Piątkowa radiówka

W Atenach była ponoć jakaś straszliwa burza, że całe miasto zalane. Padało tak mocno, że nie wytrzymał szklany sufit w gmachu parlamentu i zawalił się na pracującą poniżej sprzątaczkę. Chyba nie o to chodziło w koncepcie przebijania szklanego sufitu przez kobiety.

W Niemczech afera, bo pewien poseł zaprotestował przeciwko niszczeniu wołowiny, w której są odrobiny koniny, i zaproponował, żeby jednak dać to mięso do zjedzenia przynajmniej ubogim (bo nie jest szkodliwe dla zdrowia). Zaprotestowały organizacje, że nie wolno tak traktować biednych. Posłowi muszę przyklasnąć, bo jestem wrogiem takiego marnowania żywności, ale popełnił oczywisty błąd: przecież to dyskryminacja odbierać bez powodu bogatym prawo do zjedzenia taniego (darmowego) mięsa. Swoją drogą, biłbym brawo komuś, kto sprytnie dostarczył takie wycofane z handlu mięso do kuchni parlamentu i podobnych, głupie pomysły by im z głowy wyleciały.

W Sejmie wielkie głosowanie nad odebraniem immunitetu posłowi PO, który miał obrazić Rodziny Smoleńskie. Przed głosowaniem wystąpił poseł PiS z płomiennym przemówieniem, w którym solidnie nabluzgał obwinionemu posłowi PO. Grunt to dobry przykład.

Nie ma to jak posłuchać wiadomości w samochodzie.

Let’s go Barbie

Kiedy pierwszy raz zobaczyłem teledysk do tej piosenki (dzięki, o Youtube, w takich chwilach rozumiem po co istniejesz), zaliczyłem solidny opad szczęki. Udało mi się ją (szczękę, nie piosenkę) doprowadzić do normalnej pozycji, mózg też (nadmiar endorfin na dłuższą metę nie jest wskazany), wylądowała w zakamarku „ciekawostki”.

Wczoraj.. usłyszałem ją w radio, ale właściwie nie tę samą wersję, tylko cover. Osoba, która zapodawała, przytoczyła piosenkę jako „muzykę młodości”. I tu znów zaliczyłem dziwny efekt – bo rozumiem, że można ten kawałek traktować jako szalony wygłup, ale upajać się jej coverami? Toż to sprzeczne z jej istotą!

Ale niech sobie każde pokolenie ma swoje ideały. Dzięki temu inne pokolenia zaczynają poszukiwania i znajdują różne dziwne a atrakcyjne rzeczy (nie będę tu przytaczał wszystkiego co wylądowało dziś na Facebooku). A teraz, jako że po słonecznej sobocie klimat do radosnego wygłupu jak znalazł – let’s go party! (skoro już mnie i tak od wczoraj trzyma). 

Nie dać się zrobić w Jelonka

Nie będę ukrywał, starzeję się, to i w nowościach muzycznych słabo zorientowany jestem. Kiedy więc po raz pierwszy zobaczyłem tę nazwę kapeli (w entuzjastycznym kontekście), nie bardzo wiedziałem, czy to Nowe Polskie, czy to jakiś projekt emigracyjny a’la De Press, czy jakaś formacja zagraniczna o incydentalnie swojsko brzmiącej nazwie. Nie byłem też na tyle zainteresowany, żeby dogrzebać się na tubkach

Nadszedł jednak taki dzień, kiedy w samochodzie usłyszałem w radio zapowiedź, że teraz zostanie zagrany Jelonek. Nastawiłem więc uszy uważnie, zabrzmiało, i po jakichś trzydziestu sekundach w ciężkim zaskoczeniu stwierdziłem, że to brzmi jak Ankh sprzed dwudziestu lat! (którego płyty -pardon, kasety – już pewnie w życiu nie odgrzebię, a gdyby nawet, to będę się bał przesłuchać na zakurzonym magnetofonie). 

W domu zaraz uruchomiłem (byłem) wyszukiwarkę i zrobiłem się prawie dumny (blady nie bardzo, bo się wystawiam na słońce tego lata). Istotnie, Jelonek to projekt tego samego faceta, który odpowiadał za klimat pierwszej płyty Ankha; jego obecności w incydentalnie zasłyszanym Hunterze nie wyczułem, bo na czym innym się wtedy skupiałem.

Ale promować go mi się nie chce.

Samo życie

Dziś w Trójce Niedźwiedź przyznał, że zgłaszają ku niemu zapytania, dlaczego nie skomentował jeszcze naszego niewesołego wyniku na Euro. Na wszystkie te zapytania odpowiedział w jakże Niedźwiedzi sposób – puszczając piosenkę. 

Piosenka smętna jak nasze zawiedzione nadzieje, ale przywracająca porządek rzeczy. Możemy ją puścić wszystkim tym, którzy po kolei będą do nas dołąćzać.

C’mon, Emerson, Lake & Palmer.

Radość z wielkiej imprezy

Słuchałem sobie wczoraj w radio, jak redaktor Warzecha demonstrował swój manifestacyjny brak radości z powodu Euro. Jak to go strasznie uwierał przymus cieszenia się za wszelką cenę, jak to niedobrze, że ani infrastruktury nie udało się zbudować (wczoraj jeszcze obowiązywała taka wersja), ani że na tym nie zarobimy, i że w ogóle jak ludzie cierpią z powodu niedogodności związanych z tym całym Euro, a wcale się z niego nie cieszą, bo mało kogo ten futbol obchodzi. 

Zastanawiam się nad kilkoma rzeczami: 
– czy redaktor Warzecha (nie żebym miał dla niego szczególną atencję) żyje w innej rzeczywistości niż ja, który dostrzegam z każdym dniem coraz więcej samochodów z biało-czerwonymi chorągiewkami (sam nie zamierzam, chociażem kibic),
– czy redaktor Warzecha naprawdę nie potrafi sobie wyobrazić, że ludzie potrafią się cieszyć z wielkiej imprezy goszczącej w naszym kraju, po prostu jako wydarzenia, przy okazji którego ludzie z całego świata przyjeżdżają do nas w gości,
– co by redaktor Warzecha powiedział, gdyby ktoś w analogiczny sposób podsumował pielgrzymkę papieską? 

Ministra i kowboj

Jadę dzisiaj samochodem, słucham jakiejś smętnej rozmowy dziennikarzy na temat bieżących wydarzeń. Podniecają się (jak na smętny standard poranka) odwołaniem kierownictwa Centralnego Ośrodka Sportu (z wiadomym właścicielem salonu fryzjerskiego), zastanawiają się jak to wpłynie na Przygotowania Olimpijskie, rozważają kompetencje osoby kierującej resortem.. Aż w końcu jeden z dziennikarzy, z Polityki bodaj, uderza w efektowny ton i stwierdza, że Joanna Mucha się do kierowania resortem nie nadaje, bo nie zna się i nie radzi sobie ze związkami sportowymi, bo tam trzeba mocnego faceta – kowboja..

Po takim tekście człowiek może się tylko pozastanawiać, ile racji ma Joanna Mucha uważając, że jest traktowana seksistowsko przez polityków. Nawet mi się nie chce szukać konkretnych przykładów twardych kowbojek, o tym, że kobiety potrafią być twarde i kompetentne, wie każdy (zaraz, czy jednym z idoli polskiej polityki nie jest Thatcher?).

A potem przeczytałem ten tekst

Wolno się żegnać w ten sposób

Miałem napisać notkę o zupełnie innym utworze, ale kiedy usłyszałem w radio tę wiadomość, po prostu wszystko natychmiast odeszło na dalszy plan.

Dzisiaj pogrzeb Macieja Zembatego. Odbędzie się w Warszawie, na Powązkach, natomiast w chwili wyprowadzenia z kościoła, ma nastąpić zdarzenie szczególne: w Krakowie z wieży Kościoła Mariackiego ma zabrzmieć zagrane na trąbce „Alleluja” Cohena.

I tylko nie wiem, czy w pogodę taką jak dzisiaj, ktokolwiek się przemoczy.

Dekonstrukcja mitów nastoletniości

Każdy ma swoje, ukryte lub jawne, młodzieńcze fascynacje. Ci, którzy wiek nastoletni mają już dawno za sobą, wspominają te fascynacje z nostalgią, nawet jeśli dzisiaj graniczy to dla nich samych z obciachem.

Zagrali dzisiaj w Trójce piosenkę świąteczną, która w swoim czasie (a long time ago, in a galaxy far far away) była również przedmiotem mojej fascynacji, wyznam: zarówno muzycznie, jak i wizualnie z uwagi na jedną z bohaterek teledysku. Piosenki zasadniczo mogę słuchać dziś tylko w trybie karaoke, zadałem sobie natomiast Stachurowskie pytanie: kim właściwie była ta piękna pani z tego teledysku? Nie żeby było to pytanie bardzo oryginalne – na Yahoo Answers zadano je tysiąclecie temu – ale w każdym razie znalezienie odpowiedzi sprawiło mi małą przyjemność. Mniejszą sprawiły mi jej zdjęcia:

Kathy Hill 2010 AD

Cóż… ćwierć wieku robi swoje. Dla równowagi, jej – hmmmm – partner z teledysku w wersji już nie tak ślicznej młodzieńczej:

george michael AD 2010

Tacy wszyscy byliśmy piekni i młodzi, na szczęście zostało i.

PS. Jak ktoś się zastanawia, czemu mi wtedy wpadła w pamięć, niech trzynaście razy przeczyta słowa „byłem nastolatkiem” i zajmie świątecznym karaoke:

Last Christmas, I gave you my heart
But the very next day, You gave it away
This year, to save me from tears
I’ll give it to someone special
da capo al fine

Ja spadam kolędować. Wesołego przy Świętach!

Trochę czerwieni na zimę

Jadę autem przez bialy, zimny świat, a tu Niedźwiedź snuje wspomnienia z gorącego lata 1986 roku. To, co zapodał, kojarzy się raczej z ciepłym wieczorem, niż z upalnym dzionkiem, ale koniec końcow też może rozgrzać do czerwoności. No i można radośnie przy tym pośpiewać:

The lady in red is dancing with me cheek to cheek
There’s nobody here, it’s just you and me,
It’s where I wanna be
But I hardly know this beauty by my side
I’ll never forget, the way you look tonight…

Żeby jeszcze więcej letniej czerwieni w tę zimę wlać, przypomnijmy że drugim najlepszym osiągnięciem Chrisa de Burgh jest jego córka, Rosanna Davison, w końcu Miss World 2003. Nie wypadało znaleźć innego zdjęcia, niż w czerwieni..

Rosanna Davison in red

Żeby jednak uniknąć przegrzania, pamiętajmy, że z kobietami w czerwieni trzeba… hmmm.. ostrożnie:

Matrix woman in red dress Fiona Johnson

That’s all, folks!

W cywilizowanym demokratycznym kraju..

W cywilizowanym demokratycznym kraju osoba, która sprawując najwyższy urząd w państwie, publicznie deklaruje, że jest to dla niej partyjne zadanie, powinna najpóźniej w tym samym dniu złożyć dymisję. Od paru miesięcy na szczęście już mamy prezydenta.

To tylko takie odreagowanie porannej audycji w Trójce, gdzie poseł PiS grzmiał, iż „w każdym cywilizowanym demokratycznym kraju” szef Biura Ochrony Rządu podałby się do dyspozycji premiera najpóźniej w następnym dniu po wypadku samolotowym z udziałem prezydenta etc. No bo przecież BOR odpowiada za wszelkie prezydenckie fanaberie i ich skutki.

Kiedy ochłonąłem trochę, powróciło jak bumerang pytanie: to głupota, czy prowokacja? Bo już się momentami zastanawiam, czy tego rodzaju wypowiedzi PiSowców nie są wręcz na zlecenie Platformy – aby utrzymać stan napięcia w elektoracie. Bo po takiej wypowiedzi PiSowca, myśli o łagodniejszym potraktowaniu tej formacji ulatują niczym sen złoty.

Aha – w tych wyborach to i tak nie ma znaczenia.