Młode koguciki

Właściwie nie mam siły śmiać się z Anglików. Mam przekonanie graniczące z pewnością, że profesjonalni dziennikarze i blogerzy zrobią to znacznie lepiej, fachowiej i zjadliwiej, przedsmak tego już widzę na Twitterze. Bo można stracić gola w doliczonym czasie gry, ale czemu w archetypicznie angielskim stylu, po dośrodkowaniu i strzale głową? W efekcie w tabeli Anglia jest za Walią.

Właściwie strata tego gola nie była żadnym zaskoczeniem. Od początku meczu defensywa Anglików była pojęciem dość teoretycznym, jak się udało wybić na oślep to potem już jakoś było. Bramkarz kultywował tradycję (święta rzecz) baboli, tym razem trafienie piłką w dupę własnego obrońcy przy wykopie nie skończyło się źle, pozwolenie na przejęcie przez Rosjanina piłki podczas „kontrolowania jej wyjścia poza linię” już mogło. Nie przeczę, radosna ofensywa (w mało angielskim stylu) mogła przynieść wiele goli, brakowało solidnego wykończenia akcji kreowanych przez Dele Alli i zwłaszcza Kyle Walkera, piątka z Tottenhamu zdobyła wreszcie gola po błędzie bramkarza, który za wolno ruszył się przy mocnym, ale mało precyzyjnie bitym wolnym Diera. Rosjanie… nie pokazali prawie nic, rutynę stoperów i parę eleganckich akcji, wynik załatwił im bramkarz (i ta angielska akcja w doliczonym czasie).

Właściwie to jedyny mecz jaki dziś obejrzałem w całości, popołudniowy Albania-Szwajcaria tylko w dwóch trzecich. Szkoda mi Albańczyków, ale wyglądają jak drugoligowcy, Szwajcarzy albo ich zlekceważyli prowadząc od piątej minuty i prawie godzinę grając w przewadze, albo sami wyglądają jak… czołówka drugiej ligi. W każdym razie Szwajcarów boję się mniej niż Rumunów (chyba że to ich turniejowa maskirowka).

Dodaj komentarz