Pierwszy związek partnerski

Przewala się wokół nas burza wokół związków partnerskich, w wersji homo lub hetero, na świecie poza nami kręci się ona nie gorzej (choć tam już bardziej przechodzą od związków partnerskich do małżeństw homo). Junior póki co – tak się Rodzicom wydaje – wydarzeń ze świata bliższego i dalszego zbyt uważnie nie śledzi (czasem niebezpiecznie laptop czy gazetę podczyta, ale chyba nic więcej), więc temat mu chyba obojętny, zajmuje się wiedzą bliższą jego poziomowi rozwoju. Kiedy jednak z głupia frant zadaje pytanie:
– Matka, a Adam i Ewa to brali ślub?
to Matka przyjmuje wersję, że małżeństwa to wymysł późniejszy, a Ojciec (w duchu) komentuje, że na ich przykład nikt się współcześnie nie powołuje w tej dyskusji. 

Siła przyzwyczajenia

Siedziałem u klienta. Roboty było sporo, więc stukałem pracowicie w laptopa, starając się w miarę równolegle odpowiadać na pytania dotyczące innych spraw (czasem też podtrzymując po prostu konwersację). Któryś kolejny temat omówiliśmy, uzgodniliśmy, że trzeba wprowadzić pewne poprawki do dokumentu, niemniej siedząca obok pracownica klienta patrzy na mnie wymownie, sugerując wzrokiem, że zdecydowanie lepiej i szybciej nam pójdzie wprowadzanie tych poprawek, jeśli nawet nie tyle je podyktuję, ile jeśli je zwyczajnie napiszę. Spojrzałem równie wymownie i.. przesiadłem się do jej komputera. 

Zacząłem wprowadzać poprawki do dokumentu. Pojawiła się sugestia, że można by było skorzystać po trosze z zawartości innego pliku, który gdzieś jest z boku otwarty. Podobno ten plik widać na pasku, wystarczy kursorem najechać…

Po paru sekundach zorientowałem się, że smyram palcem po blacie biurka przed klawiaturą (a kursor, o dziwo, nie przemieszcza się). Tak to jest jak się człowiek przyzwyczai do touchpada zwanego swojsko gładzikiem.

Austriackie koligacje

Rozpoczynamy wczesnowieczorne obchody Nowego Roku dla młodzieży (młodzież w składzie domowym wyłącznie). Junior grzebie na podłodze w serpentynach i balonikach, a Matka poszerza mu horyzonty, cierpliwie opowiadając o tym i owym. Jako że z głośników płyną walce wiedeńskie, jednym z tematów opowieści jest walc („nie walec!” kontruje z boku Ojciec pomysły Juniora), koncert noworoczny filharmoników wiedeńskich oraz Straussowie. Junior się wsłuchuje w te opowieści, po czym upewnia się:
– To te walce pisali ojciec syna i jego syn? 

Mumerman

Ojciec pyta Juniora:
– Co tam rysujesz?
– Mumermana – pada odpowiedź.

Ojciec czuje się zaintrygowany, zaczyna dopytywać i doglądać. Junior siedzi nad zeszycikiem z zestawem naklejek ze Spidermana, który dostał jako szkolny prezent podchoinkowy. Niektóre z nich ponaklejał tu i tam, potem je naklejone obrysował.

– To gdzie jest ten cały Mumerman? – pyta Ojciec.
– Tu, obok Spidermana – odpowiada Junior. 
I pokazuje mniej więcej na taki obrazek:

Spiderman Mumerman wiki 

Znaczy, tego czarnego ochrzcił. 

Słodkie szczeniaczki

– Ojciec, a gdzie są te szczeniaczki?
– [westchnienie Rodzica nad nazbyt dobrym i selektywnym słuchem dziecięcia] Jakie szczeniaczki?
– No te małe pieski.
– Nie ma żadnych małych piesków, nie wszystko co się tak samo nazywa, to samo oznacza.*
– Aha, to na nich pewnie jest napisane „do 12 miesiąca życia”?

* niektórzy to zwą małpkami, maluchami etc.

Królewskie życie

Junior zajmuje się stawianiem popołudniowego pasjansa (nie do końca jest miłośnikiem upałów, jak on biedak wakacje przetrwa, może mimo wszystko jakoś). Przekłada z zaangażowaniem to tu, to tam, aż w pewnej chwili zajmujący się obok swoimi sprawami Rodzice słyszą:

– Przełożymy tę kolumnę, zobaczymy jak ta dama będzie żyła z tym królem..

Czy się siedzi, czy się leży

Juniora dorwało dzisiaj jakieś przeziębienie. Odstawia jak zwykle twardziela, więc „leżeć nie będzie”, ale po drugim śniadaniu zmęczenie zaczęło się robić wyraźne. Poleżał trochę oglądając przygody Zygzaka McQueena, po czym przysnął na trochę. Pochrapał pół godziny, przebudził się i na wszelki wypadek usiadł, żeby już nie spać dalej (choć wyglądał dość mętnie).

Po minucie chrapał na siedząco.

Odpowiednie dać literze słowo

Junior gra z Matką w okręty (obowiązkiem Ojca jest jedynie narysowanie im plansz i kontrolowanie, czy Junior prawidłowo odhacza). Ponieważ Junior przy grze bywa podniecony (i na dodatek coś w przerwach pogryza), nie zawsze słychać całkiem wyraźnie, którą literę akurat wymawia (B/D, A/H i w ogóle), więc w pewnej chwili przy jakimś D3 Matka pyta, jaka na pewno jest litera, a Ojciec dodaje:
– Podaj słowo na tę literę – D jak..
– ..drink. 

Przy czym drinków w typowym rozumieniu, Rodzice zasadniczo nie używają.

Pan Wadza

Pod wpływem jakichś luźno snutych opowieści dziwnej treści, Matka postanowiła zrobić Juniorowi małą przyjemność i sprokurowała z brystolu i kolorowego papieru odpowiedniej wielkości lizak policyjny. Junior zabawkę przywitał z radością i przy najbliższej okazji popędził do pudła z autami. Pod mało czujnym okiem Ojca zaczął wyjmować jedno auto za drugim, wymachując nad nimi lizakiem, ustawiać je na podłodze i przygotowywać się do scenek z zakresu ruchu drogowego. Ojciec nie śledził zbyt uważnie, kto kogo wyprzedził, kto się z kim zderzył, kto gdzie zaparkował, ale w pewnej chwili odnotował podświadomie, że jest jakoś cicho i ruchu nie ma. 

Junior siedział przy stoliczku i coś skrobał na karteczce. Ojciec wykazując Rodzicielskie zainteresowanie zapytał:
– Co, już się nie bawisz lizakiem?

Na co Junior odparł ze śmiertelną powagą:
– Wypisuję mandat. 

Latekstowo

Junior wrócił po feriach do przedszkola (tak, tak, w przedszkolu też się robi ferie) i zaraz zaczął wyśpiewywać w domu piosenkę, towarzyszącą zabawie stanowiącą (jak Ojciec wnioskuje z chaotycznych relacji) odmianę zabawy w królewnę śnieżkę* i księcia. Słuchając tej piosenki po raz 96, Ojciec wers „i będziesz spała latek sto” zaczyna słyszeć jako „lateks to..” Cóz, sposób interpretacji prawiesiedmiolatka też w takim poskładaniu pomaga. I nawet Ojcu nie kojarzy się żadna panienka w lateksie.