Hiszpańska pętla z biało-czerwoną kokardką

Ten wyścig nie jest mniej trudny od Tour de France czy Giro d’Italia, ale dużo mniej od nich znany (choć Eurosport transmituje go praktycznie w całości) i wciąż mniej prestiżowy – a że trudno pogodzić efektywne jeżdżenie w jednym sezonie w kilku Wielkich Tourach (tzn. da się, ale wygrać we wszystkich), to i obsada bywa mniej spektakularna.

W tym sezonie oczywiście wszystkie oczy były zwrócone na wracającego po dyskwalifikacji Contadora, który ostatecznie (można tak napisać nie czekając na ostatni etap, bo to jednak tylko etap przyjaźni będzie) ograł swoich dwóch hiszpańskich kolegów nieoczekiwanym atakiem nie w najwyższych górach, ale w znacznie mniejszych, kiedy zadowoleni z siebie rywale założyli, że będzie to tradycyjny czas dla wyścigowych harcowników z odległych miejsc. W sumie na 10 górskich etapów, Rodriguez wygrał 3, Valverde 2, Contador tylko 1 – ale to on zbierze laury jutro w Madrycie.

Ale w sumie nie to było motywacją do napisania tej notki. Na samej górze trwała ostra walka (długi czas uczestniczył w niej rewelacyjny w tym sezonie Chris Froome, drugi w TdF, brązowy medalista z Londynu), a tak tuż za ich plecami, dzielnie stawali Polacy. Póki co, w swoich zespołach pełnią zwykle w takich wyścigach funkcje podrzędne, a tu niemal od początku przeciskali się do przodu, trzymając się w miarę możliwości drugiej dziesiątki. W najlepszym porywie, po 14 etapie Tomasz Marczyński był 11., a Przemysław Niemiec 12., z niewielką w sumie stratą do pierwszej dziesiątki (Marczyński na tym 14 etapie był 9, wcześniej zdarzyło mu się być 4 na innym etapie, ale tuż przed całym peletonem). Niestety, ani się nie udało pozycji poprawić, ani nawet utrzymać, ale ostatecznie miejsca 13 i 15 nie są wiele gorsze, a obaj Polacy weszli de facto w role liderów swoich zespołów (Vacansoleil i Lampre). Niele też wypadł Rafał Majka, który skończy na miejscu 32, pełniąc cały czas przede wszystkim funkcję służebną wobec Contadora. Tych pozostałych dwóch, którzy wyścig przejechali wśród anonimowych pomocników, z nazwiska nie ma co wymieniać, lepiej zaczekać, aż będą mieli okazję błysnąć, a już im się zdarzało.

A ileż się przy tym można naoglądać ślicznych hiszpańskich gór..

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s