Piątek to czasem dobry dzień na wycieczkę, choćby i służbową. Jechałem do Miasta Świętej Wieży, rano samochód jeszcze zmrożony, ale wyjeżdżałem koło południa, to już się całkiem ładnie nagrzało. Jadę sobie grzecznie, gdy nagle coś małego mi spada z podsufitki. Przy 100+km/h (nawet jak plus nie jest wielki) nie należy zbytnio odrywać wzroku od drogi, więc spojrzałem dopiero w jakiejś wolniejszej chwili (na światłach) chyba. Jakaś zagubiona biedronka obudziła się chyba pod wpływem ciepła. Łaziła mi potem po nogawce, ale znikła, nie wiem gdzie się schowała.
Wracałem bocznymi drogami, bo w na dwupasmówce jeszcze przed godzinami szczytu był wielki korek (który jadąc „tam” dość szczęśliwie ominąłem, wyjeżdżając przypadkiem na buspas, zanim się zorientowałem, to dwie trzecie korka miałem za sobą). Niektórzy nie lubią jesieni, bo robi się chłodno (mają rację), robi się ponuro (w dużej mierze mają rację), ale też jesień to czas przekolorowych liści. W pięknym słońcu jazda przez taki kolorowy las to poezja, i takich lasów po drodze mi nie brakowało.
A u celu, w miejscu pracy, cóż, przyznam szczerze: nagrali mnie (celebrity mode off). Wprowadzają w całej Polsce rejestrowanie rozpraw sądowych, dźwięku i obrazu. Dźwięk nie był dla nas tym razem szczególnie istotny, bo strony były dogadane, obraz.. widziałem się w gdzieś w kącie ekranu, jeśli jakość na innym monitorze niż 60-calowy jest lepsza, to może jego rejestracja ma jakiś sens. Za to serdecznie mnie ubawiło, że w sądowym sklepiku mieli szeroki asortyment aktówek – nie wiem, czy tam jest moda na kupowanie ich w sądzie, czy może lokalni prawnicy są tak zapracowani, że poza sądem nie mają ich czasu kupować?