MeToo

Już całkiem parę dni upłynęło od wielkiej fali hasztagu #MeToo czy też w polskiej wersji #JaTeż, w mediach społecznościowych (i w tradycyjnych również) dominują już inne mniej lub bardziej poważne tematy, ale sam problem nie znikł tylko z tego powodu, że upłynął tydzień czy więcej.

Zasadniczo użycie tego hasztagu było komunikatem „tak, ja też byłam ofiarą molestowania”, użyte pojęcie jest pewnego rodzaju skrótem myślowym. Z uwagi na strukturę zjawiska dość oczywisty jest rodzaj żeński, choć jak najbardziej molestowanie mężczyzn również może mieć miejsce (publicznie przyznał się do bycia molestowanym dwumetrowy Terry Crews), płeć molestujących pominiemy (nie udając, oczywiście, że w znaczącej większości przypadków są nimi mężczyźni). Rozwiewając ewentualne wątpliwości: niniejsza notka nie stanowi deklaracji, że sam byłem molestowany (zwłaszcza przez facetów), nawet jeśli jakaś obawa kiedyś przemknęła mi przez myśl; nie liczę sytuacji kiedy pewna dziewczyna liczyła na zbyt wiele (i się lekko rozczarowała), bo karesy, którym zaczęliśmy się oddawać, służyły tylko zniechęceniu pewnej osoby do towarzyszenia nam w pokoju, żeby sobie wreszcie poszła i można było wyciągnąć z szafy flaszkę (tak, grono było liczniejsze), najwyraźniej przesadziłem z aktorstwem, w każdym razie nie sprawiała wrażenia, aby czuła się wtedy zmolestowana…

Żartobliwy ton może nie przystoi tematowi, służy też trochę przykryciu zmieszania. Czytając ewentualne wyznania towarzyszące hasztagowi (nie każda ofiara się dzieli swoimi przeżyciami), nie sposób nie zauważyć, jak zróżnicowane są formy tego co nazywa się molestowaniem, od czynów karalnych po zachowania niemal niezauważalne z pozoru (przynajmniej dla sprawców), wykorzystujące przemoc wyraźną i ukrytą (wynikającą z parametrów fizycznych lub innych), okazję, słowo, gest… W głowie rodzi się pytanie: czy mogę być bohaterem takich opowieści, z tej niewłaściwej strony? I im bardziej przetrząsa się historię własnego życia, tym silniejsze jest poczucie, że nie można tego wykluczyć (i nie mam na myśli anegdotki z poprzedniego akapitu), nawet jeżeli nie zapytam zainteresowanych, czy jakaś sytuacja z moim udziałem nie tkwi w ich pamięci jako zadra.

Nie wnikając w jakiekolwiek szczegóły: przepraszam. Nawet jeśli przeprosiny nie dotrą, problemem jest również to, że sprawcy milczą. 

Dodaj komentarz