Matka muzyki filmowej

W gruncie rzeczy nie mam edukacji muzycznej, żeby nie powiedzieć: głębiej się na muzyce nie znam. Nie przeszkadza mi to ani trochę o muzyce pisać, gdyż nie jestem krytykiem muzycznym ani nawet muzycznym dziennikarzem (i nie zamierzam być), piszę wszak głównie o swoich odczuciach związanych z muzyką. 

Bohaterka dzisiejszej notki to utwór wielokrotnie złożony, obejmujący pięć różniących się od siebie i skomplikowanych wewnętrznie części. Ma już swoje latka (wiek mocno emerytalny, lecz właściwy żywym), lecz dla mnie brzmi na wskroś nowocześnie. Niektóre fragmenty wprost genialne, jak początek czwartej części czy cała część pierwsza, pełna fanfar. Reszta zaś malownicza jest niemożebnie, obrazy się same próbują do mózgu cisnąć, na tyle, że nieustająco powraca pytanie „ale z jakiego to jest filmu?”.

No i właśnie, kiedy wsłuchuję się, w różnych fragmentach niemal rozpoznaję nuty i motywy z wielu filmów. Kompozycja zdaje się być źródłem nieustającej inspiracji dla kompozytorów muzyki do filmów, od romansów przez westerny po filmy akcji i horrory, daję słowo że i Gwiezdnymi Wojnami mi zatrąca (nie, nie temat główny ani Marsz Imperialny, ten ostatni mi raczej Prokofiewem zalatuje). 

A jako że w niedzielę przypada 90 lat od pierwszego wykonania – dziś jest dobry dzień na odtworzenie. Filharmonicy wiedeńscy pod batutą Mackerrasa, Leos Janacek, Sinfonietta. Fanfary!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s