Asynchronizacja

Junior bardzo polubił ostatnio rozmowy telefoniczne z Dziadkiem. Z zapałem opowiada mu, co właśnie robi lub robił, lub zamierza robić. Wczoraj jego zapał był tak duży, że pracowicie opowiedział Dziadkowi o wszystkim, zanim Matka zdążyła uzyskać połączenie telefoniczne z Dziadkiem:) Ech, można to zawsze zwalić na asynchronizację łącz Orange..

Dialog o czasoprzestrzeni


Juniorowi przydarzył się ostatnio mały wypadek i niezbędne było odwiedzenie lekarza celem zbadania nadwyrężonej stopy. Jak zwykle w takich przypadkach, lekarz przeprowadza tzw. wywiad. I jak zwykle przy Juniorze, ma on specyficzny przebieg. Junior chętnie wypowiada się bowiem na swój ulubiony temat samochodów (zaczynając od trzymanego w ręce modelu BMW), a kiedy medyk próbuje nietaktownie zmienić kierunek rozmowy na inny, Junior staje się lakoniczny:
Lekarz: A ile ty masz lat?
Junior: Jutro powiem.. [czyli na święty nigdy]
Lekarz: A gdzie cię boli noga?
Junior: Wczoraj już mówiłem.. [istotnie wypadek miał miejsce dzień wcześniej i Rodzice już o miejsce dolegliwości starannie wypytywali]

Frytki z cukrem

Kiedy Junior bliżej poznał się z frytkami (wiem, niezdrowe, niedobre etc.), po pewnym czasie wymyślił sobie, że będzie je jadł z cukrem. No właśnie – nie po hamerykańsku z ketchupem, nie po holendersku z majonezem (pamiętacie Pulp fiction?:)) , nie po czesku z sosem tatarskim, ale z cukrem (tego nawet Belgowie chyba nie wymyślili). Jak chcecie wiedzieć, jak to smakuje – spróbujcie sami:)

Tym, którym połączenie wydaje się szokujące, daję prosty odpór (będący zresztą jak się zdaje źródłem Juniorowego pomysłu) – to placki ziemniaczane można jeść z cukrem, a frytki ziemniaczane już nie?

Dokładność w ważnych sprawach

Junior spotkał był w tym tygodniu na placu zabaw jakiegoś dzieciaka nieco młodszego od siebie, wciąż mniej rozwiniętego, w tym w zakresie poprawności mowy w ogólności oraz w zakresie wiedzy o samochodach w szczególności. Bawili się całkiem nieźle, jedynie co jakiś czas harmonię zakłócały dialogi o mniej więcej takiej (przykładowej) treści:

Młodziak: – O, auto jedzie!
Junior (patrząc uważnie): – Scenic jedzie.
Młodziak (z podziwem): – Tenik jedzie!
Junior (ze złością): – Nie, nie, nie! Nie ma czegoś takiego jak Tenik, Scenic jedzie!

To się nazywa obrona wartości:-D
(w innych przypadkach Junior – jak ma nastrój – bawi się w najlepsze przekręcając słowa świadomie). Ech:)

Rozmowny

W sobotnie popołudnie Ojciec zabrał się za mycie samochodów. Rzecz jasna nie mogło się obejść bez pomocy Juniora. Zasuwamy więc ze szmatami w rękach, kiedy na podwórku pojawiają się jakieś dzieci (później zidentyfikowane jako rodzina na gościnnych występach u sąsiadów), dziewczynka od Juniora starsza, chłopiec chyba młodszy. Junior spogląda na gości i nie przerywając pocierania felgi znienacka zaczyna informować:
– Umyłem już tablicę rejestracyjną w Matizie, a teraz muszę umyć koła…
Po czym, starając się być gościnnym, dodaje wskazując ręką na ogródek:
-… a pies jest tam.
[Nasz Pies istotnie jest obiektem rozmaitych wycieczek okolicznej dziatwy, które lubi zarówno z racji swej towarzyskiej natury, jak i z racji przynoszonych mu darów, chyba tylko słoń w zoo jets mniej dokarmiany:)]

Rozmowne się dziecię zrobiło:) 

Osioł na rowerze

Początki jazdy na rowerze bywają trudne. O tylu rzeczach naraz trzeba pamiętać – żeby kierownicę prosto trzymać, żeby patrzeć gdzie się jedzie, żeby pedałami równo i stale kręcić.. I wyobraźcie sobie teraz takiego początkującego rowerzystę, który na dodatek upiera się , że będzie jechał nie kręcąc pedałami.
Tak, właśnie. Junior uczy się jeździć. A że jest uparty jak ten osioł czy wręcz muł (po kim to?? są podejrzenia:)), to bardziej się skupia na opracowaniu alternatywnej techniki napędu, niż na opanowaniu tej konwencjonalnej:)

Osioł uparty jest, choć słodki

Kalendarzowy terminator

Dzieci w procesie edukacji (na każdym etapie, nawet na tych przedprzedszkolnych) miewają różne pomysły i upodobania. Junior ostatnio opanowywał (z dużą radością i inicjatywą) operowanie kalendarzem. Najpierw nauczył się dni tygodnia, potem miesięcy. Ponieważ liczenie od dawna przychodzi mu nieźle, w tej chwili jego pierwsze słowa o poranku to najczęściej:
– Dziś dwudziesty dziewiąty marzec! [adekwatnie do daty]
po czym biegnie do drugiego pokoju i żąda przestawienia datownika na kalendarzu biurowym. O nieustającym odpowiadaniu na pytania "A kto ma urodziny w danym miesiącu.." Ojciec już nawet nie wspomina. Normalnie można sprzedać kalendarz, Junior go zastąpi:)

Naklejkoman

Ojciec rozpakowuje zakupy, które Junior z Matką przywieźli z marketu. Pewne zdziwienie Ojca budzą pomarańcze, całe oklejone małymi kolorowymi naklejkami (tak że wyglądają jak kuliste słupy ogłoszeniowe), zwłaszcza  że na niektórych naklejkach pisze "grapefruit".  Na nieme pytanie Ojca, Matka niespeszona odpowiada, że pomarańcze były bez naklejek, więc Junior musiał ich trochę poprzeklejać (żeby mieć co w domu wklejać do książeczki obok naklejek z bananów czy pomidorów).

Hmm. To się nazywa pasja:) 

Nosorożec z rogami

Junior przychodzi do Ojca, żeby się pochwalić popełnionym właśnie rysunkiem (wreszcie to, co rysuje, przestało przypominać prace Jacksona Pollocka). Ojciec patrzy, chwali, i pyta taktownie:
– A co to narysowałeś?
A Junior odpowiada:
– To jest krowa, tylko wygląda jak nosorożec..

Istotnie, krowy nie mają zwykle rogu na nosie, a nosorożce – rogów na głowie:)

Magiczny rower

Junior na zakupach w markecie z dużą uwagą obserwuje wystawione w promocji rowery. Jest ich dużo, stoją nie dość że w długim rzędzie, to jeszcze piętrami. Po namyśle Junior stwierdza:

– O, rower nauczył się latać..