Francuski żółwik

Lubię karmić swojego żółwia. Lubię patrzeć jak je. Lubię widzieć, że je. Kiedyś wystarczyło mu żarcie wrzucać w określonych porach, później stało się to bardziej skomplikowane. Przestał akceptować to czy tamto, potem ograniczył się do jedzenia tylko tego co świeżo wrzucone, jak nasiąknie wodą, to już właściwie niejadalne. (Nie pomógł też fakt, że wyrósł na tyle, że przestał się bezpiecznie mieścić w starym akwarium, do którego był wkładany na czas karmienia, i zaczął jadać w swoim dużym akwarium, gdzie lepiej, żeby resztki nie zostawały). Zaczął okresowo lubić to bardziej, a to wcale, potem na odwrót…

Z czasem postarzał się (według niepewnej rachuby, jaką prowadzimy, jest już pełnoletni). Owszem, kiedy ma wrażenie, że kawałek ryby zaraz mu z nieba spadnie, to wyciąga się jak młodziak z otwartą szeroko paszczą i chciałby tę rybę złapać w powietrzu, a najlepiej od razu w ręce. Wykonuje ku tej rybie skoki niczym Dennis Rodman za piłką… i właśnie. Czasem by może i trafił, ale często wykonuje wspaniały ruch przez powietrze, by złapać tylko powietrze. Zwaliłbym to na problemy z percepcją w ośrodku innym niż wodny czy wręcz z refrakcją na granicy wody i powietrza, ale obserwacja pozwala dostrzec podobne sytuacje także w samej wodzie – raczej to ruch „na wyczucie”, powodowany niecierpliwością (i, podejrzewam, słabnącym nieco widzeniem czołowym). A ileż razy ta ryba spadnie mu koło pyska na dno i tam leży i czeka, stwarzając wyzwanie dla karmiącego „jak temu zwierzęciu podpowiedzieć, że wystarczy w dół popatrzeć”). Całkiem ślepy nie jest, kiedy w końcu dostrzeże, rzuca się całkiem efektownie (stanowczo zapomnijcie opowieści o powolnych żółwiach, one się po prostu nie spieszą bez potrzeby). Karmienie z ręki nie jest atrakcyjne, bo uścisk żółwiej paszczy – nawet bezzębnej – jest do nie do zapomnienia i stanowczo zniechęca do powtórek, a szybkość tej paszczy czyniłaby niemal gwarantowanym co najmniej jedno chapsnięcie w tygodniu. Zdarzało mi się już używać patyczka do szaszłyka, żeby zwierzęciu bezpiecznie pod sam nos podtykać…

Marudzę? Może, ale z sympatii. W każdym razie, z okazji Międzynarodowego Dnia Żółwia idę coś temu wybrednemu niczym francuski piesek stworzeniu podrzucić…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s