Omaha Beach

Tego dnia było pochmurno. Kiedy wysiedliśmy, założyliśmy pelerynki, przynajmniej dla ochrony plecaków z podręcznymi rzeczami. Ruszyliśmy przez piasek, deszcz stawał się mocniejszy z każdą chwilą.

plaża Omaha Beach Easy Red Normandia Normandy

Ponura pogoda nie zachęcała do rozmów, szliśmy więc w milczeniu przez Easy Red w kierunku St-Laurent-sur-Mer. Spoglądałem w zadumie to na morze, to na szeroki pas piasku, to na wznoszące się nad plażą zielone zbocza (wiedziałem, że pewnie znajdę tam stare umocnienia) – i myślałem o tych chłopakach z Wielkiej Czerwonej Jedynki (autobus stawał na minirondku przy kamieniu z czerwoną jedynką) i z Dwudziestej Dziewiątej, przemieszanych tu kompletnie, którzy starali się przeżyć i dać szansę przeżyć kolegom, pchając się na te zbocza. 

plaża Omaha Beach Easy Red Normandia Normandy

plaża Omaha Beach Easy Red Normandia Normandy

Gdyby była dobra pogoda, szlibyśmy dalej do Vierville, a może i do Pointe du Hoc. Ale my mogliśmy się wycofać.

plaża Omaha Beach St-Laurent-sur-Mer Normandia Normandy

Wiwlafrąs!

Jadę TGV.
Spóźniony jak TLK.
Wciąż w tunelach jak cholerne metro.
I wifi nie ma.
Przez dziesiątki kilometrów wlecze się sto pięćdziesiąt jak jakiś produkt bydgoskiej Pesy. 
(ale kiedy wjeżdża na peron po krętym torze to wygląda całkiem jak wąż z tym swoim podłużnym pyskiem i parą ślepi)

Sobota, weekend wymiany turnusów. Wielu ludzi chce dojechać pociągiem, więc koleje francuskie puszczają na tory dodatkowe składy na popularnych kierunkach. A żeby je pomieścić na torach… wycinają część połączeń lokalnych, w tym to, które sobie pracowicie zaplanowałem jako część trasy wakacyjnej (co nie przeszkodziło francuskim kolejarzom w sprzedaniu mi dzień wcześniej w kasie biletu na to wycięte połączenie). W efekcie siedzę teraz przed dworcem (dworczykiem) bo czas, jaki nam pozostał na zwiedzanie Dol (z bagażami) jest o półtorej godziny krótszy (a bagaże są ciężkie), dobrze że słońce świeci i osładza chłodny wiatr. Pora* zabrać się za kupiony awaryjnie pate de campagne 

Trzebaż mieć farta, by na podróż do fenomenu z listy UNESCO wybrać się (z przesiadką) w czasie kiedy francuscy rolnicy w ramach tradycyjnego protestu o Republika-wie-co (aujord’hui je ne comprends francais więc trochę zgaduję oglądając telewizję, że tym razem o ceny mleka) postawią blokadę dokładnie na twojej drodze. W efekcie autobus zatrzymuje się ze siedem kilometrów dalej w Pontorson (choć śmiało mógł skubany pociągnąć jeszcze z pięć kilometrów do wioski, blokada jest za nią) i zostaje drzeć piechty (z pewnych względów opcja z rowerami nie wchodzi w grę), a w dalszej perspektywie rozpieprza to nam cały harmonogram transportu (udaje się wrócić sprawnie całkiem alternatywną trasą, ale dziesięć euro wydane zapobiegliwie na bilety powrotne.. sami możecie sobie dopowiedzieć co). Tyle naszego, że w drodze powrotnej znosi nas do przydrożnego sklepu i po degustacji wychodzimy z butelką cidre rose. A w domu widzimy całą kolumnę traktorów z tej blokady i – odmiana syndromu sztokholmskiego – wesoło im machamy.

Patrzę na francuską telewizję i zastanawiam się: czy w polskiej telewizji (której nie oglądam) występują tacy sami bucowaci kretyni, czy francuscy są jednak gorsi?

*pisane było na gorąco, wtedy był czas teraźniejszy

Migawka paryska

Jadę metrem, linia szósta. Na Passy  nieoczekiwana jasność, wyjechaliśmy na powierzchnię, pokonujemy Sekwanę, ale na drugim brzegu nie wpadamy z powrotem pod ziemię, tylko ciągniemy napowietrznie.

 Patrzę jak urzeczony: jedziemy na żelaznej estakadzie na wysokości trzeciego piętra, gapię się przez okno na zdobnie kute kraty na balkonach i w portefenetrach – i żadnych ekranów jak przy autostradzie A2, da się żyć ze składami przejeżdżającymi co parę minut. Dopiero przed Gare Montparnasse ładujemy się z powrotem pod ziemię, a i to nie koniec jazdy na wysokości.

Jestem ciekaw jak się mieszka z taką estakadą metra za oknem, na szczęście sam byłem od niej odgrodzony szeregiem kamienic, z balkonu się nawet nie słyszało metra pomimo że się je widziało jak jedzie.

Czosnek, wszędzie czosnek

Region śródziemnomorski niezaprzeczalnie kojarzy się z czosnkiem: aioli, pesto, aglio&olio(&pepperoncino), tzatziki, baranina – wszędzie czosnek i czosnek. Dziwić nie może, bo tam gdzie nie stąpniesz, tam czosnek wyrasta. 

czosnek Castelsardo Casteddu Sardynia Sardegna Włochy Italia

U nas można go (kiedyś czasem, dziś często) spotkać w kwiaciarniach, robi wrażenie, te wyhodowane pracowicie kule. Na swobodzie też robi wrażenie, kiedy rośnie całym stadem, może kule mniejsze, ale za to wśród liliowo dojrzałych znajdziemy i jeszcze zielone, tego w kwiaciarni nie dostaniecie.

czosnek Bonifacio Korsyka Corsica Francja France

I nie żartowałem mówiąc, że rośnie wszędzie. Na „gołej” skale też będzie próbował.

czosnek Capo Caccia Sardynia Sardegna Włochy Italia

Ale nie sprawdzałem, jaki był w ziemi.