październik

Pogoda w ostatnim tygodniu była iście… kwietniowa, z przeplatanką złotej polskiej, zwykłych deszczyków, najgorszej szarugi i dość paskudnego wiatru (tylko zimy na szczęście brakowało). 

I aż zaskakujące że jeszcze nie nadeszły jesienne mgły (ale przy takim wietrze to mgła nie ma szans).

Zatem jesienna, październikowa mgła sprzed paru lat.

jesień październik mgła Katowice

Blogtober

Dziwne słowo w tytule, prawda? Sam wymyśliłem. Jest to na podobieństwo słowa „inktober”, które poznałem w tym miesiącu, a które oznacza akcję (zapomniałem lub nie zapamiętałem czy ma to jakiś podtekst) polegającą na tym, że grafik codziennie rysuje obrazek (i publikuje, chyba, pamięć coraz słabsza do rzeczy mało istotnych przynajmniej). Oczywiście nazwa pochodzi z angielska, że niby ink+october (tak naprawdę to sam to sobie dośpiewałem).

Jak już zauważyłem taką akcję (oczywiście natychmiast sobie pomyślałem, że grafikiem nie jestem, a raczej antygrafikiem, więc…), to później zajrzałem sobie na blogaska i uświadomiłem sobie, że w tym miesiącu w ciągu dwóch dni napisałem dwie notki, obie w zasadzie nieplanowane, i zadałem sobie zaskakujące pytanie: „a co gdybym w tym miesiącu codziennie pisał jedną notkę”? Nazwa dorobiła się sama…

Możecie obstawiać, czy wytrzymam. To tylko i aż miesiąc.

 

Pytania na trzeźwo

Czytam w Wyborczej, że WHO zaleca nam podjęcie działań w celu ograniczenia spożycia alkoholu (między innymi przez podniesienie cen, ograniczenie reklam i zmniejszenie dostępności, w szczególności przez wyeliminowanie jego sprzedaży na stacjach benzynowych). Zalecenia jak zalecenia, przeżyję, niemniej pojawiające się w tekście argumenty natychmiast nasunęły mi pewne pytania, które wyłuszczę poniżej:

Skoro istnieje zależność (stwierdzona w Los Angeles i Nowym Orleanie) pomiędzy ilością sklepów z alkoholem a przemocą i chorobami wenerycznymi, to czy mamy w Polsce plagę napadów (nie wyjaśniono co prawda, czy chodzi o napady ogółem, napady pod wpływem alkoholu czy napady na punkty z alkoholem) oraz czy mamy wysoki poziom zachorowań na choroby weneryczne?

Skoro istnieje zależność między reklamami piwa i wzrostem spożycia piwa (o jedną czwartą w ciągu dekady), to czy spowodowało to wzrost spożycia alkoholu ogółem?

Skoro zakaz reklamy alkoholu obowiązuje m.in. w Rosji, na Litwie i Ukrainie, to czy w państwach tych nastąpił spadek spożycia alkoholu? (tekst zawiera wskazówkę poziom spożycia w Rosji jest analogiczny jak u nas)

Czy istnieje zależność pomiędzy zakazem reklamy alkoholu a wskaźnikiem samobójstw? (w Rosji, na Litwie i Ukrainie jest on wyższy niż w Polsce)

Na większość pytań zapewne odpowiedź da się wyguglać (nie chce mi się na trzeźwo), nie spodziewam się żeby brał takie niuanse pod uwagę. Podziwiam schematyczność myślenia (w polskiej kulturze picia przemyt, bimbrownictwo i meliniarstwo są wystarczająco mocno osadzone, i proponowane środki tego nie zmienią), niemniej nie umiem się powstrzymać przed jeszcze jednym pytaniem:

Skoro za ograniczeniem picia alkoholu są organizacja międzynarodowa oraz biskupi, to jaką narrację zbudują przeciwnicy ograniczeń?

Klęski żywiołowe

Patrzymy z zapartym tchem, jak przez Morze Karaibskie idzie huragan Irma. Już pobił ileś tam rekordów siły, już spustoszył niejedną wyspę, teraz wkracza na Florydę. Są zdjęcia i filmiki jak się woda podnosi, jak wiatr wszystkim miota, są słowa otuchy i modlitwy (co przed lub w trakcie) i próby pomocy (dla tych co już po). Jest pewna ulga, że idący za ulgą huragan Jose postanowił się wyszumieć na oceanie i nie dobijać spustoszonych przez Irmę wysp.

I kiedy tak patrzymy na tę Florydę i okolicy, to uświadamiam sobie, że dwa tygodnie temu podobnie patrzyliśmy na Teksas, kiedy wiatr, deszcze i powodzie atakowały okolice Houston. I zaczynam się zastanawiać, ilu z tych patrzących na Florydę i okolice pamięta o tych z Teksasu, o ich tysiącach zalanych domów, które teraz ktoś pewnie próbuje osuszać i remontować, żeby zdążyć przed może nierychłą, ale nieuchronną zimą (nawet poszukałem sobie dziś stron lokalnych gazet z Houston, żeby się zorientować co tam się pisze). 

I wtedy sobie przypomniałem, że kiedy wczytywaliśmy się w newsy z Teksasu o rekordowych opadach i pojawiających się ofiarach śmiertelnych, to gdzieś zupełnie na skraju strumienia wiadomości migały doniesienia o gigantycznych powodziach w Indiach i Bangladeszu. Może przechodziły niezauważone bo monsuny to nie huragany, a może dlatego, że kogo tam obchodzi Trzeci czy któryś tam Świat w porównaniu do tak cywilizowanych (choć równie obcych) Stanów Zjednoczonych. Przypomniały się Herberta o arytmetyce współczucia

Tymczasem gdzie indziej na świecie w Kalifornii pożary lasów, potężne trzęsienie ziemi u wybrzeży Meksyku zabiło kilkadziesiąt osób (gdyby było bliżej, szkody mogłyby być znacznie wyższe), a w Jemenie nieustająca katastrofa humanitarna. A u nas billboardy.

Blog Day – reaktywacja

Jak zapewne nie pamiętacie (albo może pamiętacie), w zeszłym roku demonstracyjnie Blog Day zignorowałem, ponieważ nie miałem nic nowego do zaproponowania. W tym roku mogłem zignorować niedemonstracyjnie, tylko z tradycyjnej sklerozy, ale skoro w czwartej kwarcie dnia natrafiłem na podpowiedź, że Blog Day nastąpił, to nawet można coś na temat skrobnąć. Zwłaszcza że…

W zaprzeszłym roku nic mi się nie zapamiętało. W przeszłym roku odwiedzałem zaś parę blogów interesujących, niektóre poznałem tyle co, inne się przypomniały – i na tyle uznałem je za ciekawe, że sobie na karteluszku (ehehe, w zabłąkanym na pulpicie pliku txt) zanotowałem żeby je ewentualnie polecić. A skoro już mamy ten dzień, więc dzielę się z Państwem od serca, nie obiecując że się spodoba z jakiegokolwiek powodu:
1. Galopujący Major 
2. Krzysztof Leski
3. Aadaś
4. Kataryna
5. i tradycyjnie cała zawartość blogrolla

W bieżącym roku przezornie nie obiecuję, że coś znajdę. Wiecie, jak jest.

O fobiach i ich wpływie na rzeczywistość

Ludzie boją się rekinów. Od ataków tych bestii umiera na całym świecie średnio 5 osób rocznie
Ludzie nie boją się krów. Te sympatyczne zwierzęta w samej Wielkiej Brytanii zabijały ostatnio średnio 3 osoby rocznie

Ludzie boją się latać, bo katastrofy lotnicze są straszliwe (nawet jeśli nie są skutkiem zamachu). W zeszłym roku w katastrofach lotniczych na całym świecie zginęło 325 osób, w najgorszym roku 1972 zginęło ich 2373.
Ludzie nie boją się jeździć samochodami. Na polskich drogach w wypadkach samochodowych w zeszłym roku zginęły 2993 osoby.

Ludzie boją się islamskich zamachów. W ciągu ostatnich 38 lat zginęło w nich około 20 tysięcy osób (średnio ponad 550 rocznie). Głównie muzułmanów.
Powinienem dla równowagi wpisać dowolną inną statystykę, choćby statystykę morderstw w Polsce (502 w 2016 roku), ale z poprzednich przykładów wynika, że fakty przegrywają z emocjami.

Wpis jest zainspirowany fragmentem rozważań Galopującego Majora.

Słownik pojęć na przykładzie prania

Dzisiejszy wpis jest zupełnie nieplanowany i niespodziewany, ponieważ jest w całości ściągnięty z Twittera – ktoś się podzielił o poranku, a ja się tylko zachwyciłem, przetłumaczyłem i dokonałem wyboru. Można się zgadzać albo nie.

KAPITALIZM
Twoja mama pierze twoje ubrania. Płacisz jej dolara. Narzeka. Wzywasz policję i i oskarżasz ją o bunt.

KOMUNIZM
Twoja mama pierze. Ty pierzesz. Co noc salutujecie portretowi zmarłego ojca.

SOCJALIZM
Twoja mama pierze. Ty gotujesz. Wszyscy są teoretycznie zadowoleni.

FASZYZM
Twoja mama pierze bojąc się o życie

NAZIZM 
Twoja mama pierze. Ty gazujesz pralnię.

FEUDALIZM
Twoja mama pierze i płaci ci podatek.

LIBERALIZM
Twoja mama pierze, a ty patrzysz i czujesz się źle. Mówisz, że coś trzeba z tym zrobić. Coś zostanie lub nie zostanie zrobione.

LIBERTARIANIZM
Twoja mama pierze. Ty wierzysz, że wyprałeś.

RELIGIA
Twoja mama pierze. Ty dziękujesz bogu.

ATEIZM
Twoja mama pierze. Ty w filmiku na YouTube żądasz zweryfikowanych naukowych dowodów, że wyprała.

MIZOGINIA
Nienawidzisz mamy niezależnie od tego, czy wyprała, czy nie.

PATRIARCHAT
Twoja mama nie istnieje. Pranie zrobiło się w magiczny sposób.

FEMINIZM
Twoja mama nalega, żebyś dorósł i sam zaczął prać swoje rzeczy.

BIAŁY FEMINIZM
Twoja mama zatrudniła do prania niebiałą kobietę

ANTYFEMINIZM
Mama cię zostawiła. Po roku piszesz „wredna zdzira” na stercie brudnych ciuchów.

RASIZM
Twoja mama pierze i obwinia czarnych.

NEOKAPITALIZM
Twoja mama pierze. Płacisz jej dolara. Nakłaniasz ją, żeby wyprała rzeczy twoich kolegów. Kolega płaci ci 50 dolarów.

SEKSIZM
Oczywiście, że mama pierze, pfff.

AMERYKANIZM
Twoja mama pierze. To jest w Konstytucji, KONIEC DYSKUSJI

To nie jest wcale nowe, ale kogo to obchodzi, skoro trafiłem dzisiaj. Oryginał (czyli wszystkie definicje w oryginalnych wersjach, w komplecie i z twórczością fanowską) jest tutaj.

A teraz do pracy, bo poniedziałek.

Podwójne widzenie

Yossarian uważał go za swojego mistrza: nieznanego żołnierza, który widział wszystko podwójnie. Naśladował go wiernie aż do momentu, w którym nieznany żołnierz wziął i zmarł. Wtedy Yossarian profilaktycznie zaczął widzieć wszystko pojedynczo.

To wcale nie jest wielki problem żeby widzieć wszystko podwójnie. Odpowiednia (każdemu indywidualna) dawka etanolu (po metanolu widzi się mniej niż więcej) i można śmiało zacząć widzieć podwójnie: znaki poziome; i światła (w tym innych pojazdów); i znaki pionowe nawet. Cały sekret w tym, żeby widzieć je z fotela pasażera, a nie kierowcy.

Don’t drink and drive. Nigdy.

Portret

Ciekawy obrazek rodaków się rysuje. Mamy bowiem najwyraźniej pokaźny odsetek Polaków, którzy oficjalnie nie posiadają telewizora (a przynajmniej posiadając go nie płacą zań abonamentu), ale jednocześnie mają podpisane umowy na telewizję kablową lub satelitarną. Wniosek taki można wysnuć z masowo pojawiających się doniesień, że u operatorów telewizyjnych urywają się telefony z pytaniami, czy to prawda, że dane klientów zostaną przekazane Poczcie Polskiej w celu weryfikacji opłacania abonamentu RTV (zostaną, kiedy odpowiednia ustawa wejdzie w życie), i czy w związku z tym można wypowiedzieć umowę (nie można, to znaczy można tak jak z każdego innego nieistotnego powodu, licząc się z ewentualną karą jeśli umowa jest terminowa). Pojawiły się też petycje do operatorów, żeby usunąć z oferty kanały TVP, dzięki czemu (w przekonaniu autorów petycji) z użytkowników telewizji zostanie zdjęty obowiązek płacenia abonamentu (co jest przekonaniem oczywiście błędnym, gdyż abonament jest związany z posiadaniem telewizora bądź ewentualnie samego radia).

21 sierpnia 1961 roku w Londynie zapowiadał się dzień jak co dzień w National Gallery. Na jednej ze ścian wisiał świeżutko nabyty portret księcia Wellingtona pędzla Goyi. To znaczy na pewno wisiał poprzedniego wieczora, wszyscy myśleli, że został gdzieś chwilowo przeniesiony, po czym bum! zorientowali się, że doszło do kradzieży, pierwszej w historii instytucji. Pikanterii sprawie dodawał fakt, że była to okrągła, pięćdziesiąta rocznica kradzieży z Luwru samej Mony Lizy, a złodziej w zasadzie nie zostawił śladów. 

Być może się zastanawiacie, co ma piernik do wiatraka. Portret Wellingtona zwrócono (dobrowolnie) cztery lata później. Wkrótce potem sam zgłosił się na policję sprawca (parę interesujących drobiazgów chwilowo pominiemy, żeby nie burzyć narracji), emerytowany kierowca ciężarówki z Newcastle nazwiskiem Bunton. Kradzież była formą protestu. Pan Bunton… odmawiał płacenia abonamentu radiowo-telewizyjnego na rzecz BBC, twierdząc (zgodnie z prawdą), że jego telewizor jest nastawiony wyłącznie na lokalną stację komercyjną i nie umożliwia odbioru telewizji publicznej. Został ukarany dwufuntową grzywną, której również konsekwentnie nie płacił – wolał odsiedzieć w areszcie niż zapłacić, wierząc że „powietrze jest wolne”. Portret zwrócił, bo nie udało mu się wymusić na galerii i jej sponsorach (wtedy się mówiło: dobroczyńcach) stworzenia funduszu charytatywnego o tej samej wartości, co cena zapłacona za obraz…

Nie wiem jak daleko sięga desperacja rodaków. Mimo wszystko wolałbym, żeby zamiast próbować kraść Damę z gronostajem (znaną w narodzie jako „Vinci”), uzmysłowili sobie, że abonament tak naprawdę kosztuje kilkadziesiąt groszy dziennie. Nawet jeżeli (niebezpodstawnie) mają złe zdanie o mediach publicznych…

jak Piekara na Twitterze

Jest sobie niejaki pan Piekara, z zawodu pisarz specjalizujący się w fantastyce. Nie śledzę jego życiorysu ni twórczości zbyt uważnie (nie moja nisza, powiedzmy), niemniej czasem odpryski jego wytwórczości do mnie trafiają. Tak było i dziś rano.

Otóż wczoraj wieczorem w ramach jakiegoś uniesienia patriotycznego pan Piekara postanowił zaszczycić swoją obecnością Wikipedię, a konkretnie jej hasło o rządzie Tadeusza Mazowieckiego (być może miało to związek z faktem, że wczoraj przypadała rocznica pamiętnych wyborów czerwcowych, po których…). Zaszczycił, i zrozumiał z tego hasła tylko tyle:

Piekara wikipedia rząd Tadeusz Mazowiecki 1989

Oczywiście, każdy kto przeczytał tę stronę w Wikipedii ze zwykłą choćby starannością, zauważy, że ma ona osobne sekcje: Skład w momencie powołania, Skład w momencie ustąpienia oraz Wcześniejsi członkowie (obejmującą tych ministrów, którzy stracili swoje stanowiska wcześniej niż rząd jako całość, zresztą ciut poniżej jest to wyjaśnione w sekcji „Zmiany w składzie”). Fragment, który pobudził Piekarę, pochodzi z sekcji „Wcześniejsi członkowie”, a słowo „bezpartyjny” – z zawartej w tej sekcji rubryki „Partia polityczna (w momencie ustąpienia)”. W sekcji dotyczącej powołania rządu i Siwicki, i Kiszczak są oczywiście opisani jako przedstawiciele PZPR…

Dowiódł także pan Piekara nieznajomości historii najnowszej. Siwicki i Kiszczak zostali odwołani z funkcji lipcu 1990, a PZPR przestała istnieć w styczniu 1990 roku. Ale być może dla pana Piekary Jacek Saryusz-Wolski czy Stanisław Piotrowicz nadal należą do PZPR.

A najsmutniejsze, że wielu ludzi na Twitterze bezrefleksyjnie uwierzyło w te brednie Piekary. Głównie dlatego o tym piszę – ostrzegawczo.

PS Ponieważ niektórzy nadal nie rozumieją jak się Piekara wygłupił – poniżej jak wyglądała strona Wikipedii w momencie, kiedy Piekara zaczął ją czytać:

Piekara nie umie czytać wikipedii Kiszczak Siwicki

Piekara nie umie czytać wikipedii Kiszczak Siwicki