Łososiowa śmieciarka

Nie bez zdziwienia słucha Ojciec o poranku zabawy Juniora z Matką, będącej kolejną mutacją zabawy „o Oplach„. Tym razem uczestnicy licytują.. kolory śmieciarek. A więc śmieciarka zielona, czerwona, niebieska, żółta, różowa, fioletowa, granatowa.. Ojciec wymiękł, kiedy usłyszał tytułową łososiową:)

Ojciec rozumie, że każda forma edukacji przez zabawę jest pozytywna, zwłaszcza jak jest kreatywna. Ojciec pojmuje zamiłowanie Juniora do śmieciarek, jako było nie było rodzaju samochodów:) Ale Ojciec raczej zaprotestuje, jeżeli pojawią się plany tworzenia kolekcji śmieciarek, nawet różnokolorowych.

Siła autorytetu

Wielokrotnie na spacerach Junior przechodził koło rozmaitych placów budowy, na których robotnicy wygłaszali łacińskie sentencje o krzywiźnie zakrętu lub ody do cór Koryntu. I pomimo że Junior potrafi chłonąć zasłyszane zdania jak gąbka, nigdy tego w domu nie powtarzał. Ale kiedy odwiedziła go Ulubiona Kuzynka, starsza nieco, i wypsnęło się jej „o kurde”, to powtarza jak najęty.
Można by to uznać za przypadek, ale w niedługim odstępie zasłyszałem dwie podobne opowieści. Chrześniak mój również wielokrotnie miał kontakt słuchowy z łaciną robociarską, ale kiedy pierwszy raz użył brzydkiego słowa, to wyglądało (z okoliczności), jakby powtórzył coś przypadkiem zasłyszanego od bliskich. A i dzieciak znajomego, powtórzył „o fak”, jak mawia jego ojciec, kiedy mu się wydaje, że dziecko nie słyszy:)
Jednak dla dziecka ma znaczenie, od kogo co usłyszy. Przynajmniej dla czterolatka.

Po co są te góry

Czeski Raj (Český ráj) to górki całkiem nieduże, jeśli spojrzeć na wysokości bezwzględne (acz całkiem solidne, jeśli patrzeć na nachylenia). Całkiem to dobre miejsce, żeby Juniora zacząć uczyć jednej z podstawowych umiejętności pozacywilizacyjnych, czyli chodzenia po górach. Zabrali więc Rodzice Juniora i Psa (Pies tylko do kompletu, on już potrafi chodzić po górach – brak pewności czy polubił, ale jakoś nikt nie zwraca na to uwagi) na popołudniowy spacer na górkę zwieszającą się tuż ponad domem. Zachęcając Juniora na rozliczne sposoby („patrz jaka fajna wielka skała! patrz jaka fajna inna wielka skała! patrz jak tu stromo, tylko nie podchodź! patrz jakie fajne szyszki! patrz jakie…”) Rodzice & Company w końcu wydrapują się na nieoznakowaną, acz efektowną grupę skał.

Czeski Raj

Junior spogląda i konkluduje:
– No, tu to jest wysoko, nie wejdzie żaden lew ani tygrys!
Te dziecięce skojarzenia, to je ono:)

Wszechobecna pleśń

Junior przyjął ostatnio manierę dość protestacyjną, a w każdym razie można to nazwać „konsekwentnymi próbami przeforsowania swojego stanowiska”. Jednym z niezmiernie interesujących argumentów w tej kampanii, jest odwoływanie się do zjawiska biologicznego, najczęściej uznawanego za niekorzystne (chociaż miłośnicy serów dojrzewających mają na ten temat pogląd odmienny). W zależności więc od tego, co się Juniorowi akurat nie podoba, można więc usłyszeć nie tylko, że „te kanapki są zapleśniałe”, ale także „te skarpetki są zapleśniałe”, czy nawet „to krzesło jest zapleśniałe” (nie spisywałem, niestety, wszystkich ładnych kwiatków, bo może wybór byłby jeszcze ładniejszy, a może i bardziej abstrakcyjny). Cóż, pozostaje przyjąć, że dzięki takim rozległym kontaktom z pleśnią w młodym wieku, Junior będzie bardziej na nią odporny w przyszłości:)
Camemberta w każdym razie jeszcze się nie odważył spróbować. Więcej dla Rodziców:)

 

Siadanki

Dzisiaj Junior strzela do Rodziców pytaniem:
– A z czego są siadanki?

Po namyśle Matka pyta o kolor „siadanek”. Odpowiedź jakoś ją naprowadza na właściwy trop. Juniorowi chodziło o ławki, na których siedziały dzieci w ogłądanej właśnie bajce:)
I znowu cieszy, ta kreatywność językowa.

Nowe święto

Niewątpliwie Juniorzym prawem (ba, może nawet obowiązkiem?) jest chłonięcie otaczającego go świata i przetwarzanie go zgodnie z Juniorzym rozumem. Ostatnio Rodzice wysłuchali rozważań nt. dni świątecznych, w których  pojawiło się w końcu pytanie:
– A kiedy jest święto bociana?
Ojciec już-już zaczynał w swym naiwnym umyśle poszukiwać czegoś nt. bocianich sejmików na świętego Bartłomieja, gdy w dalszym ciągu rozważań pojawiła się wskazówka:
– Przedwczoraj było święto bociana..

Pojęcie „Boże Ciało” na razie dla Juniora jest zupełnie niezrozumiałe. Wyciągnął więc z niego ukrytą treść (BOżeCIAło..) i zinterpretował po swojemu:D Ale co tam, bocianów nigdy dość..

bociany na gnieździe

Koniec konserwatyzmu

W ubiegłym roku Junior był niezmiernie konserwatywny, jeżeli idzie o jedzenie – przekonanie go do zjedzenia czegokolwiek nowego graniczyło z cudem. Smutek Rodziców budziło w szczególności nastawienie Juniora do owoców – jak lato długie i ciepłe, Junior akceptował niemal wyłącznie poziomki i jeżyny (a i to z zastrzeżeniem, że uczestniczył w zbieraniu, z własnych grządek lub okolicznych krzewów); jeżeli nawet odważył się spróbować czegoś innego, na drugi raz przeważnie krzywił się na samo wspomnienie.
W tym roku Junior porzucił jednak tę konserwatywną manierę i z pewnym takim zaciekawieniem próbuje róznych nowych rzeczy. Zaczął od podjadania Rodzicom jabłka, później wypatrzył w hipermarkecie koktajlowe pomidorki, a od kilku dni zażera się truskawkami i próbuje ogórków małosolnych (o produktach nieowocowych i niewarzywnych nie wspomnę, bo miejsca by brakło;)). Oby tak dalej, Dzieciaku:)

PS. Tych, którzy po tytule spodziewali się jakiejś filipiki ekonomiczno-politycznej, zapraszam innym razem, choć nie gwarantuję, że na ten sam temat będzie:)

Grunt to konsekwencja


Spośród różnych nauk wpajanych przez Rodziców, udało się Juniorowi przyswoić między innymi tę, że na łóżko pod zdjęciu narzuty nie wchodzi się w laciach. Dziś Ojciec stwierdził empirycznie, że Junior stosuje się do tej zasady nawet – można rzec – nadgorliwie:) Zdarzyło się bowiem, że w ciągu dnia Junior lacie zamoczył. Jako że jedne tylko posiada, a od posadzki nieco ciągnie, został zobowiązany do ubrania na nogi dodatkowych ciepłych skarpet. I kiedy szykował sobie wieczorem łóżko do snu, po zdjęciu narzuty nie wszedł na łóżko, póki nie rozstał się z tymi ciepłymi skarpetami, traktując je jako równoprawne laciom:)
Mała rzecz, a zawsze cieszy.

Cukierki zwierzęce

Junior wdał się w dialog o asortymencie cukierków. Matka cierpliwie opowiada więc o miętówkach i krówkach, dropsach i żelkach, i.. (lista długa mogłaby być jeszcze), gdy Junior przerywa znienacka pytaniem:
– A koniki?

Ojciec pierwszy parsknął śmiechem:)
 

Też mi sen

Junior obudził się ostatnio w nocy z wielkim wrzaskiem. Indagowany na okoliczność przyczyny, zeznaje dość mętnie. Zapytany wreszcie, czy coś mu się śniło (niedobrego), odpowiada z lekką obrazą:
– Nic, tylko Daewoo..

Rano w końcu doszliśmy do przyczyny, ale pisać hadko:)