Niejeden raz już tu recenzowałem filmy będące adaptacjami powieści, i zwykle podkreślałem, że to właściwie są opowieści na motywach. Było tak i ostatnio w przypadku Małego Księcia, i w przypadku wszystkich tomów Hobbita, ale też i – dawno, dawno temu – w przypadku popełnionego w oparciu o książki Steinbecka filmu „Ulica Nadbrzeżna„.
Natrafiłem wczoraj przypadkiem na informację, że zekranizowano także Steinbeckowy „Autobus do San Juan”. Zelektryzowała mnie informacja, że występowała w niej Joan Collins (znana głównie jako Alexis), a jak jeszcze zobaczyłem, że zagrała Alice Chicoy… po prostu nie mogłem się oprzeć, żeby tego filmu nie obejrzeć, w duchu liczyłem na scenę w której Alexis zatacza się pijana jak bela. Na Youtube film dostępny bez trudu, włączyłem sobie na wieczór. No i oczywiście…
Lista bohaterów jest właściwie ta sama, lecz nie jest to odtworzenie książki toczka w toczkę. Przycięcie tych czy owych wydarzeń (wszyscy pasażerowie tak ot, znienacka przyjeżdżają do Rebels’ Corner) mieści się w granicach adaptacji, ale zupełnie mi nie pasuje obsada. Juan Chicoy jest za młody i za irlandzki (w ogóle nie widać po nim, że jest Meksykaninem, nawet żona mówi o nim „Johnny”, ale też w tamtym czasie Latynos nie uchowałby się w głównej roli). Jayne Mansfield jako Camille… można zrozumieć, że przyciąga wzrok, ale to NIE jest ten sposób, w jaki przyciągała wzrok Camille. Horton wydaje się ciutkę za stary (ale ujdzie), Pritchardowie wydają się w porządku, a Alice… Nie, to zupełnie jest inna Alice niż książkowa, ale – nie ukrywam – wspaniała. Aha, idę oglądać dalej, do momentu w którym się schleje chyba jeszcze spory kawałek (chyba że wycięli).