Mucha i żaba

Czesi… mają w sobie coś (co dokładnie, to czechofile latami próbują dociec, inni popatrują wzgardliwie z wysoka). Na przykład specyficzne poczucie humoru (wiem, stereotyp). Kiedy byłem w Pradze, zewsząd wyzierało na mnie hasło „WARHOL DALI MUCHA” (pewną znajomą uprasza się w tym miejscu o powściągnięcie szmaty, to tylko taki artysta plastyk, nie owad), gdzie indziej mrugał do przechodniów Kafka (kawka w ogródku Cafe Kafka przy placu Kafki była całkiem niezła, miejsce przyjemne, tylko wifi jakieś takie kafkowskie). O Cernym nawet nie wspomnę… w sumie nie wypatrywałem za jego pracami (choć czasem waliły jak obuchem), najbardziej mnie zafrapowało, kiedy oglądałem uliczną wystawę zdjęć z ostatniej wielkiej powodzi w Pradze i było tam zdjęcie, jak wokół w pół zalanego pomnika indyjskiego filozofa pływają kaczki, aż byłem ciekaw, czy je celowo wypuścił (chyba nie, bo to inny David Cerny był).

Sri Chimnoy statue Prague flood ducks
 (c)David M.Cerny/Reuters

W dużej mierze zgodne z tym klimatem było obserwowane podejście Czechów do niektórych własnych zakazów („it’s more like guidelines”). Na przykład taki zakaz fotografowania tu i ówdzie, powtarzany wielokrotnie (z sugestią, że zapłać za prawo fotografowania, często się spotyka w miejscach turystycznych). Na zamku królewskim w jednej z komnat (niewiele w niej było ciekawego) siedziała na krzesełku skrajnie znudzona przewodniczka, miałem wrażenie, że nie przejęłaby się nawet, gdyby ktoś poprosił żeby odsunęła stojący obok niej zakaz fotografowania, bo przeszkadza w dobrym ujęciu (raczej nikt by nie poprosił, bo nie było czego fotografować koło niej). W katedrze w pewnej chwili nie bez zaskoczenia zauważyłem, że cieć kieruje jakieś ostrzegawcze gesty pod adresem fotografującego turysty – ale chodziło mu wyłącznie o zdjęcie czapki, bo to panie kościół i przestrzeń koło ołtarza… (Dla porządku dodajmy, że spotkaliśmy się i z niemiłym przypadkiem przestrzegania zakazu, kiedy w uroczym miejscu na skraju Malej Strany chcieliśmy usiąść przy wystawionych na ulicę stolikach z widokiem na Wełtawę i kategorycznie niemożliwe okazało się przystawienie do stolika trzeciego krzesełka – najwyraźniej mieli pozwolenie na stoliki z tylko dwoma krzesłami i nie życzyli sobie tego pozwolenia stracić, a że stracili klientów…)

Wciąż jednak nie wiem co myśleć o tablicy napotkanej w oknie jednego z lokali na Malej Stranie.

fresh fish frozen frog Prague 2014 whatever

Nie słyną Czesi ani z przyrządzania ryb, ani żab (czy to świeżych, czy mrożonych), ale jak widać – nie za to ich kochamy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s