Biegacz z Tonga

Zawsze lubiłem (i dawałem temu wyraz) wielkie imprezy za te drobiny kolorytu, za uczestników, którzy pojawili się głównie dla udziału: samoańskich sprinterów, pływaka Moussambaniego, który pierwszy raz zobaczył pełnowymiarowy basen na Igrzyskach… Na zimowych igrzyskach też miewaliśmy różnych oryginałów: angielskiego skoczka Edwardsa (nawet jeśli był czystą kreacją), startującą w barwach Tajlandii skrzypaczkę Vanessę Mae, Kenijczyków, którzy z biegania zwykłego próbowali się przerzucić na bieganie na nartach…

Za nieco ponad godzinę rozpoczyna się ceremonia otwarcia Igrzysk w Pjongczangu. Pojawi się tam z flagą swojego kraju samotny reprezentant Wysp Tonga, urodzony w Australii Pita Taufatofua. Pierwsze treningi odbywał na piasku, zanim w końcu przeniósł się trenować na półkulę północną, zakwalifikował się do startu zaledwie kilka tygodni temu. Ma jednak za sobą doświadczenia olimpijskie… dwa lata temu brał udział w letnich Igrzyskach w Rio. W taekwondo. Bardziej by pasowało do narciarstwa artystycznego (baletu narciarskiego), ale ta konkurencja się nie przyjęła…

Pita Taufatofua Tonga Winter Olympics Pyeongchang 2018

Myślę, że i publiczność koreańska (dla której wykonał już parę pokazowych kopnięć), i światowa, polubią Taufatofuę. Nawet jeśli będzie ubrany cieplej niż na ceremonii w Rio.

Abancourt

Wiele w życiu zależy od inspiracji. Ta notka została na przykład zainspirowana wpisem przezacnej koleżanki z bloga służbacywilna.info o urokach podróży kolejowych – ze szczególnym uwzględnieniem przesiadek. Zaraz mi się przypomniało, jak z przerażeniem patrzyłem na opóźnienie pociągu jadącego z Turynu do górskiego miasteczka Cuneo, gdzie mieliśmy tylko jeden cel: złapać przesiadkę na pociąg do leżącej po drugiej stronie gór Ventimiglii (samo Cuneo może i też byłoby ładne, ale Ventimiglia była częścią bardziej skomplikowanego planu wakacyjnego)… Wciąż czuję pot na wspomnienie biegu z ciężkimi plecakami (i siedmiolatkiem) do drugiego – szczęśliwie czekającego – pociągu, brak miejsca w środku nie wydawał się już takim problemem (plecaki postawiliśmy jakoś, nawet chyba dziecko udało się posadzić).

Abancourt nie przysporzyło nam żadnych emocji (nie tylko w porównaniu z Cuneo). Ta kilkusetosobowa wieś ze stacyjką kolejową na obrzeżu w ogóle nie wydaje się posiadać zdolności wprawiania w jakiekolwiek emocje, barman w przydworcowej knajpie był senny jak lipcowe popołudnie, a kawa chyba najtańsza jaką zdarzyło się pić we Francji (jakości nie zapamiętałem). Oczywiście co innego pomyślałbym gdyby jednak francuski pociąg złapał opóźnienie. Jedyną bowiem racją naszej obecności w Abancourt była przesiadka – tam stykały się linie z Rouen (do Amiens) i do Beauvais (z Treport-Mers). Na całe szczęście pociągi jechały dość punktualnie (a zapas był dość spory) i niezelektryfikowaną, jednotorową linią do Beauvais jechałem uspokojony, że na samolot do domu zdążę bez trudu.

Nie wiem, czy mam jakiekolwiek zdjęcia z Abancourt (poza stację się nie zapuszczaliśmy). Ale skoro jechaliśmy tego dnia z cudownego Rouen do uroczego Beauvais (ciekawe ilu z Polaków korzystających z tamtejszego lotniska choćby spróbowało zobaczyć to miasteczko), to przecież zawsze mogę dać zdjęcia z Rouen i Beauvais, prawda? 

Rouen Normandia Normandy Francja France Vieux Marche

Beauvais Francja France Pikardia Picardie

Ach, niedoceniana północna Francjo…

kłamstwo!

Każdy wie, że łopatą nie można nikogo kopnąć, a jedynie można komuś łopatą przywalić. Kto więc stoi za wypisywaniem takich bezeceństw na murach miasta?

łks widzew święta wojna kopanie bitcoinów

Teraz będzie pora na jakieś hasło z ełkaesiakami, jak się napatoczy 🙂

Rozgrzewka i seans

Miałem zamiar napisać zupełnie poważną notkę o zupełnie poważnych sprawach, ale zrobił się piątek wieczór – a w piątek, jak wiadomo, ludzie robią się niepoważni i tylko im zabawa w głowie, więc pisanie poważnej notki przełożę na inny dzień (poza tym muszę poskładać myśli, i zebrać ździebko materiałów).

A poza tym wpadło mi w oko parę świeżych hasełek z łódzkiej wojny muralowej i stwierdziłem, że to świetny moment żeby je zachować pro memoriam, zanim znikną w czeluściach dysku albo – co gorsza – w odmętach fejsa (na dysku jest jakaś szansa znaleźć).

widzew Łks święta wojna napisy kac wawa

Łks widzew święta wojna napisy kupa rozgrzewka

Symetrycznie, po jednym w każdą stronę, możecie zająć którąś stronę, albo i nie, bo po co. Weekend idzie.

Kwestia punktu widzenia

Są miejsca, które widzieliśmy setki razy, o których powiedzieliśmy że je znamy na pamięć, a potem nagle się okazuje, że czegoś o nich nie wiedzieliśmy. 

To było w tak zwany Czarny Piątek, specjalnie poszedłem sobie do nieodległej galerii handlowej (samochodem byłoby pewnie dłużej), słoneczko akurat wyszło, w sam raz na spacerek. Szedłem sobie wzdłuż ulicy, popatrzyłem na samochód skręcający na parking, i nagle aż mnie zastopowało. Aż wyciągnąłem telefon i wszedłem na parking żeby zrobić zdjęcie.

kościół Piotra i Pawła Katowice

Przejeżdżałem koło tego kościoła setki razy (wiele setek), za każdym razem kiedy jechałem do liceum czy kiedy wracałem z uczelni, przechodziłem koło niego w drodze do pracy lub po prostu – a tego dnia patrzyłem jakbym go widział po raz pierwszy. Zawsze wydawał się wciśnięty za drzewami, po drugiej stronie ulicy jak nie blok, to mur jakiegoś zakładu. Nigdy nie zdarzyło mi się spojrzeć na niego z takiej perspektywy, poprzez pustą przestrzeń, nawet kiedy byłem w okolicy, skąd takie spojrzenie byłoby możliwe, to albo nie docierałem do właściwego punktu, albo po prostu patrzyłem gdzie indziej. 

Śliczna Czerwona Piątka

Zespół Williams w obecnych tygodniach kojarzy się polskim kibicom tylko w jeden sposób: jako potencjalne miejsce pracy Roberta Kubicy w sezonie 2018 (skoro powrót z Renault z takich czy innych względów ostatecznie nie wypalił). Możliwe, że nagle temu zespołowi przybędzie nowych kibiców, widziałem, że wielu korzystało z posezonowej wyprzedaży w firmowym sklepie zespołu, w końcu barwy zespołu na rok 2018 zmienić się nie powinny (aktualnie są zdominowane przez sponsora tytularnego Martini). 

A nie zawsze takie były (za to często były dostosowane do wymagań aktualnego sponsora właśnie). Kiedy zaczynałem swoją przygodę z F1, samochody Williamsa łączyły na sobie biel Canona, głęboki niebieski browaru Labatt’s i żółć papierosów Camel. Te barwy wryły mi się w pamięć w niezapomnianym spektaklu, jaki stworzyli Senna i Mansell w GP Monaco 1992, kiedy jadący po pewne zwycięstwo Anglik musiał zjechać przed końcem na zmianę opony, stracił pozycję i przez kilka trzymających w najwyższym napięciu okrążeń próbował się przepchnąć przed McLarena, bezskutecznie zresztą. 

Nigel Mansell Williams FW14B Goodwood 2017 Chandhok

To było piękne auto… Wzdycham tak, bo dzisiejsze samochody bywają brzydsze, a i samochody z okresu wcześniejszego potrafiły być może i efektownie wyglądające z przodu, ale za to fatalnie wyglądały z boku zwłaszcza ze swoimi zupełnie zaburzonymi proporcjami. FW14B wyglądało pięknie i z przodu, i z boku, a to używane przez Mansella miało na dodatek charakterystyczną czerwoną piątkę.

Nigel Mansell Williams FW14B Goodwood 2017 Chandhok

Na przełomie czerwca i lipca w angielskim Goodwood odbywała się tradycyjna pokazowa impreza motoryzacyjna, na której pojawiło się wiele starszych i nowszych samochodów przeznaczonych do ścigania się w przeróżnych cyklach i seriach. Oglądałem transmisje internetowe, bo przejażdżkę Lotusem (w barwach Renault) miał zrobić Kubica, pierwsza okazja zobaczenia go w bolidzie „na żywo” od roku pańskiego 2010… I kiedy tak zerkałem czekając, w pewnej chwili aż mi się zrobiło wilgotno w oczach – po torze jechała prześliczna Czerwona Piątka (bez Mansella za kółkiem, ale on mniej śliczny, zwłaszcza ćwierć wieku później), te zdjęcia powyżej to właśnie z tej okazji.

Nawet widok Kubicy tak na mnie nie podziałał.

*zdjęcia zostały użyte ilustracyjnie, nie wolno ich kopiować ani wykorzystywać do celów komercyjnych bez zgody właścicieli praw autorskich

Święta wojenka ma się dobrze

Blog bywa miejscem na wszystko: na przemyślenia poważne i na śmieszne drobnostki, na zdjęcia własne i ciekawostki wygrzebane, na każdą z tych rzeczy można byłoby mieć konto w osobnym serwisie (fejs, twitter, insta, tumblr, pinterest, cokolwiek…), tylko po co? Na Bloksie przynajmniej z trudem, ale da się coś odnaleźć…

Założyłem na początku roku na blogu specjalny tag „łódzka wojna”, z myślą żeby wrzucać legendarne łódzkie napisy na murach, tworzone w ramach wojenki widzewiacko-ełkaesiackiej. Na razie – z 1001 powodów – nie wyszedłem poza punkt startu (choć gdzieś nawet mam zapisane jakieś linki to zbiorków fotek…), ale dziś w którymś serwisie aż zakwiczałem z uciechy, i uznałem że to jest Ten Moment, kiedy projekt zrobi kroczek.

Widzew leczy się u Zięby ŁKS

Szarlatan Zięba, znany altmedowiec i ekspert od rzekomych spisków firm farmaceutycznych, jest postacią… aktualną, zatem i napis musiał zostać stworzony niedawno. Dobrze widzieć, że duch w narodzie nie ginie.

 

październik

Pogoda w ostatnim tygodniu była iście… kwietniowa, z przeplatanką złotej polskiej, zwykłych deszczyków, najgorszej szarugi i dość paskudnego wiatru (tylko zimy na szczęście brakowało). 

I aż zaskakujące że jeszcze nie nadeszły jesienne mgły (ale przy takim wietrze to mgła nie ma szans).

Zatem jesienna, październikowa mgła sprzed paru lat.

jesień październik mgła Katowice

Wszystko płynie

Panta rhei, powiedział Heraklit. W myśl tej maksymy nawet jak wrócimy w to samo miejsce, to będzie ono już inne, nawet jak spróbujemy odtworzyć jakąś sytuację, to nigdy nie będzie ona tą samą.

Siedem lat temu podczas weekendu F1 w Japonii mieliśmy potężną ulewę w porze przewidzianej na kwalifikacje. Lało (w Japonii jesienią potrafi mocno, nawet bez tajfunów) tak mocno, że żaden samochód nie wyściubił nosa z garażu, musiałby być zresztą bardziej łódką niż samochodem (samochód Pana Samochodzika też mógłby nie dać rady w tych warunkach). Jedyną formą ścigania tego dnia było puszczanie łódeczek majstrowanych przez mechaników

Dziś zanosiło się podobnie – struga płynęła przez pitlane, nawet któryś garaż chciała zalać. I znów zespoły zabrały się do puszczania małych obiektów pływających.

Haas F1 Steiner boat Suzuka 2017 Japan
Nie ma to jak kazać szefowi spływać…

Haas F1 Steiner boat Suzuka 2017 Japan
…a potem pokażą to w telewizji.

Renault F1 Hulk boat Suzuka 2017 Japan
Puszczenie z prądem monstrum można jeszcze zrozumieć…

Renault F1 banana boat Suzuka 2017 Japan
…ale tego już nie bardzo…

Wygląda podobnie? Może, ale jednak inne łódeczki, inne zespoły i przede wszystkim inny dzień tygodnia. A poza tym po trzech kwadransach ulewa dała sobie spokój i samochody wyjechały.

Panta rhei.

La Laa Land

Ciepły (prawie gorący) letni dzień. Szwendamy się leniwie uliczkami małego miasteczka wśród pól i obserwujemy rzeczywistość jednakowoż odmienną od naszej (no, chyba żeby nie). Pośrodku miasteczka, przy ryneczku, stoi sobie ratusz. Widać go z pewnej odległości, wyniosły góruje nad otoczeniem niskopiennym niczym Kongresówka. Na dachu widać te urocze, rzadko spotykane zdobienia, które tak bardzo podobały mi się w Budapeszcie (nie napisałem o tym? trudno). A kiedy patrzymy na ryneczek pod ratuszem, to nie dość, że prawie cały zajęty pod parking:

Laa an der Thaye rathaus ratusz Austria

to zaraz obok z boku tegoż ratusza jest – powiedzmy – kącik sanitarny, obejmujący nie tylko zwykłego toi-toia, ale i barakowóz jak od Drzymały wypożyczony, zaadaptowany przez lokalną OSP na posiadający część zarówno męską jak i damską.

laa an der thaye wc wagen rynek

Dla większego urozmaicenia po tej bocznej stronie dorzucono część zieloną (acz niepozbawioną parkingu) i stację ładowania wszystkiego (choć raczej mniejszego niż większego) prądem elektrycznym pochodzącym ze źródeł odnawialnych, a konkretnie z baterii słonecznych umieszczonych na dachu wiaty. Gdzieś tam był też sklep typu 1001 drobiazgów (zamknięty z powodu urlopu), na którego wystawie wypatrzyłem tę oto fascynującą, przydatną rzecz:

laa an der thaye stojak na butelkę

Cóż to za piękny przedmiot, Trurlem pachnący? Nie wiem jak Wam, ale na moje niefachowe oko to stojak na butelkę wina. Klassisch! A z innej strony ryneczku (z przyległościami) było miejskie muzeum. Zerknąłem na jego tablicę ogłoszeń – promowała ekspozycję „OGÓRKI I WIĘCEJ”.

Laa an der Thaye Muzeum Museum Austria

Ale w gruncie rzeczy czego się spodziewać po miasteczku, które ma w nazwie „nad rzeką”, a rzeka znajduje się kilka kilometrów dalej, w sąsiedniej wsi i sąsiednim państwie (ech, ta pokręcona historia Europy Środkowej). 

Laa an der Thaye (nad Dyją) pozdrawia serdecznie.