Gwiezdne dorastanie

Dobra. Od premiery prawie trzy tygodnie (i dwa seanse w moim przypadku), najwyższa pora zakończyć okres ochronny dla tych, którzy jeszcze nie widzieli i jakimś cudem nie natrafili jeszcze na sto pińdziesiont opowieści o tym co jest w filmie. Dla porządku jednak – jeżeli jeszcze nie widzieliście filmu Gwiezdne Wojny: PRZEBUDZENIE MOCY (TFA), a chcecie zobaczyć nie wiedząc co jest w środku, to dalej czytacie na własną odpowiedzialność, Ciemna Strona Mocy na was czeka.

Zacznę od ogólnej refleksji, że nowe Gwiezdne Wojny dzielą los wielu filmów kręconych współcześnie: stara historia jest układana w zupełnie nowy sposób, łącząc stare pomysły z nowymi. Tak robi od dekady Disney z pirackimi opowieściami, tak zrobił Universal pod batutą Jacksona z Hobbitem, tak zrobił Warner z dinozaurami. Jednym się to podoba, innym się może nie podobać (ja należę do tych pierwszych). Mamy więc z grubsza szkielet fabularny najstarszych Gwiezdnych Wojen (ANH), pomysły z innych, i prawie kompletny zestaw starych znajomych, ze szczególnym uwzględnieniem duetu Chewie-Han. Ale oczywiście to nie o nich film jest, najważniejsi są młodzi bohaterowie.

Kluczowe słowo: młodzi (i nie o metryki chodzi). Finn, zbuntowany szturmowiec o gadce jak Eddie Murphy (dobra, przesadziłem). Tak naprawdę to dzieciak, wyrwany za młodu z rodzinnego domu (przymusem, inaczej niż młodzi adepci Jedi czy klony od probówki hodowane), całe życie tresowany na wiernego żołnierza, próbuje uciec od tego wszystkiego, żeby zapomnieć. Potrzebuje innego wstrząsu, żeby zrozumieć że ucieczka niczego nie tworzy. Kylo, chyba najstarszy z nich (zrazu Adam Driver wydawał mi się błędem obsadowym). Ten stara się dorosnąć na skróty, choć wciąż jest dzieciakiem rozdartym między wielkimi ambicjami a uczuciami, nad którymi nie panuje. Rey, dziewczynka, którą (dla jej bezpieczeństwa?) rodzice zostawili samą (prawie) na nieprzyjaznym zadupiu, nauczyła się być twardą i ciężką pracą walczyć o przeżycie – ale tak naprawdę wewnątrz została małą dziewczynką, która wierzy w powrót rodziców. Bolesne zrozumienie jest jednym z kluczowych kroków w jej drodze do dorosłości. Czy dzięki niej dorośnie jej Mistrz – tego dowiemy się dopiero z kolejnych części…

A widzowie? Dla nich lepiej, by – na te dwie godziny z hakiem – wyłączyli swoją dorosłość. W nieśmiertelnych słowach Johna Hammonda, te filmy są po to, by dzieci je oglądały z otwartymi buziami (będąc na tyle dużymi, żeby zrozumieć co się dzieje na ekranie). Czego i Wam życzę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s