W mojej okolicy pojawił się Yeti. Świadczą o tym ślady bosych stóp na śniegu, jakie zobaczyłem dziś na dachu swojego garażu.
Oczywiście, ktoś mógłby powiedzieć, że te ślady mają jakiś związek z faktem, że kiedy dziś myłem okno w łazience, to szmata wypadła mi z ręki i spadła na zewnątrz. Okno w łazience jest nad wanną, więc żeby się nie pomoczyć, zdjąłem do mycia skarpetki. A że z tego okna na dach garażu jest tylko około metra…
Uwierzcie mi, nie chcecie zostać Yeti. Najchętniej wyraziłbym to dużo dobitniej, ale ponieważ znam kogoś, kto osiągnął w tym absolutne mistrzostwo, więc już zmilczę.