W upalny dzień bywa dziwnie

Dzień dziś taki (był) że ponad trzydzieści stopni. Kiedy się w takich warunkach funkcjonuje, a zwłaszcza podróżuje, choćby i na krótkim dystansie, dziwne rzeczy człowiek dostrzega.

W mieście T.
niebieskalazienka punkt odbioru osobistego
Koło takiej tablicy informacyjnej parkowałem. 

Na samochodzie jadącym przede mną
skup i sprzedaż samochodów pofirmowych i poleasingowych
Poleasingowe mnie nie dziwią, ale formę „pofirmowe” zobaczyłem po raz pierwszy. Pewnie powinienem to wysłać na Chomeland Polishizna, ale, wiecie, upał.

Z wziętej dziś do ręki instrukcji gry komputerowej (wyścigi)
Prosimy się nie kontaktować z pracownikami działu pomocy technicznej firmy z prośbą o porady dotyczące samego sposobu grania. Z przykrością informujemy, że nie udzielamy tego typu porad.
A co jeśli zawiera orzeszki? 

Spotkana na fejsie metka chińskiego produktu
made in China remove child before washing
Ważne: „wyjąć dziecko przed praniem

Z literatury
Oszalałe od upału miasto liczyło minuty do zachodu słońca
Wciąż mam odruch, że to Bułhakow, ale może to jednak Strugaccy? 

Spacer na rozgrzewkę

Wybraliśmy się na sobotni spacer w terenach górskich. Zostawiliśmy samochód w centrum miasta, ruszyliśmy. Pogoda nas początkowo straszyła, wyraźnie chciała nas zatrzymać w miasteczku, byśmy jak prawdziwi niedzielni turyści zasiedli przy kawie… ciastku (kremówce prosto z Wadowic)… kiełbasie z rusztu/grilla/paleniska… kebabie z oscypkiem („ja przepraszam że pan hrabia w tym miejscu zwymiotował”)… herbatce góralskiej… kolejnej herbatce góralskiej… a potem wykupili kwaterę i od rana powtarzali. Cóż, nie tym razem, zresztą wiatr raźno przegnał chmury straszące deszczykiem i niebo zrobiło się błękitne.

Przyjechaliśmy bowiem pobyć na świeżym powietrzu i rozruszać się przed nadchodzącymi wakacjami. Ludzi mimo słonecznej soboty na szlakach niewielu, także obecność jagód na krzakach wzdłuż szlaku wskazywała na to, że potencjalnych chętnych na buszowanie w krzakach wielu dotąd nie było. Zaskoczyły mnie natomiast – i to kompletnie – borówki (nawet jeśli tylko w jednym nasłonecznionym miejscu), przecież dopiero początek lipca, powariowała to przyroda zupełnie (choć jeżyny wciąż jeszcze cierpliwie czekają na swoją porę). 

Na Orłowej wiatr wiał wciąż w najlepsze. Stanąłem na zboczu patrząc na góry przed sobą, słońce przygrzewało. Rozłożyłem szeroko ręce, zamknąłem oczy. „Chrzań się, Leo”, pomyślałem.

Kto nie zlęknie się burz

Sobota. Z balkonu spoglądają na mnie spode łba deski balustrady,* których odświeżanie rozpocząłem ze dwa tygodnie temu (partiami i i z pewnymi trudnościami logistycznymi). Spoglądam i ja spode łba, za okno, patrząc na niebo, którego wygląd zmienia się w zastraszającym tempie – raz są ciemne chmury, raz słońce, raz kapuśniaczek, raz burza… 

W końcu dochodzę do wniosku, że lepiej z pogodą nie będzie, i ładuję się na dwór, by skrobać i malować. Niebo nadal szaleje, ale nie na tyle, by przeszkodzić, tylko na kilka minut się zwijam podczas jakiegoś deszczyku. Kończę malować ostatnią deskę nasłuchując coraz groźniejszych pomruków…

Kto nie zlęknie się burz, deski ma pomalowane już. Ulewy nie było.

*nie żeby ktoś jeszcze tak na mnie nie spoglądał

Mahoń

Popołudnie w ogródku.

Przede mną wielka puszka farby z napisem „mahoń”. Z tyłu słońce grzeje mi na odsłonięte plecy.

Przez głowę przelatuje myśl „ciekawe z której strony szybciej się strzaskam na mahoń”.

Roma

Skręciwszy z najbardziej utartych rzymskich tras, mijamy Ara Pacis Augustae i zatrzymujemy się przy nowoczesnej, bielutkiej fontannie. Właściwie to rodzaj baseniku z płyt kamiennych, w którego dnie osadzono szereg rur tryskających (z tych szerszych). Niski brzeg z jednej strony wprost zachęca do tego, żeby coś w tej fontannie zamoczyć, najlepiej jak najwięcej (temperatura zbliża się do czterdziestki i ani jej w głowie, że to za dużo), ale tuż z boku widać tabliczkę, że do fontanny ze względów bezpieczeństwa wchodzić zakazano, w końcu można sobie rozbić głowę, utopić się albo co jeszcze. Carabiniere żadnego w okolicy nie widać, ale towarzystwo przy fontannie karne, siedzi tylko na tym niskim brzegu i majta nogami w wodzie (jak nie stoi, to nie weszło).

Obserwuję sobie tak z boku (rozglądając się zarazem za jednym z niemal wszechobecnych rzymskich kraników, bo takiej wody z fontanny to strach by się było napić, a nawet twarz przetrzeć). W pewnej chwili do fontanny podchodzi elegancka kobieta (pewnie Włoszka, ale skąd to w Rzymie można wiedzieć), zastanawiam się w myślach, kogo za chwilę spod tej fontanny wyciągnie i zabierze do domu. A ona tymczasem zdejmuje buty na korkowym koturnie, podwija obcisłe czarne spodnie i z niezmiernie zadowoloną miną moczy nogi w wodzie.

Lato. Upał. Rzym. 

Mondrian na nodze

Znajomi z fejsa być może pamiętają (a może woleli szybko zapomnieć), jak swego czasu (sprowokowany, a jakże) wrzuciłem zdjęcie swoich stóp opalonych „na wojskowo”, to jest w tych miejscach, gdzie akurat w sandałach są dziury.

W tym roku podźwignąłem tę technikę opalania na wyższy poziom. Oto najpierw jednego dnia ubrałem sandały i spędziłem w nich dzień cały. Jako że śródziemnomorskie słońce grzało solidnie, pod wieczór oczywiście na stopach pojawiły się wielkie czerwone plamy przedzielone jasnymi paskami. Wybierając się więc do wyjścia następnego dnia, wybrałem swoje ulubione obuwie typu „półbuty tekstylne siatkowe”. Wieczorem przyjrzałem się stopom.

Jak należało się spodziewać, nogi opaliły się do granic półbutów, w wyniku czego na stopie malował się ciemny okrąg – a przed nim na jasnej skórze ciemna plama z dnia poprzedniego. Efektem mniej już przewidzianym były natomiast regularne plamki odpowiadające dziurkom w siateczce…

Może to nie Mondrian tylko inny artysta współczesny, nie będę się doktoryzował, w tej chwili i tak przechodzi w Jacksona Pollocka, bo mi spalona skóra zaczęła schodzić.

 

 

Niech pani spada

Już kiedyś wspominałem o złotej zasadzie poszukiwaczy czarnego złota: jeśli jeżyna stawia choćby lekki opór – to znaczy, że nie jest jeszcze gotowa, chyba że ktoś lubi kwaśne i niedojrzałe albo ma potrzebę za wszelką cenę, wtedy niech się pcha do woli. Dojrzała jeżyna, taka, którą można się delektować, pod palcami sama właściwie zeskakuje z szypułki, chętna i podatna. Należy tylko pamiętać, by naczynie pod gałązkę podstawić, bo jak jeżyna pospieszy się i spadnie na ziemię, to w gąszczu może się nie dać odnaleźć. 

Dziś spadały jak złoto, rozgrzane słońcem, wielkie, miękkie i pachnące.

Kolejny sezon jeżynowy trwa w najlepsze. 

Spędzać zimę w Nicei?

Pewna bliska mi osoba zwykle podkreśla, że najchętniej spędzałaby zimę w Nicei. Nigdy nie byłem w Nicei zimą, więc nie wiem jak tam jest, pewne obserwacje poczyniłem jedynie latem, ale że mamy w tej chwili u siebie zimę niewątpliwą, to odrobina południowej słonecznej aury na pewno nie zaszkodzi.

Nicea Nice Francja FranceNad Niceą faktycznie tu i ówdzie widać góry, jak to na Riwierze.

Nicea Nice Francja FranceZresztą orientacja „w górę” jest tam popularna, i nie chodzi wcale o wieżowce.

Nicea Nice Francja France Hotel NegrescoWspominałem Romaina Gary.. w tej okolicy mógł się szwendać.

Nice Nicea Francja France port
A morze, jak to morze. 

Nicea Nice Francja France
Z góry zawsze widać lepiej. A pod tymi markizami na dole sprzedają Lody. 

Kanapka z pomidorem

Weź kromkę chleba, najlepiej porządnego polskiego chleba, co się nie starzeje zbyt szybko (nie musi być uberświeży, bo wtedy najlepiej smakuje sam sobie). 

Weź coś do posmarowania chleba, zasadniczo według uznania, mnie najlepiej chyba wchodzi majonez, a oliwa znacznie mniej. 

Weź dojrzałego pomidora (mniej dojrzałe, a zwłaszcza zimowe, nie gwarantują rezultatu), ukrój odpowiednią liczbę plastrów, ułóż. 

Posól i podoprawiaj wedle uznania. 

Zrób od razu drugą, oszczędzisz sobie chodzenia. 

Miłośników bruschetty też pozdrawiamy.

"Pani się puści"

Na niektóre czepialskie wystarczy parę takich prostych słów, zwłaszcza na młode i elastyczne. Do innych potrzebny jest większy arsenał środków – a w nim zawsze warto mieć cierpliwość, pomysłowość i wygimnastykowanie. A już jak się trafi jakaś stara, nieważne czy gruba, czy zasuszona, to i siły nieraz potrzeba. I ostre potrafią być, cholery jedne. 

W każdym razie tego lata mogę już ogłosić, że sezon na jeżyny uważam za otwarty – i było to całkiem udane otwarcie, nawet jeżeli letni deszcz postanowił je umyć razem z nami.