Płodozmian

Moja przeglądarka ma taką opcję, że w każdej nowo otwartej karcie daje mi osiem dużych plansz z linkami do najczęściej otwieranych stron (szczegóły algorytmu nieznane). Dzięki tej opcji widzę, jak bardzo zmienia się w czasie moja aktywność sieciowa (pewne rzeczy zostają stałe, inne wędrują między miejscami).

Włączyłem dziś popołudniu przeglądarkę i myślę: o, zmiana na liście, co to ja tak ostatnio często odwiedzam? No i zmiana symboliczna: w miejsce strony FIS, gdzie śledziłem na żywo zawody narciarskie, względnie wczytywałem się w statystyki po zawodach, pojawiła się strona serwisu Autosport.

Uznajmy to za symboliczny koniec zimy.

Skoro to ten dzień…

Zaprzyjaźniony bloger napisał właśnie, że dzisiaj jest Ten Dzień, w którym między innymi wiadomo, że wiosna już z nami. Skoro tak, to po prostu nie mogę nie napisać, że bociany już też przyleciały. Nie żebym przekonywał, że właśnie dzisiaj (w zeszłym roku były już 30 marca), ale dziś na pewno już są, w podobno jedynym gnieździe w Katowicach. W każdym razie zgadzam się, że to może być Ten Dzień.

Amsterdamska wiosna

To było wiosną, byłem tam, może za krótko, nie wiem sam.. To była wiosna 10 lat temu, kawałek czasu. Amsterdam od tej pory się pewnie wiele nie zmienił, zwłaszcza w sprawach najistotniejszych:

amsterdam prinsengracht amsterdam prinsengracht muzeum życia na barce

Kanały, barki, kwiaty. Tamta wiosna nad kanałami była zimna jak przedwiośnie nad kanałem białomorskim, więc czas chętniej spędzało się jednak w pomieszczeniach, zarówno gastronomicznych, jak i muzealnych:

amsterdam kattenkabinet

(Kattenkabinet, czyli muzeum kocich wizerunków).

No jakby wiosna

Tak się miło porobiło. Śniegu od dawna właściwie ani widu, a od kilku dni tak cieplutko, że nawet grube tafle lodu na stawach się porozpuszczały. Trawa jeszcze się nie zieleni (spłowiała straszliwie przez ten bezśnieżny a mroźny miesiąc czy więcej), ale pierwsze motyle już kolorem cieszą (nawet jeśli tylko cytrynki). Od dwóch dni już nawet bez płaszcza do roboty jeżdżę.

A co zwierzęta* robią to aż szkoda gadać. Koty latają jak w marcu (zły przykład), psy dostają szajby na każdym rogu, wiewiórki niespecjalnie chcą przychodzić po orzechy, ptactwo zaczyna kląskać. No i dowód rozstrzygający: żółw nie dość że patrzy tęsknie na dwór, to jeszcze zaczyna jaja znosić.

jaja żółwia czerwonouchego

Chociaż wredni meteorolodzy mówią, że od czwartku ma się pogoda spieprzyć i wrócimy do przedwiośnia.

*tak, wiem, motylek też stworzenie boże, ale jakoś tak się słowo zwierzę bardziej z kręgowcem kojarzy a i to nie z każdym

Mlecz fajna rzecz…

Lubię patrzeć, jak mlecze porosną jakiś kawałek trawy, i wiosenną porą tworzą żółte łany, szczególnie jeżeli taki kobierzec pojawia się wzdłuż drogi (a wiele jest takich miejsc). Tak się radośnie, kolorowo robi. Oczy wołają „więcej, więcej!” – ale też oczywiście jest wyjątek.

Tak od zeszłego roku staram się, żeby mlecze, jeśli już mają się plenić (a powstały z żółtego łana mleczy biały łan dmuchawców robi to z zastraszającą łatwością), to niech czynią to poza moim ogródkiem (oj bywało w nim żółciutko, bywało). W zeszłym sezonie prowadziłem z nimi dyskusję przy użyciu jakiegoś środka chemicznego, który miał powodować przymieranie na etapie wczesnego rozkwitania, ale chemia ma to do siebie, że może zaszkodzić wszystkim dokoła – a nie po to mam ogródek, żeby dziecko i pies przy ładnej pogodzie oglądali go tylko przez okno. W tym roku przyjęliśmy więc podejście bardziej tradycyjne – mechaniczne: z jednej strony usuwamy po prostu kwiatki, z drugiej staramy się pomału usuwać mlecze wraz z liścmi i korzeniami.

Jak ktoś nie umie sobie wyobrazić, czym była stugłowa hydra, niech pochyli się nad takim zagonem mleczy. Ledwo się powyszarpuje z ziemi wszystkie pędy z jednego korzenia (który notabene z radością urywa się tuż pod ziemią, zostawiając sobie sporo zapasu w głębi), zaraz dostrzega się, jak z sąsiednich kępek na to samo miejsce rozprostowują się inne pędy. Człwiek zaczyna się czuć trochę jako ten Syzyf.

Tak naprawdę to najlepszym sposobem byłaby wymiana calej ziemi i stworzenie trawnika od podstaw, ale na razie nam do tej decyzji daleko.

Odgłosy wiosny

Nieopodal mojego osiedla, jakieś parę setek metrów, znaleźć można kilka niewielkich stawków. Spacerując z psem po zmroku, słuchałem, jak w tych stawkach zaczęły grać żaby.

Późno bo późno, ale rozkwitają drzewa owocowe: wiśnie, jabłonie, śliwy.. Siedziałem dzisiaj pod kwitnącą gruszą, a w uszach stale miałem brzęczenie pszczół uwijających się w kwiatach.

Bażanty mogą skrzeczeć przez rok cały, ale świergotanie większości ptaków najsilniejsze jest na wiosnę. Tylko trzeba się wybrać w ciche miejsce, najlepiej skoro świt.

I do tego szelest trawy poruszanej przez uciekającego zająca.

Wiosna – jak to brzmi!

Kwitną magnolie

Z każdym rokiem coraz bardziej lubię magnolie. Ładnie rozwinięte drzewo, kiedy już rozkwitnie, wygląda bajecznie. I dobrze się patrzy w każdym stadium kwitnienia – kiedy pąki dopiero pokazują kolor, kiedy się zaczynają rozchylać, i kiedy rozczapierzają się w pełni do rozmiaru spodeczków. Tyle kolorów i kształtów.

A w tym roku zauroczyło mnie w nich jeszcze coś innego. Moja mała podrastająca magnolia w ogródku, nie obrodziła szczególnie, pokazując ledwo dwa kwiaty. Ale kiedy w sobotę zrobiło się ciepło, nagle z szczelnie zawiniętego, zielonego mechatego kokonu zaczął wypełzać jeszcze jeden kolorowy pąk. Jak motyl.

magnolia wypełza z kokonu niczym motyl

Wiosna, ach że ty..

Koniec zimowania

W mądrych książkach o zwyczajach zwierząt piszą, że żółw czerwonolicy porę zimową zasadniczo spędza na zimowaniu – włazi w chłodny kąt i hibernuje się. Kiepski ze mnie hodowca, bo ani razu żółwiowi nie stworzyłemk u temu warunków – ale też na dwór ani do piwnicy bym nie wypędził, a nie mam dostępnego pomieszczenia, w któym by było zarazem i w odpowiednio chłodno, i jasno (ten drugi warunek eliminuje garaż). Żyje więc sobie żółw niezimująco, przez lata w ogóle mu to nie przeszkadzało. Tego roku zachowywał się jednak trochę inaczej, bo o ile zwykle spędzał sporo czasu na podłodze i zaszywał się w kątach (najlepiej ciepłych) na cały dzień czy całą noc, o tyle tym razem wypuszczony w te pędy wracał do akwarium. (Ktoś mógłby pomyśleć, że to zimowanie, ale to się zaczęło już w lecie:)).

Aż tu nagle parę dni temu żółw zaczyna się silniej jak zwykle trzaskać w akwarium. Jako że nie wiadomo było, o co mu chodzi, to dla świętego spokoju się go na chwilę wypuściło. Zrobił wielką rundę i zaczął się wspinać sugestywnie do drzwi do ogródka. Zdębieliśmy, bo na dworze było jednak tylko plus paręnaście, ale „klient nasz pan”, mówimy, najwyżej poczuje temperaturę w drzwiach i zaraz wróci. A żółw jako ten mors myk! i robi rundę po ogródku. Nawet dowody zgromadziliśmy:)

żółw czerwonolicy odwiedza krokusy

Bardzo efektownie wyglądał przy krokusach:) Wiosna na całego!

Boćki!!

Przejeżdżałem dzisiaj samochodem koło takiego miejsca w mojej wsi, gdzie od lat bociany co roku gniazdo zakładają. I patrzę: siedzą! Dwa!! (wybaczcie brak aktualnego zdjęcia, ale nie miałem czasu się zatrzymać, a w trakcie jazdy robić nie będę; poza tym z telefonu i tak takie sobie wychodzą). Może innym razem. W każdym razie radość na kolejny rok. No i kolejny dowód, że wiosna się rozgościła.

Jest kolor!

W sobotę pisałem, że w ogródku widzę już zielone łodyżki krokusów, czekam na kolor kwiatków. A w niedzielę bum! i kwiatki już były, łącznie ze sześć, w dwóch kolorach. Małe i na zdjęciu słabo wychodzi, więc wrzucam zeszłoroczne pierwsze, o osiem dni wcześniejsze:

pierwsze krokusy AD 2009

W tym roku śnieg nie doczekał:)