Tu zaszła zmiana w kolorach mojego widzenia

Zima latoś była solidna, śnieg poprzykrywał wszystko co się dało (częściowo sam, częściowo z pomocą odśnieżających, którzy pracowicie potworzyli wielkie zwały zasłaniające co się da). Teraz od kilku dni mamy właściwie odwilż (i jeszcze ma parę dni potrwać), śnieg topnieje na potęgę, woda stoi i płynie, w zależności od ukształtowania terenu. Zmienia się.

Byłem na spacerze z psem. Najpierw na psie się skupiałem, bo szarpie (też mu wiosna w ..głowie gra), ale udało mi się w końcu zająć także kontemplowaniem resztek słonecznego popołudnia. I wtedy zobaczyłem. Śnieg na tyle się potopił, że przestał wyzierać z każdego kąta, a przytłoczone nim rzeczy zaczęły swobodnie wyglądać na świat. I tak jak do tej pory biel dominowała nad wszystkim, zabielała kolory, robiła z przedmiotów ledwie ciemne plamy w śniegu – tak teraz dumnie prężą się ciemne kształty, a kolory ożywiają widok, tym barwniejsze, że od niestopniałego śniegu bieli odbite (jakby napisał wieszcz).

Nawet jeśli jeszcze posypie lub pomrozi, to zima właściwie chyba się zaczyna kończyć.