Berbece

I zapłakał Aleksander, bo nie było już co podbijać

W 1988 roku Berbeka stanął na przedwierzchołku Broad Peaku. Dalej nie poszedł (choć pono myślał, że jest na szczycie), zresztą gdyby to zrobił, pewnie nie wróciłby bezpiecznie do bazy. Miał wtedy 33 lata. 

Ćwierć wieku później ponownie pojawił się na Broad Peaku, wszedł z towarzyszami na przedwierzchołek, poszedł dalej, dotarł do szczytu. Już wiemy, że z niego nie wróci. 

Ludzie (choć pewnie tylko ci, którzy w życiu nie poczuli uroku zdobywania choćby niewielkiej góry) pytają, a kto mu w ogóle pozwolił w tym wieku wspinać się na taaaką górę. Choć to nie ich nogi, nie ich głowy, nie ich płuca. Choć sami będą do śmierci siedzieć w fotelu i narzekać, uważając, że ich życie jest nudne, a oni sami – niespełnieni. 

Nie wiem, co Berbeka myślał na szczycie. Może widział dom i wnuki, ale mam wewnętrzne przekonanie, że zdobycie swojej Góry (choć oczywiście nie był to jego jedyny ośmiotysięcznik) dało mu poczucie spełnienia. Że jeśli w pewnej chwili usiadł po raz ostatni (może kiedyś się dowiemy: usiadł, upadł, czy spadł), to czuł się w duszy z Górą kwita, już nie miał czego podbijać. 

Dodaj komentarz