Ten Moment, kiedy projekt zrobi kroczek.

Widzew leczy się u Zięby ŁKS

Szarlatan Zięba, znany altmedowiec i ekspert od rzekomych spisków firm farmaceutycznych, jest postacią… aktualną, zatem i napis musiał zostać stworzony niedawno. Dobrze widzieć, że duch w narodzie nie ginie.

 

MeToo

Już całkiem parę dni upłynęło od wielkiej fali hasztagu #MeToo czy też w polskiej wersji #JaTeż, w mediach społecznościowych (i w tradycyjnych również) dominują już inne mniej lub bardziej poważne tematy, ale sam problem nie znikł tylko z tego powodu, że upłynął tydzień czy więcej.

Zasadniczo użycie tego hasztagu było komunikatem „tak, ja też byłam ofiarą molestowania”, użyte pojęcie jest pewnego rodzaju skrótem myślowym. Z uwagi na strukturę zjawiska dość oczywisty jest rodzaj żeński, choć jak najbardziej molestowanie mężczyzn również może mieć miejsce (publicznie przyznał się do bycia molestowanym dwumetrowy Terry Crews), płeć molestujących pominiemy (nie udając, oczywiście, że w znaczącej większości przypadków są nimi mężczyźni). Rozwiewając ewentualne wątpliwości: niniejsza notka nie stanowi deklaracji, że sam byłem molestowany (zwłaszcza przez facetów), nawet jeśli jakaś obawa kiedyś przemknęła mi przez myśl; nie liczę sytuacji kiedy pewna dziewczyna liczyła na zbyt wiele (i się lekko rozczarowała), bo karesy, którym zaczęliśmy się oddawać, służyły tylko zniechęceniu pewnej osoby do towarzyszenia nam w pokoju, żeby sobie wreszcie poszła i można było wyciągnąć z szafy flaszkę (tak, grono było liczniejsze), najwyraźniej przesadziłem z aktorstwem, w każdym razie nie sprawiała wrażenia, aby czuła się wtedy zmolestowana…

Żartobliwy ton może nie przystoi tematowi, służy też trochę przykryciu zmieszania. Czytając ewentualne wyznania towarzyszące hasztagowi (nie każda ofiara się dzieli swoimi przeżyciami), nie sposób nie zauważyć, jak zróżnicowane są formy tego co nazywa się molestowaniem, od czynów karalnych po zachowania niemal niezauważalne z pozoru (przynajmniej dla sprawców), wykorzystujące przemoc wyraźną i ukrytą (wynikającą z parametrów fizycznych lub innych), okazję, słowo, gest… W głowie rodzi się pytanie: czy mogę być bohaterem takich opowieści, z tej niewłaściwej strony? I im bardziej przetrząsa się historię własnego życia, tym silniejsze jest poczucie, że nie można tego wykluczyć (i nie mam na myśli anegdotki z poprzedniego akapitu), nawet jeżeli nie zapytam zainteresowanych, czy jakaś sytuacja z moim udziałem nie tkwi w ich pamięci jako zadra.

Nie wnikając w jakiekolwiek szczegóły: przepraszam. Nawet jeśli przeprosiny nie dotrą, problemem jest również to, że sprawcy milczą. 

Córka ministra

Dzień bez skandalu lub skandaliku to dzień stracony, wydają się myśleć w mediach, więc każda sprawa się nada. Dziś rano huknęła sprawa „córki ministra”, o której napisał „Fakt”, snując narrację że „córka ministra przejęła kamienicę” (Polskie Radio zdążyło już do tego dorzucić, że „nielegalnie„). Chodzi o ministra sprawiedliwości z rządu Tuska, więc sami wicie, rozumicie…

Ponieważ tekst jest w szczegóły skąpy, natychmiast zacząłem z ciekawości rejestrować kluczowe pytania:
– skoro o zwrot kamienicy wystąpiło dwóch adwokatów, w tym „córka która została kuratorem”, to w czyim imieniu składany był wniosek? 
– czy „córka” została zgłoszona jako kandydat na kuratora przez drugiego adwokata, czy została wybrana przez sąd samodzielnie?
– kiedy został złożony wniosek, kiedy został ustanowiony kurator (podobno w 2008), kiedy wydano decyzję zwrotową, kiedy zwrócono nieruchomość (podobno również w 2008, choć Alfa i Omega Śpiewak twierdził na Twitterze, że w 2010)?
– czy z akt sprawy lub z księgi wieczystej wynikał wiek byłego właściciela (urodzony w 1889, zmarł w 1958) połowy nieruchomości, któremu „córka” była kuratorem?
– co się dokładnie stało z byłym właścicielem, skoro zainteresowani mieszkańcy ustalili to dopiero po kilkuletnim śledztwie, czy w ogóle był z Warszawy?
– czy nieruchomość wydano „córce” skoro reprezentowała ona tylko właściciela połowy kamienicy?
– czy znaleźli się spadkobiercy byłego właściciela połowy reprezentowanego przez „córkę” (tak przynajmniej wynika z jej wypowiedzi) i jeśli tak, to kto został pokrzywdzony w tej sprawie? 

Krótka kwerenda w Google udziela przynajmniej częściowych odpowiedzi:
– o zwrot wystąpili spadkobiercy drugiej współwłaścicielki tej nieruchomości, żydowskiego pochodzenia sądząc z nazwisk, reprezentowani przez adwokata z Krakowa,
– wniosek został złożony prawdopodobnie w roku 2008, w tym samym roku Samorządowe Kolegium Odwoławcze wydało decyzję o zwrocie (później w 2016 roku uchyloną przez sąd administracyjny), zatem do ustanowienia kuratora musiało dojść zapewne w tym samym roku 2008,
– nie wiadomo, czy kiedykolwiek doszło do fizycznego przekazania nieruchomości (figuruje w wykazie nieruchomości objętych roszczeniami, sporządzonym na koniec roku 2014, a w tekście GPC z roku 2016 lokatorzy wciąż się tego”obawiali”)

Mamy więc dość przewidywalną sytuację, w której goni się króliczka, nie przejmując się zupełnie tym, że króliczek grzecznie siedzi i patrzy w osłupieniu na to co się dzieje.

Najciekawsze własne pytanie zostawiłem na koniec: skąd właściwie świeżo upieczona (egzamin i ślubowanie w 2007) krakowska adwokat wzięła się w sądzie warszawskim i została wyznaczona na kuratora? Nie zdziwiłbym się jednak, gdyby postępowanie w sprawie kuratora dla nieobecnego właściciela było prowadzone w sądzie krakowskim, być może właściciele warszawskiej nieruchomości byli z Krakowa (same procedury zwrotowe już oczywiście w Warszawie). 

Niestety, pełnych odpowiedzi dla Państwa nie mam, ponieważ Fakt, Śpiewak czy Polskie Radio faktami są zainteresowani najmniej.

PS Rzymianie mawiali, by wysłuchać drugiej strony (w natemat)

Kamienica Waltza czy fobia Śpiewaka

Czytałem sobie dziś wywiad ze Śpiewakiem Janem, znanym warszawskim niezależnym kandydatem do urzędów i współtwórcą metody śledczej Śpiewaka-Piątka. Po raz kolejny zajmuje się on szerzeniem poglądu (ukutego pod wpływem swojej metody śledczej), że Hanna Gronkiewicz-Waltz (dalej dla oszczędności miejsca będę się posługiwać tym niesympatycznym skrótem HGW, bo i czemu nie) powinna stanąć przed sądem karnym, i dorzuca do tego zarzut wzbogacenia się na pożydowskim mieniu. A że nie chce mi się za każdym razem odtwarzać faktów w tej sprawie, to zrobię sobie kompendium.

1. Kamienica przy Noakowskiego 16 w Warszawie była własnością żydowskich rodzin Oppenheimów i Regirerów. 
2. W sierpniu 1945 roku Kalinowski (świeżo upieczony pracownik SB) fałszuje pełnomocnictwo do reprezentowania rodziny Oppenheimów i Regirerów, datowane na 30 sierpnia 1939 roku.
3. W grudniu 1945 roku Kalinowski na podstawie fałszywego pełnomocnictwa sprzedaje kamienicę Kępskiemu i Szczechowiczowi. Kępski i Szczechowicz zostają wpisani do księgi wieczystej (wówczas: do wykazu hipotecznego)
4. W 1946 w Warszawie pojawia się Maria Oppenheim, wdowa po zmarłym w 1940 Szlamie Oppenheimie, z dokumentami spadkowymi. Składa zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez Kalinowskiego oraz wniosek o wykreślenie Kępskiego i Szczechowicz z wykazu hipotecznego. Kalinowski zostaje aresztowany, w październiku 1948 roku – skazany na 4 lata więzienia, wyrok skazujący uprawomocnił się w maju 1950 roku
5. Wniosek Marii Oppenheim o wykreślenie Kępskiego i Szczechowicza z wykazu hipotecznego zostaje oddalony w lipcu 1947 (nie wiadomo czy i kiedy się uprawomocniło orzeczenie).
6. W 1947 roku Skarb Państwa występuje do sądu o uznanie umowy sprzedaży kamienicy na rzecz Kępskiego i Szczechowicza za nieważną oraz o wykreślenie w/w panów z wykazu hipotecznego.
7. W lipcu 1948 roku sąd udziela zabezpieczenia powództwa Skarbu Państwa i nakazuje wpisanie do wykazu hipotecznego ostrzeżenia o toczącym się postępowaniu. Nie wiadomo czy i jak się sprawa zakończyła. Z wyjątkiem tego, że…
8. ..wydana została decyzja o przejęciu kamienicy przez Skarb Państwa. Odwołanie Kępskiego zostało oddalone 7 listopada 1953.
9. W 1997 roku Kępski składa w Urzędzie Mieszkalnictwa i Rozwoju Miast wniosek o zwrot kamienicy. Siostrzeńcem jego żony jest Andrzej Waltz, którego żona pełni funkcję prezesa Narodowego Banku Polskiego. Wniosek Kępskiego jest pomyślnie procedowany w trzech różnych instytucjach: UMiRM, Samorządowym Kolegium Odwoławczym, Urzędzie Miasta (Kępski nie ujawnił sprawy z 1947)
10. W 1999 roku Kępski umiera. W 2002 roku sąd stwierdza nabycie spadku po nim między innymi przez jego żonę (najwyraźniej byli bezdzietni), która umiera w październiku tegoż roku 2002. Spadkobiercami Kępskiej zostaje między innymi rodzeństwo Waltzów (siostrzeńców Kępskiej). Żona Andrzeja Waltza jest wówczas (od stycznia 2001 roku) wiceprezesem Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju w Londynie.
11. W sierpniu 2003 roku prezydent Warszawy Lech Kaczyński wydaje decyzję o zwrocie kamienicy spadkobiercom Kępskich (na Andrzeja Waltza przypada najprawdopodobniej 1/12 udziału w kamienicy). HGW w dalszym ciągu jest wiceprezesem EBOiR.
12. Jesienią 2006 roku kamienica zostaje przekazana spadkobiercom Kępskich. HGW jest wtedy posłanką Platformy i kandydatką w wyborach na prezydenta Warszawy, w których pokonuje zarządcę komisarycznego miasta Kazimierza Marcinkiewicza (który zwracał kamienicę). 
13. Spadkobiercy sprzedają kamienicę, podobno za 8 mln zł (co oznaczałoby, że Andrzej Waltz dostał – do majątku odrębnego – prawdopodobnie jakieś 670 tys. zł). 
14. HGW obejmuje funkcję prezydenta miasta 2 grudnia 2006.

Każdy może sobie samemu wyrobić własne zdanie. Zapewne Andrzej Waltz mógłby uzyskane ze sprzedaży pieniądze oddać (komu? to osobne pytanie), ale co ma do tego wszystkiego HGW? Ani to jej kamienica, ani to jej pieniądze, i nijak nie widać, co miała wspólnego z procesem zwrotu kamienicy (do października 2002 jej najbliższa rodzina nie miała nic wspólnego z tą sprawą). Śpiewak i tak będzie swoje.

Żródła:
– HGW oddaj kamienicę – strona na FB
– tekst Pińskiego i Trębskiego we Wprost
– tekst Szpali i Zubik w Wyborczej
– strona HGW na Wikipedii