Cennik – czy na pewno chcesz go znać?

Z pewnego zupełnie błahego powodu zainteresowała mnie cena wody (i ścieków) w mieście Zabrze. Odnalazłem stronę zabrzańskich wodociągów, zacząłem szukać cennika. Po kilku minutach odgadłem, że oczywiście należy w tym celu wybrać „Co i jak załatwić”. Kliknięcie w „Cennik” nie stanowiło jednak banalnego zakończenia, gdyż wtedy okazało się, że „na szybko” to można poznać jedynie  jakże ważne inne opłaty, takie jak koszt godziny pracy koparko-ładowarki (plus VAT) – cena wody natomiast znajduje się w specjalnym pliku zawierającym całą taryfę (tak, jest obowiązek uchwalania takiej). Kolejne kliknięcie w „Cennik do pobrania” przenosi nas, a jakże, do działu „Dział plików”, gdzie już-już na nas czeka wymarzony cennik. Klikamy więc w „Pobierz”, i naszym oczom ukazuje się:

wodociągi zabrze wtf

Nie wiem, z czym można by się było nie zgodzić, ani czym groziłoby Wodociągom, że ktoś by się z taryfą nie zgodził, ale jest faktem, że nie da się ściągnąc aktualnego cennika bez wyrażenia zgody na.. no właśnie, na co?

Ciekawi mnie tylko, czy na ten pomysł wpadł prawnik, czy (raczej) informatyk. W każdym razie, ktoś powinien ich solidarnie wyśmiać i w ten sposób przywołać do rzeczywistości.

Model biznesowy

Serwisy internetowe starają się zarabiać jak mogą – jedne oferują lepsze opcje w zaman za płatne abonamenty, inne żyją z reklam. Dzisiaj zaglądając na jedną ze stron zauważyłem taki oto napis:

X is financed by advertising. Please note that AdBlock users have lower priority.

Bezboleśnie połączyli jeden wariant z drugim:)

Usuń mnie pan z tego interneta

Telefon do dostawcy Internetu.
– Panie, usuń mnie pan z tego interneta.
– To znaczy o co Panu chodzi?
– Ja w wyszukiwarce znalazłem swoje nazwisko, a nie życzę sobie. Tego interneta mam przez was, więc mnie pan stamtąd usuń.
– Proszę Pana, ale w Internecie jest tak dużo różnych stron i informacji, że tam każde nazwisko jakoś można znaleźć. Te informacje mogą być gdziekolwiek na świecie, ja nie mam żadnego wpływu na to, co jest w Internecie.
– To ja poproszę z kierownikiem bo pan jesteś niekompetentny.
– Chwileczkę..
– ..słucham Pana?
– Proszę Panią, Pani pracownik nie chce usunąc mojego nazwiska z tego interneta, jak ja chcę.
– Proszę Pana, my naprawdę nie mamy wpływu na to co jest w Internecie, nawet nazwiska.
– Pani też jest widzę niekompetentna, więc ja wyślę pismo do dyrektora z kopią do prezydium!

Gdybym wymyślił to sam, byłby to tylko kiepski dowcip. Ale ja tylko lekko podrasowałem sytuację „z życia wziętą”, znalezioną na portalu, w ramach odreagowania rzeczywistości (nie twierdzę, że dowcip jest od tego wiele lepszy). Życie to kiepski dowcip? Możliwe. Dzisiaj rano śmiałem się z innej takiej życiowej sytuacji, jak to Ojciec Dyrektor wypatrzył dwie przelatujące kaczki podczas ceremonii sobotnich pogrzebowych w Warszawie, i zastanawiał się, kto i co chciał przez to powiedzieć; gdybym usłyszał to jako dowcip, uznałbym go za strasznie wydumany. John Irving wspominał kiedyś, że wykładając na kursach pisania, skrytykował sytuację opisaną przez uczestnika jako absolutnie nieprawdopodobną, po czym dowiedział się, że nie została ona wymyślona, tylko wiernie opowiedziana. Jak to ujął Irving, „życie trzeba przedstawić w taki sposób, żeby wydawało się prawdziwe – nic nie jest prawdopodobne tylko i wyłącznie na mocy faktu, że się wydarzyło”.

A swoą drogą zastanawiam się, czy dla bohatera historyjki atrakcyjna byłaby usługa antypozycjonowania – sprawienia, że określone słowo czy słowa nie pojawiałyby się w wyszukiwarce.