Rosół na parze, a właściwie sos

Jakoś tak się złożyło, że miałem niedawno do zagospodarowania jakieś dwie kurze nogi (z udami) i mocno seksualny stosunek do kucharzenia, a na dodatek ograniczoną ilość czasu. Odrzuciłem więc z tego powodu klasyczny plan uduszenia tych kurzości po drobnym ich obsmażeniu – ale że trzeba było jednakowoż przetworzyć je termicznie, to przyszło mi na myśl użycie garnka do gotowania na parze (zabrzmiało jakobym posiadał taki specjalistyczny, a dysponuję jedynie wkładką, która całkiem dobrze mieści się w pewnym garze, do którego mam dopasowaną pokrywkę, wszystko chyba przypadkiem się poskładało). 

Wziąłem więc i pozbawiłem kurę nadmiaru tłuszczu zmagazynowanego pod skórą (całkiem spore kawałki poleciały do kosza). Potraktowałem taką czy inną przyprawą, zagotowałem ździebko wody, włożyłem, przykryłem, zostawiłem. Z poczucia obowiązku czasem zaglądałem do środka, coś mi mówiło, że ta woda na dnie garnka jednak czymś przejdzie – może przyprawą, może kurą.

Po jakimś czasie uznałem, że nadeszła pora zakończenia tej zabawy. Wyjąłem wkładkę z kurą, odłożyłem na talerz. Z gara nadal unosił się miły zapach, aczkolwiek nie dostrzegłem tam spodziewanej wariacji na temat lekkiego rosołu, gdyż się jakby wygotował. To co pozostało w garnku, miejscami zaczynało już przywierać do dna, lekko zdrapane połączyło się w całkiem solidny sos. Hm, nigdy nie sądziłem, że od prostego gotowania na parze takie cuda się stworzy, nie omieszkam zapamiętać. I takie dietetyczne chyba! 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s