Luźne uwagi o uniwersytetach zaangażowanych lub mniej

Być może zupełnie nie zauważyliście fermentu jaki jest na Uniwersytecie Warszawskim. Sam dostrzegałem ledwie w przelocie, że coś się dzieje, bez orientacji co, kto, jak i dlaczego. Dziś przy sobocie przy porannej kawie znów mi temat wskoczył przed oczy i postanowiłem się zagłębić przynajmniej na tyle żeby zrozumieć. 

I przyznam, po godzinie lektury nadal trochę nie rozumiem. To znaczy nie rozumiem wzajemnej argumentacji stron, bo to, że Uniwersytet postanowił wprowadzić, pardon: przeforsować nowy regulamin studiów, bardziej sprzyjający uczelni (administracji uczelnianej?) niż studentom, jak najbardziej mogło się stać przyczyną protestu, zarówno od strony merytorycznej (bo pogarsza pozycję studentów) jak i formalnej (bo proces wprowadzania tego regulaminu wygląda dziwnie). Ale nadal nie bardzo rozumiem, dlaczego dla uniwersytetu ta zmiana (polegająca w istocie na zalegalizowaniu opłat za obronę pracy magisterskiej po terminie) jest istotna. Widzę to w dwóch aspektach: być może (od czasu mojego rozstania z uniwersytetem upłynęło sporo wody w Wiśle i jej dopływach) takie opóźnienie stanowi jakieś nieuzasadnione obciążenie administracyjne dla uczelni lub przekłada się na niezbyt korzystne dla uczelni uprawnienia dla studentów (w tle przewija się pojęcie „wieczny student”). Drugi aspekt to kondycja finansowa uczelni – w kółko słyszy się o niedofinansowaniu nauki, kiepskich płacach, umowach śmieciowych, braku sprzętu, literatury i co tam jeszcze, więc opłaty od „spóźnialskich” zapewne mogą wesprzeć utrzymanie nauczania tych pozostałych (pcha mi się tu zapamiętany z Jasienicy cytat z „Kultury wieków średnich” Jana Ptaśnika: „Nawet w tym samym domu na piętrze były sale szkolne, a na dole mieszkania nierządnic. Na górnym piętrze mistrzowie nauczali, a na dole nierządnice uprawiały swój brzydki proceder„)

No, ale względy organizacyjno-finansowe uniwersytetu to jedno. Przejdźmy teraz na drugą stronę barykady, gdzie moje zmieszanie jest większe. Być może proces przechodzenia studiów jest teraz trudniejszy i bardziej wymagający niż kiedyś, nie wiem (choć to co słyszę od niektórych wykładowców uniwersyteckich na temat poziomu studentów, skłania do myśli, że nie tyle program jest trudniejszy, ile selekcja słabsza), ale kiedy pisałem własną pracę magisterską, to wypracowaniu jej koncepcji służył czwarty rok studiów, a na piątym roku w zasadzie sukcesywnie pracowaliśmy nad kolejnymi jej fragmentami. Wśród potencjalnych uzasadnień spóźnienia przedstawia się konieczność dodatkowych badań czy rozwiązania problemów niezbędnych do rzetelnego napisania pracy, kłopot z godzeniem pisania pracy dyplomowej z pracą zarobkową – oraz że wprowadzanie sztywnych terminów kłóci się z ideą uniwersytetu jako miejsca swobodnej dyskusji, fermentu i uprawiania nauki. Problem w tym, że te uzasadnienia są wzajemnie sprzeczne i są w dużej mierze kwestią własnych priorytetów; kto chciał dyskutować przez okres studiów, miał na to kilka lat, kto chce (musi) zarabiać – ten powinien rozumieć znaczenie pieniądza, kto chce rzetelnie napisać pracę… może to specyfika niektórych kierunków, że nie da się pewnych rzeczy zrobić szybciej z przyczyn obiektywnych, mam prawo tego nie czuć z przyczyn już podanych (oraz z uwagi na fakt, że w moim przypadku przygotowanie pracy ograniczało się do wizyt w bibliotece). 

Doczytałem, że chodzi zasadniczo o tych, którzy nie złożą pracy do 30 września roku, w którym ukończyli program studiów. O ile pamiętam, swojej pracy broniłem 5 czerwca. Dlatego mimo wszystko nie rozumiem, ale też swoją uczelnię pamiętam jako raczej liberalną niż neoliberalną.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s