Stara powódka

O poranku Junior urządza jakąś awanturę przy ubieraniu się (w takich chwilach Rodzice wzdychają za jego młodszą i spokojniejszą wersją sprzed roku czy dwóch). Ojciec stara się łagodnie dociec przyczyn awantury i uzyskać jakąś bardziej precyzyjną odpowiedź niż "bo tak". Junior coś tam odburkuje (poważnie się zeźlił), a w końcu łaskawie na pytanie "dlaczego" odpowiada:
– Bo miał powód.
I po chwili dodaje:
– Stara powódka.

Ojciec nieco skonsternowany nie wie, czy bardziej delektować się strumieniem dziecięcych skojarzeń, czy skląć się w duchu za używanie przy Juniorze terminów zawodowych (są gorsze słowa, a jakże, niemniej w ustach trzyipółlatka..),  ale że dosłownie w takiej wersji raczej żadnemu z Rodziców się nie zdarzyło użyć, z ciekawości pyta:
– A dlaczego stara?
Na co Junior precyzuje sens użytego pojęcia:

– Stara łódź podwodna.

 No ma coś takiego w jakiejś nowej książeczce:)

Konsekwencja

Jedna z ulubionych ostatnio zabaw (bardzo edukacyjna) Juniora polega na rozpoznawaniu pierwszych liter poszczególnych wyrazów. Przy kąpieli Junior zmusza więc Ojca do podsuwania kolejnych słów (najlepiej związanych z kąpielą): gąbka jest na g, kubek jest na k, mydło jest na m, żabka jest na ż, miska jest na m, ośmiorniczka jest na o.. Ojciec, starając się urozmaicić zabawę, w pewnej chwili chce zwrócić uwagę na kolory poszczególnych przedmiotów i (nieco niezdarnie) pyta:
– A jaka jest druga miska? [spodziewając się odpowiedzi „niebieska”].
Ale Junior nie daje się wybić z konwencji i po krótkim namyśle odpowiada:
– Druga miska jest na „2”..

PS. Szkic notki Ojciec pisze asystując Juniorowi przy jedzeniu śniadania i grając zarazem w „o fiatach”. I nagle Junior, zamiast podawać następne modele, rzuca: f jak fiat, f jak fiorino.. Telepata, czy już czyta mi z monitora?:)

Filozoficznie we mgle

Po wyprowadzeniu Psa na poranny spacer, Ojciec zgodnie ze zwyczajowym żądaniem Psa zostawił go w ogródku. Junior patrzy przez okno na Psa w ogródku i monologuje:
– I co ten Pies robi we mgle? Siedzi w ogródku i patrzy w dal..

Nie ma to jak odrobina surrealizmu o świcie:)

Przekora zawsze i wszędzie

 W kościele Junior otrzymuje pieniążek do ręki, żeby wrzucić kościelnemu do koszyka. Ojciec pomaga Juniorowi (trzymając go na rękach) odpowiednio się nachylić nad koszykiem i szepcze:
– No, wrzucaj.
A Junior na to:
– Nie wrzucę.
Ojca ogarnia konsternacja, a Junior nachyla się jeszcze bardziej i delikatnie układa pieniążek na dnie koszyka.

No i rzeczywiście nie wrzucił:)

Ala ma forda

Ojciec należy do tej grupy, która w procesie edukacji zapoznała się z Elementarzem Falskiego i wysoce go sobie ceni (o konkurencyjnej książce dla klasy pierwszej pamięta tylko, że była, i że mu się nie podobała). Żaden inny elementarz nie ma zresztą chyba szansy na zdobycie pozycji legendy, z której cytaty staną się elementem kultury narodowej (bo takich Wielkich Słów można spokojnie użyć w odniesieniu do "Ala ma kota" – chociaż mylnie się uważa, że to zdanie początkowe).

Podobno dziś Elementarza już się nie używa, więc Junior być może się już z nim nie zetknie. Niekoniecznie zresztą będzie potrzebował. W najlepsze ćwiczy umiejętność składania słów z gotowych literek na tablicy magnetycznej i pomocniczo z paru innych zestawów alfabetu. I nie jest dla Rodziców wielkim zaskoczeniem, na jakich słowach ćwiczy. Pierwszym, które przy pomocy Matki poskładał, nie było żadne "mama" ni "tata" (tu Ojciec trochę wzdycha), lecz "HONDA". W ramach ćwiczeń potrafi już prawie całkiem samodzielnie napisać* volkswagen, i to osobno dużymi, a osobno małymi literami. Ma natomiast istotny problem z mercedesem – w zestawie nie ma dostatecznie dużo liter "e":)

Ot, takie signum temporis. Ważne, że się uczy, mniej ważne na czym – Ojcu zawsze opowiadano legendę, że Ojciec się uczył czytać na szyldach sklepowych. Junior nauczy się na markach (i modelach) samochodów. A potem będzie pewnie pisał blog samochodowy:)

Dla porządku: tytułowego zdania Junior jeszcze nie napisał, (pewnie popatrzyłby dziwnie, jaka Ala?) chociaż "Forda" na 99% już tak:)

*w zasadzie poskładać, napisać ręcznie to jeszcze odległa przyszłość 

20 starych szminek

Rodzice czasem zapominają (z własnego dzieciństwa), jak wielka jest potęga dziecięcej wyobraźni i kreatywności. Kiedy bowiem Junior ma sterty nowych zabawek (w końcu Święta tyle co minęły), to nagle postanawia spędzić pół godziny na zabawie pudełkiem z dwudziestką starych szminek (ochronnych), które każe sobie podawać i układa w pudełku lub odkłada na bok wg sobie tylko znanego klucza. Uważna obserwacja pozwala Ojcu na rozszyfrowanie klucza: do pudełka wkłada się szminki z wydrukowaną na denku datą produkcji, odkłada się pozostałe i później robi z nich górną warstwę. Jak to niewiele trzeba, żeby wymyślić zabawę:)

Lodowica

Rodzice wymieniają między sobą uwagi na temat wysłuchanej prognozy pogody, w której istotną rolę odgrywało niesympatyczne zjawisko lodowicy. Junior słucha z uwagą, po czym wyraża swój pogląd na temat lodowicy:

– Lodowica to Mercedes!

Każdy kojarzy po swojemu – Junior co niedzielę obserwuje żółty samochód z firmy sprzedającej lody i inne mrożonki, który przyjeżdża na osiedle. Marki tego samochodu nie muszę dodawać:)

Czy to pies, czy to wóz?

Junior ogląda książkę aktualnie czytaną przez Matkę i zaczyna dopytywać "a o czym to jest?" [tak, tak, Rodzice stanęli przed koniecznością przeżycia ery pytona – i tak się późno zaczęła:)]. Matka cierpliwie odpowiada, że o psie, że o dogu niemieckim..

Ostatnia informacja wzbudza u Juniora burzę myśli, której efektem jest triumfalne:

– A, o Dodge’u niemieckim! 

Co kto lubi:)

dog niemiecki dodge calber