Język polski zasadniczo nie ma osobnych słów na luck i happiness, a w tę niedzielę Robert miał wiele i jednego, i drugiego. Nic nie ujmując jego znakomitej jeździe, trzeba pamiętać, że zasadniczy wpływ na ten sukces miało zdarzenie rodem z zatłoczonego centrum miasta. Nie wiadomo, czy sprawca tego zdarzenia był bardziej wściekły na rozwój wydarzeń (po neutralizacji i pitstopie z pierwszego miejsca spadał na trzecie, licząc tylko czołówkę), czy rozkojarzony swoimi ostatnimi podrywami;), ale na pewno mu ten manewr zostanie zapamiętany. Przez nas raczej dobrze:-D
A przy okazji przypomniała mi się anegdota, którą opowiedział mi kiedyś Airborell. Otóż swego czasu (jeszcze w latach 80-tych), kiedy jeszcze McLareny jeździły pomalowane w czerwień i biel, TVP przeprowadzała okazjonalną transmisję z któregoś wyścigu. Po starcie komentator mający o tym sporcie pewne pojęcie z wypiekami komentował walkę o pierwszy zakręt, by wykrzyknąć w końcu "I jako pierwsze wjeżdża biało-czerwone auto.." Na co nie wytrzymał niezawodny Redaktor Szaranowicz rycząc: "Polak! Polak!". Czy ktoś kiedyś wierzył, że takie słowa mogą okazać się prawdziwe?