Dzień Ojca tego roku wypada w sobotę, więc przedszkolne obchody o charakterze zbiorowym zostały zorganizowane z wyprzedzeniem. Ojciec urwał się od innych zajęć, zjawił się karnie, obserwował z rozrzewnieniem zgraję tańczącej, śpiewającej i recytującej dziatwy z Juniorem włącznie (najlepszym, oczywiście), nie zaniedbując przy tym podglądania otoczenia.
Inne Ojce stawiły się może nie w komplecie, ale licznie. Ojciec zerkając na nich pomyślał sobie, że nie jest na zebraniu z okazji ukończenia przez Juniora podstawówki, ale zerówki. Czyli dziatwa była zasadniczo siedmio- (w porywach do sześcio-) -letnia. Oczywiście, różnie się ludziom życie plecie i wiedzie, ale jednak wskaźnik łysinek i siwizn mógł sugerować, że Ojcom bliżej do kryzysu wieku średniego czy wręcz Abrahama, niż do dziarskiego trzydziestolatka. (Sam Ojciec się maskuje, nie widać na nim żeby siwiał, a łysina mu genetycznie nie grozi).
Junior patrzy znacząco na Ojca (czytaj, zakończył jakieś nudne zajęcia). Wybaczcie, ale teraz idźcie już sobie, bo Ojcu wzruszenie nie pozwala ściskać was za gardło.*
*pożyczone, no i co