Poznań Saint-Germain

Ależ mamy zadymę. Najbliższe dni, tygodnie, miesiące (czy ile tam upłynie do kolejnej dobrej okazji) będą upływały pod znakiem gorących reakcji na mecz Barcelony z PSG. Dla jednych będzie to euforia, dla innych wydarzenie na miarę finałów LM AD 1999 czy AD 2005, dla jeszcze innych powód do guanoburzy i snucia teorii spiskowych. Trzeba przyznać, że 6:1 w meczu tej rangi zdarza się nieczęsto, zwłaszcza kiedy trzy gole padają od 88 minuty wzwyż, i dopiero ostatni decyduje o awansie (gdyby komuś umknęło, w pierwszym meczu było 0:4).

Burze będą, bo na sześć goli Barcelony dwa padły po karnych (jeden w 89 czy 90 minucie, nie nadążam), jeden po tym jak przewracający się obrońca wjechał głową w nogi mknącego na bramkę rywala, drugi po malowniczym upadku Suareza w okolicy obrońcy, który z jednej strony machnął mu łokciem koło głowy, a z drugiej – udem koło pośladków (zapewne za dwa lata fizycy ustalą, czy doszło do kontaktu). Do tego Neymar złośliwie (choć niekoniecznie brutalnie) przykopał rywalowi po piszczelach i dostał za to tylko żółtą kartkę (zanim strzelił dwa gole w końcowych siedmiu minutach…), a sędzia nie podyktował ponoć (wszystkie te uwagi w zasadzie ponoć, bo nie oglądałem,częściowo śledziłem relację internetową) karnego dla paryżan, kiedy w sytuacji sam na sam di Maria został zahaczony przez obrońcę… Z drugiej strony w tej wspomnianej sytuacji di Maria miał z boku Cavaniego (czyli dwóch na bramkarza), ale zamiast mu podać na pustą bramkę, wolał się bawić z bramkarzem, może pamiętał że Cavani wcześniej przyładował na pustą bramkę w słupek. Jak podliczył pewien statystyk, od 85 minuty piłkarze PSG zaliczyli raptem cztery celne podania, w tym trzy przy wznowieniu ze środka boiska po straconych golach…

Wyliczam tak te burzowe niuanse pokazując, że ogólnie sporo kupy było w tym meczu, obustronnie. W tyle głowy zaś cały czas mam zupełnie inny mecz, też z 1/8 najważniejszych rozgrywek klubowych, też z udziałem francuskiej drużyny, też zakończony wynikiem 6:1 i trzema golami w końcowych siedmiu minutach. I też gdyby przegrani wykorzystali wszystko co mieli, i lepiej wytrzymali końcówkę… Fakt, w pierwszym meczu Lech wygrał w Poznaniu tylko 3:2 (a nie 4:0), a Olympique Marsylia zawędrował potem do finału (gdzie zgasiła go Crvena Zvezda). Teorie spiskowe, że Tapie miał struć poznaniaków, krążą do dziś…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s