Do kwestii fotela prezydenta Warszawy mam stosunek doskonale obojętny. Czy obecna rezydent fotela poda się do dymisji sama, zostanie odwołana w referendum, zostanie zastąpiona komisarzem czy też przegra/wygra następne wybory, nie robi na mnie żadnego wrażenia. Co więcej, nie robi mi różnicy jak oceniać zarzuty dotyczące reprywatyzacji – czy jest głową Układu, jego szyją bądź ofiarą, czy jest winna braku nadzoru czy tylko nieudolności w forsowaniu zmian w prawie mogących zatrzymać najgorsze praktyki reprywatyzacji.
Martwi mnie jedynie obłąkańcza retoryka przeciwników reprywatyzacji. Nie wiem kto zamordował Brzeską, nie wiem jak w szczegółach wyglądały poszczególne sprawy odzyskiwania nieruchomości (mam na myśli aspekt prawny, a nie późniejsze fizyczne przejmowanie), ale dziwi (żeby nie rzec dosadniej) nachalne wiązanie wszystkiego z wszystkim, doszukiwanie się spisku tam gdzie działała – z dobrym lub złym skutkiem – rutynowa procedura.
Intryguje mnie jedynie, jakie znaczenie miałoby mieć odejście HGW z ratusza. Owszem, dla warszawiaków przejęcie władzy w stolicy przez PiS mogłoby – podkreślmy to słowo – mogłoby oznaczać jakieś niekorzystne zmiany w miejskich inwestycjach czy pomniejszych kwestiach dotyczących zarządzania, ale dla reszty kraju? Że przedstawiciel dobrej zmiany zasypie Warszawę pomnikami? A co mnie to w gruncie rzeczy… Że będzie to Symboliczna Porażka? Bardziej przerażają skutki tych całkiem niesymbolicznych…
Będzie jak będzie. A jak będzie? HGW…