Księżycowo

Włączyłem sobie do treningu z płyty jeden z odcinków „Przystanku Alaska” – ten zajefajny, kiedy Fleischman spotyka (po raz pierwszy) Adama, a do Chrisa przyjeżdża nigdy nie widziany brat (przyrodni). Dominującym motywem odcinka jest księżyc wiszący nad Alaską, który nikomu nie pozwala spać w nocy. W tle stale słychać jak nie „Księżycową sonatę„, to „Moon River”. 

W gazetach i w internecie od paru dni ciągle natrafiam na zapowiedzi, że w tę niedzielę czeka nas Wielki Krwawy Księżyc (i jego zaćmienie). W najgłębszej porze nocnej, więc czuję, że raczej nie będę wyczekiwał, ani budzika nastawiał, bo rano wstać trzeba. 

I tylko się zastanawiam, czy to dlatego mnie ostatnio trochę na Moon River trzyma? I nie chodzi tu o Holly Golightly, bo w każdym wykonaniu lubię, czy Audrey, czy Sinatry. Raczej chodzi o zgrabność, i o to fascynujące „my huckleberry friend”, wiedzieliście, że chodzi w tym po prostu o wspomnienie zbierania w dzieciństwie najzwyklejszych jagód?

No to zanim księżyc wzejdzie, jeszcze raz. Tym razem Louis Armstrong

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s