Frank Lampard a Jules Noel

W dyskusji o błędach sędziowskich i potrzebie ich korygowania powtórkami wideo napisano i powiedziano już chyba wszystko, więc nie będę powtarzał wszystkich możliwych argumentów. Powtórzę tylko, że nie jestem entuzjastą wideo, i zwrócę uwagę na dwie kwestie. Pierwsza to ta, że technika nie dość że też nie jest niezawodna, to daje możliwość manipulacji (nawet niezamierzonej). W niejednej spornej sytuacji widzieliśmy wszak, że pomimo wielu powtórek nie dawało się ustalić jednoznacznie prawidłowego werdyktu (do tej pory nie wiadomo, czy Villa w meczu z Portugalią był na spalonym), a decyzja sędziego mogłaby w tej sytuacji być uzależniona od tego, jaką powtórkę akurat puści mu operator; wszak w meczu Paragwaju z Hiszpanią, w pierwszym ujęciu byłem przekonany że Valdez przyjmował piłkę ręką, później zobaczyłem, że jednak nie, natomiast zadaniem sędziego było ocenić, czy przed celnym strzałem Valdeza będący na ewidentnym spalonym Cardozo brał udział w akcji, czy też nie. Trudno zaś wyobrazić sobie, żeby sędzia domagał się powtórki z wszystkich możliwych kamer, bo a nuż któraś pokaże zdarzenie inaczej. Druga zaś – ściśle związana z pierwszą – jest taka, że decyzję ostateczną i tak musi podjąć sędzia, a nie cały stadion, który widział sytuację z odległości trybun, nawet na telebimie (ba, cały świat widzący sytuację na swoich TV HD czy 3D, zasugerowany jeszcze wypowiedzią komentatora; jakież głupoty potrafią wypowiadać sprawozdawcy, próbując dokonywać samodzielnych interpretacji tego, co widzą…), a jeśli potrzebuje technologii kosmiczno-rakietowej (tak jak badano po fakcie gola Luisa Garcii w półfinale Ligi Mistrzów), to tak naprawdę może decyzję podjąć na podstawie swojego wzroku i sumienia (ewentualnie wzroku sędziów mu pomagających). Ja raczej jestem zwolennikiem dopuszczenia sędziów bramkowych (w najbardziej spornych sytuacjach tego Mundialu powinni byli wystarczyć).

Nie da się bowiem ukryć, że kontrowersje sędziowskie na afrykańskim Mundialu bywają mniejsze i większe, ale najwięcej emocji budzą oczywiście błędne rozstrzygnięcia z 1/8 finału: spalony przy golu Teveza z Meksykiem oraz nieuznany gol Franka Lamparda w meczu z Niemcami. I akurat oba te przypadki są dowodem na to, że sędziowie się zwyczajnie zagapili. Niedopuszczalne, lecz ludzkie. Tutaj przywołam zdarzenie jakże podobne, a ileż bardziej niesprawiedliwe. 3 sierpnia 1932 roku, Igrzyska Olimpijskie w Los Angeles, konkurs rzutu dyskiem. Rzuca Francuz Jules Noel, zawodnik niekoniecznie będący faworytem (siódme miejsce na Mistrzostwach Europy). Sędziowie patrzą nań kątem oka, przyglądając się trwającemu równolegle konkursowi skoku o tyczce. Tak bardzo kątem oka, że kiedy dysk dotyka ziemi, nie potrafią ustalić miejsca, w którym upadł; wiadomo jednak, że upadł poza linią 50 metrów, za znakiem lidera, poza linią rekordu olimpijskiego. Ten rzut dałby Noelowi laur mistrza olimpijskiego. Sędziowie decydują: proszę powtórzyć rzut.. Noel zajął w tym konkursie czwarte miejsce, 12 cm od medalu, za jedyną pociechę mając pokonanie rekordzisty świata Paula Jessupa.

Mr Lampard, would you like to have another shot?