Kwestia poziomu

Być może źródłem wszystkich drwin, jakie uprzejmie kieruję od czasu do czasu pod adresem uczestników programu „Milionerzy”, jest rozminięcie się zachowania poszczególnych osób z poziomem, jakiego można by po nich sie spodziewać. Dzisiaj trafiła się pewna blondynka (politycznie poprawni mogą w tym miejscu załamać ręce nad moim seksizmem i/lub stosunkiem do stereotypów), która wg prezentacji od czternastu (cyframi: 14) lat uczy angielskiego (swoją drogą, po wyglądzie sądząc, to wcześnie musiała zacząć, albo dobrze się trzyma – politycznie poprawni patrz wyżej). I uch, Hubert nie bardzo wierzył w to, co słyszał:) Na dzień dobry popadła w głębokie osłupienie na widok pytania „rodaczka to inaczej..”. Tłumaczyła się niezdarnie, że jako wegetarianka (acz nie zawsze konsekwentna) doznała szoku na widok propozycji „mięsnych”, takich jak rąbanka czy krajanka, i prawie była gotowa zaznaczyć mielonkę:-DD. Później wykazała się nieznajomością poczciwej nazwy „oczerety” (w końcu w angielskim takiego słowa nie ma, n’est ce pas? a czytanie Trylogii to w końcu staromodna rzecz). Cóż jednak powiedzieć, kiedy ostatecznie odpadła, nie potrafiąc wymyślić (przy 50%-szansie!), skąd pochodziła Safona?

Airborell kiedyś napisał (soraski za brak dokładnego linka), że studia powinny służyć zdobyciu szerokiej wiedzy ogółnej, a nie tylko przygotowaniu do zawodu. Patrząc na tę blondynkę, nie mogłem się nie zgodzić:)

Biathlon.. bez nabojów?

Nie, nie wiadomo mi o rewolucji w przepisach tego sympatycznego sportu:)

Po prostu w dzisiejszych „Milionerach” (patrz kategoria notki;)) padło pytanie, jaka jest sankcja za niecelny strzał. Z opcjami „karna runda”, „ławka kar”, doliczenie 30 minut” oraz „odjęcie jednego naboju”. I tak sobie pomyślałem, że w niektórych biegach, zawodnicy mogliby szybko zostać bez nabojów.

A w charakterze ciekawostki – zawodniczka długo nie mogła uwierzyć w możliwość karnej rundy i za jedynie wiarygodne uznawała doliczenie 30 minut:) (zwłaszcza w sprintach fajnie by to wyglądało). Sięgnęła jednak po pomoc publiczności, wśród której znalazło się mimo wszystko paru jajcarzy, którzy zaproponowali zarówno ławkę kar, jak i rzeczone zabieranie nabojów:D 

A co to jest mansard?

Mansard. Co to jest mansard? Takie pytanie dręczyło uczestniczkę „Milionerów”. Na tyle skutecznie udręczyło, że się poddała. Polonistka, niech to szlag (niby że na wychowawczym? języka się nie zapomina). Jak to szło? „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie„, rzekł Zamoyski cztery wieki temu. Ale to pewnie się na historii tylko stosuje, a nie na języku polskim..

A mnie dręczyło wtedy inny pytanie: czy mieszka się „na mansardzie„, jak zaproponował autor pytania, czy też może raczej „w mansardzie„?

Tak czy owak: „Jeszcze zdążymy tanio wynająć małą mansardę,/Z oknem na rzekę lub też na park„.. (Edward Stachura) 

Dzikie kierpce

W jednym z ostatnich odcinków „Milionerów” padło pytanie:
Ukąsić może: A/ ciżemka, B/ mokasyn, C/ sabot, D/ kierpec?

Panienka odpowiadająca na pytanie popadła wtedy w poważne tarapaty (a było to pytanie za 2000). Wprawiło nas to w nadspodziewanie dobry humor, zaczęły się pojawiać szybko dowcipy, których kulminacją były dzikie kierpce czające się w kosówce:) Kiedy panienka wzięła „pół na pół”, kierpec niestety odpadł, lecz wówczas padł z ekranu domysł , że ukąsić może „jakiś owad” i natychmiast pojawiły się ciżemki prostoskrzydłe:)
Ech, człowiek to jest złośliwy, nie to co poczciwe węże:)

A bohater pytania wygląda tak:

mokasyn błotny

Link

 

Jęzor

Ubawiło mnie ostatnio pytanie, czy dzielnicą Sosnowca jest Wąsisko, Graba, czy też może Jęzor (czwarta odpowiedź uszła mi z pamięci). Cóż, dla każdego użytkownika PKP w naszym regionie znajoma powinna być fraza „pociąg osobowy do.. przez Ząbkowice – Jęzor”, nawet jeżeli pochodzi tylko z żartów i anegdot. Ale dla nietubylca takie pytanie może jednak oznaczać dużo poważniejszy problem i konieczność strzelania. Zawodnik się wolał wycofać..

A w ogóle, to w ostatnich odcinkach miałem wrażenie, że przegięli trochę z rozłożeniem pytań i na sam początek dali pytania, których spodziewałbym się kilkadziesiąt tysięcy później. I uwalili dwóch „recydywistów” na zero.

 

Złota bergamotka

A może jednak najbardziej lubię tych Milionerów za jajcarstwo w pytaniach? W ostatnich odcinkach rżałem widząc propozycje, że Parys wręczał boginiom złotą bergamotkę, albo że wybrankiem Barbie był Dipsy:) 

 Barbie ((c) Mattel etc.)Dipsy ((c) BBC

A na myśl uczestnika, że można mieć sztabkę prostolinijnego złota, to nawet Hubert parsknął uśmieszkiem.

Zdziwiło mnie jednak – łyżeczka dziegciu – że wykształcony człowiek może mieć jakiekolwiek wątpliwości, z czym kojarzyć Wojskową Radę Ocalenia Narodowego..

 

Pokora, pokora i jeszcze raz pokora

Kiedy otwierałem cykl notek o „Milionerach”, sam się zastanawiałem, co w oglądaniu tego programu bawi najbardziej. Sądzę, że duża rolę odgrywa jednak takie utwierdzanie się w poczuciu wyższości: ja wiem, to takie proste, a ten/ta [–] nie wie (a w domyśle: w sumie jakbym tam był, tobym dopiero pokazał). Ostatnie odcinki przywróciły jednak mojemu myśleniu właściwe tory, ponieważ przy licznych pytaniach stanąłbym bezradny, nie wiedząc wcale lub /i błędnie strzelając. Polec można bowiem na wszystkim: na mniej znanych nazwach gier sportowych, na nazwach zwierząt, płytach Milesa Davisa, bohaterach komiksów, a nawet na odmianach owoców.

Dlatego zamiast we wnętrzu puszyć (swoją drogą, tani to sposób poprawy samooceny), lepiej zawsze mieć w sobie odpowiednią dozę pokory. Zasada ta sprawdza się w każdej dziedzinie, po prostu – w życiu.

 

Hardkorowy szoping

Niedawno w Milionerach pojawił się pewien młody polonista uczący w liceum, który zadeklarował, że pieniądze z wygranej w pierwszej kolejności przeznaczy na „hardcore’owy shopping ze swoją dziewczyną”.

Hmm. NIe zamierzam być jakimś szczególnym purystą, ale jeżeli tytułowe sformułowanie nie jest zaśmiecaniem polszczyzny, to nie wiem, co nim jest. W ustach polonisty razi to moim zdaniem szczególnie, i zastanawiam się, jak brzmi mowa jego wychowanków. 

W każdym razie nasz nowatorski polonista szybko sam się ukarał – nie wiem, czy zapomniał, co to jest kąt 0 stopni, a co 180 stopni (w końcu jest polonistą, a nie matematykiem:-D), czy też nowatorsko zaniechał całkowicie używania zegarów ze wskazówkami, w każdym razie nie wiedział, jaki kąt tworzą wskazówki zegara o godzinie 18.00.  I wrócił do domu z niczym. Zamiast hardkorowego szopingu będzie miał więc co najwyżej hardkorowe przeżycia na lekcjach, jeżeli uczniowie postanowią z niego zadrwić. W końcu jest za co.

 

Wracają "Milionerzy"

Zobaczyłem właśnie zajawkę, że 6 września rozpoczyna się emisja nowych odcinków „Milionerów”.

Nie ukrywam, że się cieszę – już zaczynało mi brakować propozycji w pytaniach, że gorgonzola to rodzaj potwora morskiego, a synem Noego był Gbur, Arogant lub Ordynus. A jeszcze bardziej – odpowiedzi, że konduita mieszka w pałacu:)

Liczę na wiele nowych okazji do śmiechu. A kto wie, może będą i inne emocje.

Siła intuicji

Jestem pod wrażeniem tego, co ostatnio w Milionerach zrobiła pewna maturzystka . Nawet nie chodzi o sam wynik (byłoby dopiero, gdyby zgarnęła główną), ale raczej o styl, o podejście. W zasadzie z 6 kolejnych pytań, na które odpowiedziała, zaczynając od 20.000, a na 500.000 zł kończąc, na żadne nie znała tak naprawdę odpowiedzi (spektrum zresztą szerokie, od literatury romantycznej przez Beatlesów po winiarstwo). Ale – dziwnie bo dziwnie – grała. I intuicyjnie, skacząc od Annasza do Kajfasza, ostatecznie wybierała odpowiedź prawidłową. Dopiero w finałowym nie czuła się już na siłach (intuicji brakło?) i nie strzelała.

A pytanie finałowe rzeczywiście było trudne. Bo kto w końcu (poza pasjonatami historiii kina) zna na pamięć daty roczne urodzenia Bogarta czy Chaplina? Nawet tylekroć przywoływane tu przeze mnie klasyczne wykształcenie by wiele nie pomogło (nie na wszystkie pytania)..

To jest jednak gra:)