Dramaturgia

Zastanawiam się od jakiegoś czasu, co czyni wyścig dobrym? Wyrównana stawka? Zwroty akcji? Napięcie? Udane manewry? Zapewne wszystko po trochu, ale co najbardziej?

Dzisiejsze (dziś zakończone) 24 godziny Le Mans zapewniły wiele napięcia i zwrotów akcji, pozostałych elementów… mniej. Spośród sześciu samochodów najszybszej kategorii LMP1 problemy techniczne miały dokładnie wszystkie, do mety dojechały… dwa. Jeden daleko od podium, drugi – mający w pewnej chwili 18 okrążeń straty – zaczął w pewnej chwili jak szalony gonić słabsze samochody, żeby na godzinę przed końcem wydostać się na prowadzenie i dowieźć je do końca. Owszem, patrzenie to na stoper, to na zegar, i zgadywanie w oparciu o to, czy im wystarczy czasu na taki wyczyn, ma swój urok, ale czy to potrafi uczynić wyścig dobrym… Walki o zwycięstwo prawie nie było, raczej jazda na dojechanie. Na całe szczęście w kategorii GTE dwa samochody rywalizowały prawie do końca, trzy okrążenia przed metą obiły się bok w bok w tej walce, na ostatnim w prowadzącej Corvette skończyły się opony i zamiast utrzymać zwycięstwo o pół sekundy, straciła prawie dwie minuty i nawet drugą pozycję.

Nie umiem się oprzeć wrażeniu, że LeMans ma wiele wspólnego z GP Monaco: przychodzimy na legendarny tor bardziej na prestiżowy event, niż na naprawdę intensywną rywalizację na torze. I tak jak w Monaco najszybsze samochody świata kręcą się w kółko między barierami, tak w LeMans szybkie samochody wzajemnie sobie przeszkadzają. Ma to swój urok, inaczej bym o tym nie pisał, no i nie oglądał.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s