Ofiarnie

To zawsze był ulubiony zawodnik redaktora Szpakowskiego – im bliżej było końca meczu, tym częściej jak zjawa pojawiał się na boisku i uczestniczył w coraz większej ilości akcji, zwłaszcza defensywnych. W finale Ligi Mistrzów najwyraźniej się sklonował, nawet jeśli komentatorzy go nie dostrzegali, w każdym razie w akcjach obronnych londyńczyków był po prostu niezastąpiony – w desperackim przyjmowaniu strzałów na ciało, w rzucaniu się na tor piłki, w pogoniach za uciekającymi rywalami, żeby jeszcze dać radę przeciąć próbę dośrodkowania. Ofiarności w tym meczu było pod dostatkiem, umiejętności czysto piłkarskich mniej (symboliczny będzie ten debiutant, który zagrał ofiarnie, odważnie i pewnie, lecz w akcjach ofensywnych pokazał, że nie dorósł do gry na tym poziomie). 

W kółko kręci się też myśl (i to nie tylko mnie), że sprawa ma wymiar ponadludzki, może nawet boski. Im bardziej patrzę na przebieg meczu, tym bardziej myślę, że Chelsea (lub niektórzy jej piłkarze) musiała przed meczem złożyć sute ofiary na rzecz Pani Fortuny (i innych bogów), zmienność losów Drogby w tym meczu najlepszym tego przykładem. Można mieć zresztą niemal pewność, że chełpliwi Bawarczycy o złożeniu jakichkolwiek ofiar nawet nie pomyśleli, będąc pewnymi wszystkich swoich atutów. A londyńczycy, cóż, pewnie zawarliby i kontrakt z diabłem, żeby tylko zapewnić sobie wygraną, zwłaszcza że Abramowicz mógłby coś do tego kontraktu dorzucić.

Bo właśnie to jest tak irytująco gryzące w tym finale: że ten piękny sportowy scenariusz napisany dla kopciuszka, kupiła sobie banda podstarzałych milionerów. Gratulacje dla zwycięzców, chwała dla zwyciężonych, my czekamy na kolejny sezon.

Dodaj komentarz