Seksistowsko o drobiu

Jak delikatnie sugerowałem w poprzedniej notce, w tym roku na Wielkanoc wpadło mi do głowy, żeby zrobić kaczkę. Rozejrzałem się więc po markecie, znalazłem specjalistyczną chłodnię z drobiem. Pod tabliczką „kaczki” leżały co prawda indyki, ale jakoś nie dałem się zrazić, przesunąłem się w kierunku indyków i bez zaskoczenia odnalazłem tam kaczki. 

W sobotę kaczka została natarta tym i owym, odstawiona, następnie wypchana znów tym i owym (amatorów ścisłych receptur odsyłam do szkół gastronomicznych oraz na blogi stricte kuchenne), władowana do piekarnika. Nowość sytuacji (bo chyba jednak nie zauroczenie) sprawiała, że zwracałem mniejszą uwagę na drobiazgi, licząc z niecierpliwością na efekt końcowy (może jeszcze czas odgrywał też jakąś rolę). 

Upiekła się. Dziś została rozporcjowana i napoczęta, i – skoro spokojny dzień nastał – jakoś tam mankamenta zaczęły wychodzić na jaw. Muszę nie bez urazy przyznać, że rzeczona kaczka jakaś taka była… niedogolona, jak również – mówiąc językiem bez mała prostackim – płaska jak decha (choć tłuszczu z niej wytopiłem zarazem tyle, że do prawdziwej wiosny mi smalcu starczy). Chyba jestem przyzwyczajony do młodych, gładkich i bardziej piersiastych kurek. 

Niemniej, kaczka zostanie moja, świętujcie przy swoich!

Napisała do mnie Yoda

Dostałem maila. Maila poetyckiego (choć bardziej jeszcze byłby poetycki, gdyby zadbać o wersyfikację). 

Hello I Dasha. My friend I looked your structure. It has very much liked me. I want To correspond with you letters. I wish to inform directly on myself: My name is Anna. I was born in the city of Samara, Russia. I here live since a birth. I was born in 1985. To me of 28 years. At me Brown eyes (beautiful.) I the blonde.

Ale też jednak nie chciałbym zbyt wiele wymagać od blondynki dwojga imion.

I have no children, but I very much I wish to have the girl and the boy. I think, that children in live-this most Happy. I love various cultures. I like to study history, it to me Very much it is pleasant. I work as the bookkeeper in firm. Mine Work very much is pleasant to me. At leisure I like to visit Library to go to cinema, to watch TV, go in sports Hall. Most my hobby is fitness. I very much like to go in for sports, I Much I run in the mornings.

Jak powiedziałaby matka Adriana Mole’a, to marzenie oznaczałoby odbycie co najmniej dwóch stosunków seksualnych (a potem może iść biegać). Wróć, mogą się trafić bliźnięta.

I The formed woman, has left school on 4 and 5. Has then acted in University. Has finished it too well. Then I have gone to work. I studied as the bookkeeper. It would be fine, If I and you could do Friendship or more than simply friendship. I search Serious attitudes, and I shall be happy To study you more close.

Boję się pomyśleć o tym, że księgowa będzie mnie studiować żeby zrobić ze mną coś więcej niż prosta przyjaźń. W końcu może się skończyć dwójką dzieci, c’nie?

Will be It is fine, if we can exchange some letters and photos. Write to me what your purposes and plans during the future? That you search in To the woman? Inform more on a place Where do you live. I shall look forward to hearing from You. 
I know English language well enough. I hope, that our dialogue will make sense.  

Dialogi bez sensu też bywają interesujące, choć raczej wtedy, gdy uczestnicy dialogu zdają sobie z tego sprawę i świetnie się tym bawią.

I think, that problems at us with dialogue will not be.

Yes, my Master, may the Force be with you.

Gdyby mi nie było szkoda sprawdzonego adresu mailowego, to bym potrollował spamera.

Trudno polubić Tarnów w styczniu

Pod naszą szerokością geograficzną trudno jakiekolwiek miejsce polubić w styczniu, poza ewentualnie jakimś kurortem narciarskim, do którego przyjeżdżamy i chłoniemy piękno gór. Kiedy jednak mamy odwiedzić jakieś miasto, to w styczniu możemy napotkać wszelkie przeszkody, które nas będą do niego zniechęcać: trzaskający mróz, sypiący się na głowę (i oblepiający buty) śnieg, mroźny wiatr – wszystko to razem i z osobna mówi „chowaj się w te pędy, nie patrz świata poza ciepłym kątem”.

Kiedy pod koniec stycznia odwiedzałem Tarnów, ten przywitał mnie dziurami w asfalcie, padającym śniegiem z deszczem i temperaturą parę stopni powyżej zera, sprawiającą, że nagromadzony przez ostatnie tygodnie śnieg topił się na potęgę. Trudno w tej sytuacji o miłe wspomnienia, pocieszam się, że w odróżnieniu od innych udało mi się przynajmniej zaparkować na względnie suchym miejscu (i kelnerka w kawiarni ocieplała klimat).

tarnów parking styczeń 2013

Nie poprawiło też wizerunku miasta w moich oczach, że nie było dobrego oznakowania dojazdu do autostrady (wiem, że ledwo co im otwarli, ale jednak), przez co wlokłem się spory kawał wąską i zatłoczoną starą drogą krajową. Ale gdy jechałem przez centrum szukając drogi, odnotowałem w pamięci interesująco wyglądający kościół typu gotyckiego, o dwóch smukłych wieżach, może kiedy tam pojadę na wiosnę, to będzie jakoś przyjaźniej. 

Najlepsze bondowskie pary mieszane

Zegar tyka, nowy Bond jeszcze w tym miesiącu. Z informacji wynika, że będzie w nim kilka uroczych ról kobiecych, o jeszcze bliżej nieznanym charakterze. Zabawmy się więc przez chwilę patrząc w przeszłość i ułóżmy listę duetów – najlepszych mieszanych duetów „dziewczyn Bonda” z klasycznych 22 filmów. Mieszanych, bo do pary potrzebować będziemy za każdym razem jednej dobrej i jednej złej, i nie ukrywajmy, muszą się stać dziewczynami Bonda w pełni. Od razu zaznaczmy, że istotnym kryterium może być ilość czasu spędzonego na ekranie. 

Pierwsze miejsce w tym rankingu zajmuje duet z „Operacji Piorun”. Luciana Paluzzi jest niezapomnianą Złą, a scena z wanną to absolutny hit. Z kolei Claudine Auger z początku właściwie też jest po stronie złych, ale z biegiem czasu staje się Dobrą, co podkreślił kostiumolog. 

Fiona Volpe Luciana Paluzzi Thunderball 007 Bond Domino Derval Claudine Auger Thunderball 007 Bond

Drugie miejsce – niekoniecznie ze względów patriotycznych – zajmuje duet z „Goldeneye”. Famke Janssen niemal hipnotyzuje (jeśli akurat nie zajmuje się innymi złymi rzeczami). Izabella Scorupco jest zaś nie tylko urocza, ale też silna, nie jest jedynie śliczną paprotką (choć może do porównania lilia byłaby właściwsza czy jaki kwiatek sobie kto wymyśli)

Famke Janssen Isabella Scorupco Goldeneye 007 Bond

O trzecie miejsce walka była dość zacięta. Rywalizowały ze sobą drużyny z „Zabójczego widoku” (Tanya Roberts i Grace Jones, choć ta druga – można powiedzieć – ostatecznie kończy jako dobra, a nie zła, ale bierzemy pod uwagę całokształt), „Świat to za mało” (Denise Richards i Sophie Marceau) i „Śmierć nadejdzie jutro” (Halle Berry i Rosamund Pike). Ostatecznie postanowiłem docenić ten ostatni duet, choć „zimna suka” Miranda Frost nie jest w moim typie, ale cóż, Christmas Jones jest zbyt.. jednostronna. 

Miranda Frost Rosamund Pike Die Another Day Jinx Halle Berry Die Another Day 007

Wybór mógłby być znacznie trudniejszy, gdyby warunek zasugerowany na wstępie spełniły Caroline Munro (w zabójczej parze z Barbarą „Co to, marynarzu, nigdy nie widzieliście majora pod prysznicem?” Bach) albo zwłaszcza Ivana Milicevic (z Evą Green… kolana drżą). Ciekawe, czy za dwa tygodnie będzie jeszcze trudniejszy.

Caroline Munro Naomi 007 Spy James Bond  Barbara Bach Anya Amasova 007 James Bond Ivana Milicevic Valenka 007 Casino Royale Bond Eva Green Vesper Lynd 007 Casino Royale

Ministra i kowboj

Jadę dzisiaj samochodem, słucham jakiejś smętnej rozmowy dziennikarzy na temat bieżących wydarzeń. Podniecają się (jak na smętny standard poranka) odwołaniem kierownictwa Centralnego Ośrodka Sportu (z wiadomym właścicielem salonu fryzjerskiego), zastanawiają się jak to wpłynie na Przygotowania Olimpijskie, rozważają kompetencje osoby kierującej resortem.. Aż w końcu jeden z dziennikarzy, z Polityki bodaj, uderza w efektowny ton i stwierdza, że Joanna Mucha się do kierowania resortem nie nadaje, bo nie zna się i nie radzi sobie ze związkami sportowymi, bo tam trzeba mocnego faceta – kowboja..

Po takim tekście człowiek może się tylko pozastanawiać, ile racji ma Joanna Mucha uważając, że jest traktowana seksistowsko przez polityków. Nawet mi się nie chce szukać konkretnych przykładów twardych kowbojek, o tym, że kobiety potrafią być twarde i kompetentne, wie każdy (zaraz, czy jednym z idoli polskiej polityki nie jest Thatcher?).

A potem przeczytałem ten tekst

Who’s that girl?

Włączyłem dziś wieczorem na rozgrzewkę i do towarzystwa telewizor (żeby brzęczał w tle jak się męczę z jakimś paskudztwem, które nie chce się samo zrobić) i trafiłem akurat na film-legendę epoki kaset wideo. Commando, Arnie i jego megamuskuły posmarowane w paski maskujące, rzeź zbiorowa i te rzeczy. Istotą filmu – gdyby ktoś chciał sobie przypomnieć koncept fabularny – była porwana córka Arniego. I kiedy spojrzałem na nią, lekko wypłoszowatą dziewczynkę (choć dzielną i pomysłową jak na córkę superkomandosa przystało), aż zmrużyłem oczy – nie będąc w stanie uwierzyć, że już jej gdzieś nie widziałem w nieco innej wersji.

Alyssa Milano Commando

Wydaje się, że taki dzieciak mógł zrobić karierę? Cóż, może nie Oscarową, ale… Wystarczyło na wiele filmów do zapomnienia, duże role w serialach, które latami tłuką się po telewizjach, jak również na trwałe miejsce w pismach dla panów czy oddolnych internetowych galeriach zdjęć na podnietę. Oczywiście, po kilku latach i osiągnięciu wieku adekwatnego. 

Alyssa Milano not nude

Alyssa Milano. Zgadlibyście patrząc na pierwsze zdjęcie? (Pod zdjęciami linki do stron, z których zdjątka pożyczyłem, tam można znaleźć ich więcej, a jeszcze więcej se sami wyguglajcie). 

Miss drugiego pokolenia

Tak sobie leniwie zerkałem wieczorem na wiadomości na portalu, i tak widzę linka „Córka znanej aktorki została Miss (Złotych Globów)”. Misska jak miska – miss czy misterem w jakimś tam gronie wielu udało się zostać – ja przyjrzałem się miniaturowemu zdjęciu, żeby podejrzeć, która to aktorka wypromowała córuchnę. I wtedy się wyprostowałem i podążyłem za linkiem.

Andie MacDowell daughter Miss Golden Globe

Andie MacDowell, wspomnienie młodych lat. Niczym matka Billy’ego Bibbita z Lotu nad kukułczym gniazdem mogłaby zadawać pytanie „czy ja wyglądam na matkę 21-letniej dziewczyny?”. Ale wtedy uświadamiam sobie, że moje ukochane Cztery wesela i pogrzeb, w tym roku staną się pełnoletnie. 

Andie MacDowell Hugh Grant four weddings funeral

Z każdym rokiem kombatanckie wspomnienia będą się stawać silniejsze:-) Można mi zaproponować tag na tę okoliczność.

Pies jako przodek

Przeczytałem kiedyś, że w latach 90-tych Irakijczycy (może nawet szerzej: Arabowie, nie jestem pewien) nazywali Amerykanów „Synami Psów”. Pies w świecie arabskim jest zwierzęciem mocno niepopularnym (miał kiedyś dotkliwie pogryźć Mahometa, w łaski wkradł się za to kot, który potem Mahometowi wylizał rany), więc z oczywistych względów jest to nazwa mocno nieprzychylna. 

Patrząc w naszą własną przeszłość, bez trudu odnajdujemy w niej równie pogardliwe związki frazeologiczne jak „psie syny” czy „psiekrwie”. Wydaje się jednak, że z czasem większą popularność – może pod wpływem angielszczyzny, a może po prostu – zyskało obrażanie przez odwołanie nie do pochodzenia od psa, lecz od suki („sukinsyn”, „son-of-a-bitch”). 

Tak się zastanawiam: czy ta zmiana ma charakter seksistowski?

Niezależnie od odpowiedzi na to pytanie, spróbujcie odgadnąć, dlaczego po wpisaniu w Gógla frazy „psie syny” dość wysoko pojawiła się strona Komendy Miejskiej Policji we Wrocławiu. 

Aniołki Avitala (a nie Ariego, oczywiście)

Włączyłem dziś wieczorem telewizor, żeby się zrelaksować. Champignons League nie mam dostępnej, więc znalazłem relację z siatkarskich Mistrzostw Europy, gdzie Azerki grały z Holenderkami.

Na parkiecie działo sie ciekawie, bo Azerki nie dość, że nie chciały się poddać, ale momentami solidnie lały faworytki, wygrały pierwszego seta i śmiało zmierzały do powtórki w drugim. Laniu przewodziła atakująca Rahimowa, która tłukła z siłą i dynamiką młodego Wlazłego, a że dostawała co najmniej połowę piłek, to i wyniki miała efektowne (choć było to jednak bardziej podobne do często spotykanego w siatkówce kobiecej modelu „gramy na wysoką skuteczną atakującą, która trafi nawet z ławki rezerwowych”).

Holenderki jakimś cudem wygrały jednak drugiego seta, broniąc cztery setbole, a Rahimowa podzieliła los Wlazłego – zabrakło zdrowia, to i skuteczność się skończyła, ledwo potrafiła skończyć cokolwiek. Od tego momentu mecz zaczął przypominać egzekucję (w pierwszych dwóch setach 50:50, w dwu następnych 50:33 dla Oranje) i można było patrząc na efektowną grę Holenderek, mniej odczuwać wyrzutów, kiedy wzrok z piłki uciekał na grające. A drużyna holenderska była wręcz świetlista od blond czuprynek (oczywiście z pewnymi wyjątkami). Debby Stam mam w pamięci zakodowaną od dawna, ale rozgrywająca Laura Dijkema to odkrycie tego turnieju. Diabolicznie piękna i zabójczo skuteczna, albo na odwrót.

Laura Dijkema Holandia Netherlands

Śmigusowe strategie

Sporą część dzisiejszego dnia spędziłem w ogródku na przyziemnej batalii z mleczami (bo za chwilę zaczną kwitnąć, a poprawianie trawnika traktuję bardziej jako wyzwanie, niż jako pracę). Przez cały ten czas mogłem słuchać, jak dzieciaki latają po osiedlu i organizują sobie śmigusowe polewanki. I przyznam, że bawiło mnie serdecznie, z jakim zmysłem taktyczno-strategicznym podchodziły do rzeczy. Ciągle się słyszało o barykadach, umocnieniach, zwiadach, podchodach, zasadzkach, użyciu ciężkiej artylerii (wąż podłączony do zaworu).. Ba, sięgały nawet po wywiad i dezinformację („bo on będzie udawać, że jest z nimi, i poda im nasz fałszywy plan, a nam ich prawdziwy plan”). Ciekawe, skąd czerpią te wszystkie militarne koncepty. W zamierzchłych czasach mojej młodości, traktowaliśmy to bardziej luzacko, wręcz partyzancko, ot – kto kogo trafi, organizując się co najwyżej według klucza seksistowskiego („dziewczyna? musi być mokra, urraaa!”). Przy czym mnie samemu największą radochę sprawiało potraktowanie kogoś wiadrem, zwłaszcza znienacka.