Szaleństwa Pani Fortuny, czyli koniec sezonu 2008

No i stało się tak jak przewidywałem, a dokładnie przeciwnie, niż kibicowałem: LH mistrzem, Robert czwarty, a Force India bez punktów:) chociaż Fisichella na wczesnych okrążeniach zachowywał się, jakby za chwilę miał pozbawić LH mistrzostwa (przez jakieś trzy-cztery okrążenia).

Ale Pani Fortuna wspięła się na wyżyny swoich możliwości. Układała te klocki pomału, pomału, przysparzając nam kolejnych emocji, by skończyć wielkim finałem, czyli rozstrzygnięciem sezonu na ostatnich 400 metrach, kiedy Massa i cała Brazylia świętowali już wielki triumf. Glock już jest oskarżany, że "przepuścił" McLarena, choć nie musiał (ja sie na ten temat nie wypowiadam). Ja widzę w tym tylko szampańską zabawę utajonej Wielkiej Pani Reżyser:)

Sezon się skończył, może jeszcze coś skrobnę do tematu, ale zasadniczo żegnamy do wiosny:)

Brazylijski finał sezonu

Zaczyna się najważniejszy weekend sezonu Formuły 1 – ten, który przyniesie rozstrzygnięcia. Media już zdążyły na dziesiątą stronę przemaglować, co komu jest potrzebne i do czego, więc nie będę tego powtarzał, Skupię się na tym, jak potencjalnie cele poszczególnych drużyn mogą zostać osiągnięte, patrząc na atmosferę przed Interlagos.

A ta gęstnieje. Mieliśmy już deklaracje, kto komu zamierza "pomagać". Eddie Jordan doradza LH, żeby ten "urwał Massie koło", jeżeli zostanie zaatakowany. Zastanówmy się więc: jeżeli Massa ma zdobyć tytuł, to najlepiej dla niego byłoby, żeby LH nie dojechał do mety (w zeszłym roku gonił z końca stawki i był tuż-tuż). Może się zdarzyć defekt, może LH przeszarżować (chociaż rzadko mu się to zdarza) – ale też ktoś może LH "pomóc" nie dojechać (jakoś instynktownie palec obraca się w kierunku Davida Coultharda, gdyby oczywiście miał szansę jechać gdzieś w okolicy lidera cyklu:)). Analogicznie też najlepiej dla McLarena byłoby, gdyby Massa nie dojechał (chociaż wystarczy, żeby znalazł się na końcu stawki i raczej nie będzie w stanie nadrobić straty, tak moim skromnym zdaniem). Wszystko to sugeruje, że może dojść do próby jakichś nieczystych manewrów. Włącznie z tym, że w pierwszym zakręcie LH może nie odpuścić Massie (kolizja bardziej zaszkodziłaby Brazylijczykowi). Przesadzam? Ależ skąd. Historia F1 zna takie przypadki. Sam tylko Schumacher dwukrotnie uczestniczył w takich kolizjach w ostatnim wyścigu sezonu, zderzając się z rywalem, nad którym miał punkt przewagi. Jacques Villeneuve wyprzedził go wtedy w 1997, ale Damon Hill w 1994 roku nie dał rady (co zresztą jest jednym z powodów, dla których MiSchu nie cieszy się moją sympatią). A wielki Ayrton Senna otwarcie przyznawał, że w 1990 roku w Japonii wjechał w pierwszym zakręcie w Ferrari Alaina Prosta..

Życzmy więc sobie przede wszystkim jazdy fair, aby o wynikach sezonu nie decydowali stewardzi!

A ja kibicuję Massie, Robertowi i  Force India:) chociaż przeczuwam, że mistrzem zostanie LH.

Nie ścinaj

Co prawda emocje po GP Belgii już dawno opadły, ale skutki starcia LH-Raikkonnen w dalszym ciągu na pierwszym planie – w końcu gdyby ne decyzja stewardów o karze dla LH, to dziś już byłby mistrzem świata. A tak mamy walkę aż do końca.

Co do samego starcia – jak dla mnie w sedno sprawy trafił Robert, kiedy powiedział (przytaczam z pamięci), że trzeba spojrzeć, jakby się zachował LH, gdyby w miejscu szykany była przeszkoda. Otóz wtedy miałby do wyboru albo zakończyć wyścig na przeszkodzie (lub na Raikkonnenie), albo wykonać ostre dohamowanie (pomjam, czy nie skończyłoby się ono bączkiem). Skutkiem dohamowania byłaby znacznie niższa prędkość, niż ta, z którą Raikkonnen pokonywał szykanę po lepszym torze jazdy, a jednocześnie – o czym nie można zapominać – konieczność przejechania szykany bardzo niekorzystnym torem, takim głębokim "S". W rezultacie na wyjściu z szykany, LH byłby daleko za Raikkonnenem i praktycznie nie miałby szans zbliżyć się do niego przed następnym zakrętem, na tyle, żeby marzyć o skutecznym ataku. I tu jest właśnie rzeczywisty zysk wynikający ze ścięcia szykany. Dlatego decyzję stewardów uważam za słuszną.

Tak na marginesie, gdyby nie ten manewr, to LH połknąłby Raikkonnena z okrążenie dalej, i nie dałby za darmo dodatkowych punktów Massie..

Zalety klasyfikacji Ecclestone’a

Tytuł jest raczej przewrotny i nie dowodzi mojego nagłego nawrócenia się na tę ideę🙂 Kiedy jednak patrzę na sytuację przed ostatnim wyścigiem sezonu i czytam, że McLaren zapowiada defensywną taktykę "byle dojechać w piątce" (bo szóste miejsce, przy zwycięstwie Massy, czyli w warunkach równości punktów, daje tytuł Ferrari!). Spoglądam więc na klasyfikację Ecclestone (tylko dwóch pierwszych zawodników) i co widzę?

Hamilton  5 3
Massa 5 2 2

(liczby oznaczają oczywiście liczbę miejsc pierwszych, drugich i trzecich)

Gdyby więc teraz o końcowej kolejności decydowała klasyfikacja Ecclestone, to strategia defensywna byłaby samobójcza – LH musiałby bezpośrednio walczyć z Massą o zwycięstwo (lub drugie miejsce, gdyby wygrać miał ktoś spoza duetu). Wtedy by się działo:)

Aha – gdyby ktoś pytał, czy Massie nie wystarczy trzecie miejsce: nie, nawet gdyby LH nie skończył. Mając po tyle samo miejsc na pudle, decydowałyby te odleglejsze. LH był dwa razy piąty, a Massa tylko raz:)

Oczywiście, opisana sytuacja nie sprawia, że klasyfikacja Ecclestone jest lepsza – ot, akurat się ułożyło. Poza tym, walkę o tytuł mógłby rozstrzygnąć jeden "manewr Schumachera".. Ale o tym jeszcze w osobnej notce:)

 

Point de reveries, messieurs!

"Żadnych mrzonek, panowie" – tymi słowami car Aleksander II rozwiał w 1856 roku nadzieje polskiej delegacji na przywrócenie niepodległości Królestwu Polskiemu. Te same słowa można dziś skierować do wszystkich, którzy liczyli na tytuł mistrzowski Roberta Kubicy. Ja sobie szczególnych nadziei nie robiłem, bo strata była duża, a różnica w samochodach niestety na niekorzyść, ale mam wrażenie, że duża część kubicomanów już-już widziała te nagłówki "Polak mistrzem świata".

Można zapytać, czy teraz Robert już może luźno podejść do GP Brazylii? Otóż oczywiście nie, bo z jednej strony będzie bronił swojego trzeciego – w końcu medalowego:) – miejsca w klasyfikacji generalnej przed Raikkonnenem (chociaż kto pamięta trzecich zawodników w końcowych klasyfikacjach? chyba tylko dziennikarze, którzy nie mogą się pochwalić kimś na miejscu pierwszym), nad którym ma sześć punktów przewagi. Oraz, co może nawet bardziej ambitne – zespół nadal może walczyć o drugie miejsce w klasyfikacji konstruktorów. Jest to bardzo trudne, ale nie niemożliwe. Muszą przegonić McLarena o 11 punktów, a jeżeli będziemy pamiętać, że słaby wynik LH jest jedyną szansą Massy na tytuł w tym roku, to nie wydaje się to wcale takie absurdalne. Oczywiście, wcale nie będzie BMW łatwo zdobyć nawet 11 punktów, a co dopiero o 11 więcej niż kto inny:) ale też Interlagos ma inną charakterystykę niż ostatnie dwa tory, i możliwe, że BMW będzie tam silniejsze. A poza tym sytuacja wokół kandydatów do tytułu indywidualnego jest taka, że nic nie jest niemożliwe, ale o tym w osobnej notce.

Ciekawostki statystyczne

Robert Kubica jest nie tylko najczęściej punktującym zawodnikiem (13 razy w 16 wyścigach), ale też jedynym w tegorocznym cyklu, który zajął wszystkie możliwe punktowane miejsca, od 1 do 8.

Jedynym zawodnikiem, który zdobyl punkty we wszystkich ostatnich pięciu wyścigach, jest Sebastian Vettel.

Biedny Adrian Sutil od dwunastu wyścigów probuje przegonić w klasyfikacji niejeżdżącego już Takumę Sato. Pomyśleć, że wystarczy mu do tego zajęcie jednego jedynego jedenastego miejsca. Kibicujmy chłopakowi, w końcu gdyby nie pechowy dla niego incydent na Monaco.. A w ogóle to chyba będę kibicował Force India w tych ostatnich wyścigach, w końcu są bez punktu.

 

Radość, lecz bez hurraoptymizmu

Cóż, co będę ukrywał – nie wstałem na GP Japonii:) Kiedy przed wyprowadzeniem psa zerknąłem na chwilę na transmisję, aż mnie zatkało – natychmiast pomyślałem, że chyba musiała być neutralizacja, potem dopiero przeczytałem opisy i zobaczyłem na Youtube start i parę innych smaczków. Fajnie, choć Renault lepiej pokombinowało z dopasowaniem strategii do rozwoju wydarzeń.

W tej chwili wszyscy się podniecają szansami Roberta na tytuł. Kto by nie chciał:) ale ja nadal podtrzymuję, co napisałem po poprzednim wyścigu – że zadecydować może kaprys Pani Fortuny. W zeszłym roku bawiła się z nami do samego końca (przecież koniec końców decydowały pojedyncze miejsca w ostatnim wyścigu, a McLaren tropił temperaturę paliwa w BMW szukając szansy na tytuł). Na razie zamroczyła LH, który powinien był się trzymac tuż za Massą, zamiast próbować go atakować na chama. Jak mu tego dobrze nie wytłumaczą, to może być zabawnie;) A przecież, żeby rozwiać jakiekolwiek ( i tak niewielkie) szanse Roberta, LH wystarczy jedno drugie miejsce w ostatnich dwóch wyścigach. Dlatego dla mnie o tytuł walczą już tylko dwaj kierowcy, ale niechże będę złym prorokiem:)

Fernando! Fernando!

Wielkie gratulacje dla mistrza za pierwsze zwycięstwo w tym sezonie! (konsekwentnie uważam, że gdyby w zeszłym roku McLaren grał fair wobec swojego lidera, to Fernando i McLaren mieliby tytuł mistrzowski, a tak mają tylko efekt psa ogrodnika) Tym to dla niego ważniejsze, że choć w dotychczasowych 14 wyścigach Fernando punktował aż 8 razy, i był najlepszym kierowcą spoza Wielkiej Trójki Zespołów (czyli z drugiej ligi bolidów), to ani razu nie był na podium, a jego partnerzę z zespołu dzięki dzikiemu fuksowi – było.
Oczywiście, trzeba pamiętać, że Fernando miał wiele szczęścia, osiągając dzisiejszy wynik, ale uczciwie przyznajmy, że w tym roku wszyscy zwycięzcy poza Massą, Raikkonnenem i Hamiltonem potrzebowali bardzo szczęśliwych zbiegów okoliczności, żeby wygrać.
I właśnie szczęście jest kluczowym słowem w końcówce sezonu. To, czy LH obroni się przed Massą, czy też zostanie przez niego przegoniony, zależeć będzie w głównej mierze od tego, jak Fortuna w ostatnich trzech wyścigach rozdawać będzie karty z napisem defekt, neutralizacja, pogoda i ..pech.

Refleksje prawie regulaminowe

Kilka miesięcy temu napisałem, że w klasyfikacji Ecclestone’a każda decyzja stewardów może mieć istotne znaczenie dla końcowej klasyfikacji.

Najlepszy przykład mamy teraz. Gdyby cykl wyścigów miał się zakończyć na Monzy, a wyniki ustalano wg klasyfikacji Ecclestone’a, to decyzja stewardów ze Spa decydowałaby o tytule mistrzowskim. Po decyzji mamy bowiem wyniki:
Massa 5-1-2
LH 4-2-2
(reszta pomijalna)

Gdyby zaś decyzji nie wydano, to wyniki byłyby:
LH 5-2-1
Massa 4-2-2

Trzebaż więcej? 

A o samej decyzji napiszę innym razem. 

 

Zaległe klasyfikacje alternatywne

Już jutro powrót F1 i GP Europy w Walencji (Kubica z trzeciego pola!), a tu na skutek urlopu, Pekinu i innych nieszczęść:) kosmiczne zaległości w klasyfikacjach alternatywnych (przy czym "klasyfikację Bartoszcze" chwilowo odpuszczam).

W ścisłej czołówce układ jest w tej chwili taki, że żaden sposób zliczania punktów nie byłby chyba w stanie podważyć pierwszeństwa LH, ale na dalszych miejscach zaraz widać, jak system "medalowy" Ecclestone’a premiuje jednorazowe wyskoki (często przypadkowe) nad regularnością. Raikkonnen przegrywa z Massą, Heidfeld z Kovalainenem, ale oni idą dosyć równo. Jarno Trulli, siódme miejsce w oficjalnej (świetny sezon ma Włoch BTW), z siedmioma wyścigami punktowanymi, przegrywa z mającymi dwa po punktowane miejsca Glockiem (temu świetnie podpasował Hungaroring) i zwłaszcza Piquetem, który na Nurburgringu miał fuksa roku. Zaciekle goniący za czołówką Alonso i Webber (po sześć miejsc punktowanych) spadają za efemerycznych Barrichello, Rosberga i zwłaszcza Coultharda, zbierającego profity jedynie z jakże pamiętnego dla nas GP Kanady. Samo zaś liderowanie Roberta w klasyfikacji Ecclestone’a byłoby nie do pomyślenia, bo nawet po GP Kanady Robert miał tylko jedno zwycięstwo, a Raikkonnen, Massa i LH – po dwa.

Teraz poglądowa tabela, tym razem aż dla pierwszej piętnastki:)
(w kolejności: miejsce wg Ecclestone’a, nazwisko, pięć najlepszych wyników w sezonie, aktualne miejsce w oficjalnej)

1 Hamilton 1,1,1,1,2 1
2 Massa 1,1,1,2,3 3
3 Raikkonnen 1,1,2,2,3 2
4 Kubica 1,2,2,3,4 4
5 Kovalainen 1,3,4,5,5 6
6 Heidfeld 2,2,2,4,4, 5
7 Glock 2,4,9,10,11 10
8 Piquet 2,6,7,11,12 11
9 Trulli 3,4,6,6,7 7
10 Barrichello 3,6,7,11,13 12
11 Rosberg 3,8,8,9,10 13
12 Coulthard 3,9,9,9,11 15
13 Alonso 4,4,6,6,8 8
14 Webber 4,5,6,6,7 9
15 Vettel 5,8,8,12,17 16

Szerszy przegląd wyników daje nam dodatkowe odkrycie – Robert wraz z Raikkonnenem są najrówniej w tym roku jeżdżącymi kierowcami (po 9 punktowanych wyścigów na 11 rozegranych), O Robercie można wręcz powiedzieć, że jeżeli tylko dojeżdża do mety, to przywozi punkty (chociaż Raikkonnen z Australii przywiózł punkty, mimo że nie dojechał:)). Ale cóż, lider ma więcej zwycięstw, choć i znacznie więcej dalekich miejsc. I tu wracamy do clou problemu – co jest w sumie ważniejsze, regularność czy poszczególne maksima (w tym miejsca na podium)? Przypominam o tym, bo w kontekście Igrzysk Olimpijskich analogiczne pytanie postawił Airborell.